23.03.2021

Lockdown na Bali

Specjalistka od PR’u, współtwórczyni firmy La Bomba bath, influencerka i mama rocznego Juliana. Julia Dyzio wprost z Bali opowiada nam, jak to jest wylogować się z pandemicznej rzeczywistości i wyjechać do indonezyjskiego raju. Z maluchem u boku!

Kierunek Bali. To miały być rajskie rodzinne wakacje, czy dłuższy wyjazd z dala od trudnej rzeczywistości, ale z komputerem pod pachą?

To miały być nieco ponad dwutygodniowe wakacje, które przerodziły się w niezwykłą, długoterminową przygodę. Jesteśmy tu od kilku miesięcy i prowadzimy już bardziej ‚miejscowy’ tryb życia. Mamy codzienną rutynę, która zdecydowanie nie ma nic wspólnego z leżeniem na plaży!

Pierwszy wyjazd z maluchem to zawsze emocje dla mamy. Teraz szczególnie, ze względu na pandemiczną rzeczywistość. Długo zastanawialiście się z narzeczonym nad wyjazdem i Waszym bezpieczeństwem?

Tak naprawdę to była spontaniczna decyzja – ja zostałam postawiona przed faktem dokonanym, bo wyjazd był świąteczną niespodzianką. Wcześniej z Julkiem podróżowaliśmy po Polsce i kilka razy odwiedziliśmy Włochy, jednak w trakcie pierwszego lockdownu większość czasu spędziliśmy w mieszkaniu. W tym przypadku cały proces planowania wyjazdu był stresujący ze względu na panującą sytuację i co chwile zmieniające się obostrzenia w Indonezji. Muszę przyznać, że odetchnęłam dopiero na lotnisku jak zobaczyłam porozstawiane wielkie litery układające się w słowo B A L I.

Jak przygotowywałaś się na tak daleki i długi wyjazd? Była check-lista i 5 dodatkowych toreb na „dzieciowe rzeczy”?

Nie miałam zbyt wiele czasu na zastanawianie się, więc najpierw obdzwoniłam koleżanki upewniając się, czy to na pewno dobra destynacja na wyjazd z dzieckiem. Sprawdziłam kwestię szczepień, a później czekał mnie zimny prysznic – nie miałam ani jednej letniej rzeczy dla Julka. Oprócz zapasu mleka, lekarstw i kremów z filtrem nie miałam zbyt dużego pola do popisu. Chciałabym podkreślić, że wszyscy spakowaliśmy się w jedną walizkę!

Nie miałaś obaw przed wyjazdem z dzieckiem do raju, ale jednocześnie miejsca, którego warunki mogą być trudne dla maleństwa?

Kompletnie nie. Oboje z Jankiem wychodzimy z założenia, że nasz synek zawsze będzie szczęśliwy i bezpieczny, kiedy będzie z nami – nieważne gdzie! On ma tu raj! Od rana biega w pieluszce, kąpie się w basenie, poznaje nowe dzieciaki – ostatnio nauczył się chodzić i jest nie do zatrzymania. W pobliżu nas są dwa bardzo dobre szpitale, a upały przez porę deszczową nie są zbyt uciążliwe.

Bali to oblegane miejsce już od wielu lat. Szukałaś miejsc, które są przyjazne dla rodziców z dziećmi, czy miałaś własną listę miejsc do odwiedzenia?

Miałam swoją listę, tak jak przed każdym wyjazdem. Kocham piękne wnętrza, sklepiki i lokalne knajpki – miejsca z wyjątkową atmosferą. Dla mnie to właśnie są wakacje. Ani ja, ani Janek, nie wyobrażamy sobie siebie w hotelach z wielkimi zjeżdżalniami i całodniowymi animacjami nad basenem. Pierwszą część wyjazdu spędziliśmy w Uluwatu w przepięknym miejscu – Julek na szczęście był tak podekscytowany nowym otoczeniem, że nie musieliśmy szukać dodatkowych atrakcji. Teraz, od kilku miesięcy jesteśmy w Canggu, gdzie jest już dużo bardziej ’’miastowo’’ i przede wszystkim jest mnóstwo placów zabaw, kids club’ów, międzynarodowych przedszkoli i fantastycznych zajęć. Myślę, że dla Julka to jest niesamowity czas i na pewno będzie miał pozytywny wpływ na jego rozwój. Muszę przyznać, że nie najlepszym pomysłem był wypad na wyspy Gili, gdzie nie ma absolutnie żadnej infrastruktury, a przez ciągły deszcz spacery z wózkiem po błocie były wręcz nierealne. Nasza podróż powrotna, przez warunki pogodowe z kilkugodzinnego rejsu zamieniła się w całodniową podróż statkiem, samolotem i samochodem.

Więc jak wygląda Wasz dzień z życia na Bali z maluchem u boku?

Nasz dzień rozpoczyna się około 6:30 rano. Na śniadanie przygotowuję dla Juliana owsiankę z owocami lub jajka z awokado. Jedzenie na Bali jest niesamowite. W jego diecie przeważają warzywa i ryby. Kocha też smoothie bowls. Ok… on kocha wszystko co można zjeść. Przed pierwszą drzemką, jedziemy na plac zabaw lub do pobliskiej kawiarenki, gdzie Julek pije swój ukochany sok z ananasa, a ja kawę. Albo po prostu siedzimy na skuterze – nasz synek okazał się być wielkim fanem motoryzacji. Około godz. 8:00 przychodzi nasza cudowna niania Veronica, a my zaczynamy dzień. Rano, w ciągu tygodnia chodzę na trening lub jogę – mamy parę godzin różnicy z Polską, więc wszyscy jeszcze śpią, a mój telefon milczy. Później chodzę do co-working’u lub pracuję w domu. Lubię mieć wszystko przygotowane przed rozpoczęciem dnia pracy w Polsce. Kończę pracę ’’biurową’’ ok. godz. 16:00. Wtedy wychodzi niania, a Julian budzi się z drugiej drzemki i wspólnie jemy obiad w domu lub jedziemy do jednej z naszych ulubionych knajp. Ten czas od 16:00 – tak jak w Polsce – spędzamy zawsze rodzinnie. Zabieramy Juliana do naszych przyjaciół, do skate parku czy na plażę, gdzie czekamy na zachód słońca. Julian uwielbia otaczać się ludźmi, mamy szczęście, że nasi przyjaciele mimo, że nie mają dzieci są bardzo wyrozumiali i chętnie go zabawiają. Chwilę przed godz. 20:00, Julek zasypia, a ja siadam do komputera. Jest to mój czas na call’e z klientami i bieżące rozmowy. No chyba, że akurat widzę się z koleżankami na nasze girls night out! Myślę, że po miesiącu w nowym miejscu – nawet jeśli jesteś blisko plaży, a gdzie nie spojrzysz widać palmy, zaczynasz wchodzić w rutynę i przestajesz traktować dni jak wakacje.

Które miejsca muszą odwiedzić rodzice z dzieciakami na Bali?

Szczerze mówiąc trudno mi odpowiedzieć na to pytanie, a dostaje je bardzo często. Wydaje mi się, że każdy rodzić jest inny i szuka czegoś innego. W Canggu nie znajdziesz ładnych plaży, jest mnóstwo śmieci i ciemny piasek. W Uluwatu zejście na większość plaż graniczy z cudem, a na Gili po 2 dniach znasz już każdy zakręt. Myślę, że warto odwiedzić Ubud, gdzie znajduje się słynna Green School. W weekendy jeździmy 40 minut do Nusa Dua, żeby posiedzieć na plaży. Tak naprawdę to Jasiek planuje wycieczki tam, gdzie akurat są warunki do surfingu, więc my musimy się dostosować. Aha! Jeśli nie jesteście gotowi na jazdę skuterem z dzieckiem, przemieszczanie się na Bali może być uciążliwe! Nie ma tu chodników, pasów ani jakiegokolwiek objawu bezpieczeństwa na drodze.

Bali to także mekka modnych butików. Czy obok takich cool miejsc, jak Yoli&Otis, czy BGS znalazł się jakiś wyjątkowy concept store z rzeczami dla dzieci?

Oczywiście! Jest ich cała masa i w każdym są naprawdę przepiękne rzeczy. Lniane ubranka, ratanowe mebelki, czy zabawki z ekologicznych materiałów. Myślę, że gdyby nie ta jedna walizka na trzy osoby przywiozłabym mojej przyjaciółce całą wyprawkę.

Rada, jaką dałabyś każdej mamie, która marzy o dalekiej podróży z dziećmi, ale wciąż bije się z myślami to…

Pakuj walizki i nie zastanawiaj się za bardzo! Każda podróż to przygoda na całe życie. Jeśli jesteś na tyle sprytna, aby pogodzić wszystkie sprawy w Polsce, a przy tym znaleźć chwilę dla siebie – zrobisz to wszędzie na świecie!

zdjęcia: archiwum prywatne Julia Dyzio