19.02.2020

Tata z pasją: Wojtek Pawlusiak

Wojtek Pawlusiak – kiedyś niespokojny duch ekstremalnego snowboardingu, dzisiaj przede wszystkim Tata. Nadal kocha jeździć na desce, ale ta miłość do sportu ewoluowała i przekształciła się w nieco spokojniejszą wersję, ustępując miejsca życiu rodzinnemu. Nade wszystko ceni czas spędzony ze swoją prawie dwuletnią córeczką, bo gdy są razem odłączą się od prowadzenia firmy i telefonów. Wraz z partnerką Sylwią założyli markę Nested, która zajmuje się między innymi produkcją biodegradowalnych szczoteczek do zębów.

Od prawie dwóch lat jesteś Tatą. Wcześniej w Twoim życiu najważniejszy był snowboarding i towarzysząca mu adrenalina. Czy pamiętasz jeszcze ten ekstremalny sport sprzed bycia rodzicem?

Zdecydowanie mój snowboarding zmienił się od kiedy na świecie pojawiła się Pola. Jednak ja chcę nadal kontynuować swoją pasję, ponieważ jest to coś nad czym pracowałem bardzo długo. Poświęciłem temu sportowi bardzo wiele lat, energii i zaangażowania. Staram sobie teraz inaczej organizować swój dzień i znajdywać czas na wszystkie rzeczy, które mnie interesują i na które ten czas chciałabym poświęcać, tak, aby nikt na tym nie cierpiał. Oczywiście, że pamiętam ten ekstremalny snowboarding, ale zdaję sobie sprawę, że nie mogę sobie pozwolić na tak wiele jak kiedyś. Muszę to ryzyko inaczej kalkulować, bo wiem, że gdyby coś mi się stało to i Polcia i firma mogłyby na tym ucierpieć, a tego nie chcę. Nie jest to w moim wykonaniu tak hardcorowy snowboarding jak kiedyś, ale staram się nadal jeździć i robić triki.

Czyli sport bynajmniej nie zszedł na dalszy plan, ale teraz znajdujesz go w dużo spokojniejszej wersji. Spokorniałeś?

Dokładnie. Wciąż chcę zarażać nim ludzi. Wciąż chcę pokazywać, że snowboarding to fajny sport i nie musi być tylko i wyłącznie oparty na tych najryzykowniejszych triczkach – double lub triple corkach.  Czy też na hardcorowych zjazdach z wysokich gór. Można snowboarding uprawiać w wersji bardziej lajtowej i też daje to mnóstwo radości. Myślę, że każdy może coś dobrego znaleźć dla siebie w tym sporcie. 95% użytkowników snowboardu są to nazwijmy „niedzielni kierowcy” jedni trochę lepsi, inni trochę gorsi. Ja do nich nie należę, bo jeżdżę na desce profesjonalnie, ale najbardziej cieszy mnie w snowboardingu jazda z górki, dokładnie tak jak ich. Moja filozofia snowboardingu na ten moment jest taka: jedziesz sobie z górki i czerpiesz z tego maksimum radości.

Czyli bycie tatą Cię uspokoiło, zmieniłeś się jako osoba?

Zdecydowanie tak. Musiałem się zmienić, zaadoptować do nowej sytuacji, stać się bardziej odpowiedzialny. Moja organizacja i planowanie czasu uległo znacznej poprawie, a to jest bardzo pozytywny wpływ. Gdy pojawiło się dziecko to nagle przestałem być egoistą, chyba mogę tak powiedzieć. W tym momencie najważniejsza jest moja córcia, nie ja.

Powiedziałeś kiedyś, jeszcze zanim zostałeś rodzicem, że Twoja niezależność przysparza Ci problemów z podejmowaniem decyzji, czy teraz łatwiej je podejmujesz?

Tak. Na pewno teraz częściej i szybciej musze podejmować decyzję.

Na Twoim Instagramie pokazujesz zdjęcia z córeczką, która towarzyszy Ci w wielu podróżach, a także na stoku z deską, w różnych warunkach pogodowych. Czy możesz powiedzieć, że ona już rozumie Twoje hobby?

Myślę, że Polcia generalnie zaczyna już troszkę to rozumieć. Ja nie chcę być ojcem, który stoi nad swoim dzieckiem i zmusza je do lubienia czegoś, co jest jego ambicją. A już na pewno nie chcę być rodzicem, który wymaga od dziecka, aby spełniał jego niespełnione marzenia. Ja chcę dać swojemu dziecku pełen wachlarz możliwości i niech samo wybiera to, co je najbardziej interesuje. Byłoby mi bardzo miło, gdyby wybrała snowboarding, ponieważ jest to coś, co ja kocham robić najbardziej. Na pewno znaleźlibyśmy wspólny cel i spędzalibyśmy bardzo dużo czasu razem. Jednak, jeśli będzie chciała robić inne rzeczy, ja zawsze będę stał z boku i ją dopingował. Na pewno nie chciałabym ograniczać jej w żaden sposób, ani też pchać do przodu. Na ta chwilę wygląda to tak, że my zorganizowaliśmy Polci sprzęt i ona stała już na desce, jednak nie można tego nazwać jazdą. Jest na to jeszcze zwyczajnie za mała. Ma niespełna dwa latka. Wydaje mi się, że zacznie to rozumieć w wieku trzech lat. Teraz możemy stwierdzić, że jej się to podoba. Lubi oglądać ze mną filmy snowboardingowe, zna moich kolegów ze stoku. Czasami wieczorem razem oglądamy filmiki video jak zjeżdżają ze stoku i wtedy mówię jej, że teraz jedzie wujek Werni, a teraz wujek Mark i tak w kółko. Często przy tym zasypia. Myślę, że ona będzie próbowała snowboardingu, ponieważ będzie spędzała ze mną bardzo dużo czasu wśród desek i siłą rzeczy w to wsiąknie.

Co takiego jest w snowboardingu, czego chciałabyś, aby doświadczyła Twoja córka?

Poprzez deskę poznałem wielu fantastycznych ludzi. Poznawanie ich jest czymś wspaniałym. Snowboardzistami zostają super ludzie, którzy są bardzo pozytywnie nastawieni do świata i gromadzą fajną energię. Mogę powiedzieć, że w tym momencie nie ma takiego miejsca na świecie, w którym ktoś nie udzieliłby mi wsparcia, gdybym go potrzebował. Snowboarding dał mi wolność, w żaden sposób nie związał mnie z nikim i niczym, a to dowód na to, że sam kreujesz tutaj swoją drogę. Jeśli chcesz skakać cały dzień backflipy na trasie to to robisz, jeśli chcesz jeździć poza trasą, to jeździsz poza trasą. W porównaniu do na przykład skoków narciarskich, gdzie musisz wyjść siąść na belkę, zjechać ustalonym torem, zejść do budki przesmarować narty i z powrotem wjechać na skocznie. Tutaj jest mnóstwo możliwości interpretacji i kreacji. To jest w nim najfajniejsze. Wydaje mi się, że każdy kto tego doświadczył jest w stanie podzielić moją opinię.

Właśnie, nie wszyscy to wiedzą, ale Twoja przygoda z deską zaczęła się od skoków narciarskich, które trenowałeś najpierw. Dlaczego zrezygnowałeś z ich kontynuowania, przecież Polacy kochają skoki narciarskie?

Właśnie głównie dlatego, że deska daje mi dużo wolności. Nie takiego schematu jak w skokach. Zawsze czułem się osobą kreatywną, nie lubiłem chodzić wydeptanymi ścieżkami, raczej sam chciałem przecierać szlaki. Skoki wydawały mi się za mało spontaniczne. Poprzez snowboarding mogę w pełni wyrazić siebie.

Jaka przygoda związana ze snowboardingiem najbardziej utkwiła Ci w pamięci? 

Takich sytuacji poprze ostatnie 15 lat, kiedy profesjonalnie jeżdżę było tak dużo, że na samo to pytanie nasuwa mi się ich z pięć (uśmiech). To jest właśnie snowboarding: ludzie plus miejsca plus fajna energia stwarzają niesamowite sytuacje i doznania. Uśmiecham się na samą myśl o tym. Myślę o tych wszystkich chwilach bardzo ciepło i to jest coś czego nikt mi nie zabierze. Czas spędzony na desce jest bezcenny. Dla przykładu: pojechaliśmy kiedyś do Tallina w Estonii i dostaliśmy pięć różnych wiadomości od obcych nam ludzi, o tym, że możemy u nich nocować. Nikogo nie pytaliśmy, nie szukaliśmy – ktoś dał znać, że tam będziemy. Rozumiesz? Niesamowite. Czyli może nie przygoda, nie zdarzenie, ale ogół. Snowboarding to jedna wielka przygoda nastrajająca mnie bardzo pozytywnie. Nie wiem czy w innych sportach jest podobnie.

Czy aby utrzymać się w dobrej kondycji na snowboardzie trzeba wykonywać jakieś ćwiczenia poza stokiem w warunkach domowych lub na siłowni?

Jazda na desce wymaga olbrzymiej wytrzymałości, bo jednak dzień na snowboardzie trwa długo. Wstajemy rano idziemy na stok i wracamy wieczorem, więc aby czerpać przyjemność z tego należy być w dobrej kondycji i mieć sporo siły. Tak naprawdę w profesjonalnym snowboardingu wszystko rozgrywa się w głowie, bo aby zrobić trik X czy Y należy się mocno skoncentrować. Kolejną rzeczą jest to, że każda próba wiąże się z ryzykiem. Jeśli się dobrze nie skoncentrujemy i zrobiły 5 prób z czego 4 skończą się glebą, a jedna będzie udana – to mamy o 4 złe za dużo. Uważam, że największą rolę ma przygotowanie mentalne, które minimalizuje złe decyzję i kontuzje. Oczywiście, aby snowboardzista był kompletny ważne jest zarówno przygotowanie mentalne jak i fizyczne.

Dla Ciebie snowboarding to zawsze był sposób na życie, hobby, adrenalina, ale na pewno zdajesz sobie też sprawę z tego, że jest to sport ryzykowny, jak każdy inny kontuzjogenny. Czy gdy widzisz swoją córeczkę, która podryguje do deski, nie myślisz sobie „o nie, tylko nie to”. Rodzice czasami mają zahamowania do takich sportów, myśląc, że „zawsze może się coś stać”. 

Jest to na pewno sport ryzykowny, aczkolwiek jeśli wszystko robi się z głową i z umiarem, to można wypracować sobie takie schematy, które będą pomagały zachować ostrożność i bezpieczeństwo. Nie możemy od razu popchnąć kogoś na desce, tego trzeba się nauczyć małymi kroczkami. W przypadku dziecka należy to dokładnie i ładnie wytłumaczyć. Należy uprzedzić, że upadek może boleć, więc celowo się nie przewracamy, no ale trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że kontuzja może się zdarzyć. Jednak kontuzja może zdarzyć się wszędzie, nawet podczas zabaw w przedszkolu, gdy jedno dziecko popchnie drugie itp. Jeśli robi się to z głową, to wszystko powinno być w porządku. Oczywiście, jeśli mówimy tutaj o profesjonalnym snowboardingu to należy tę kontuzjogenność pomnożyć pewnie razy pięć, bo jednak progres idzie w parze z kontuzją. Nie da się uczuć nowych rzeczy, nie da się windować swoich umiejętności, jeśli nie jest się przygotowanym na to, że kontuzja może nastąpić. Przez te wszystkie rzeczy trzeba po prostu przejść. Czasami jest tak, że kontuzja pomaga się zatrzymać, przeanalizować swoje umiejętności, jakby nie było, wtedy jest czas, aby poukładać sobie w głowie pewne sprawy. Może to dziwnie brzmieć, że kontuzja jest dobra, czasami pomaga otworzyć zamknięte drzwi.

Żyjesz bardzo blisko z naturą, poprzez sport, który uprawiasz. Założyłeś wraz ze swoją partnerką markę Nested Brushes, która zajmuje się produkcją ekologicznych szczotek i artykułów do pielęgnacji ciała. Skąd wziął się pomysł na to?

Największy wpływ na powstanie marki miały moje spacery do lasu z psem. Za każdym razem, gdy wychodziłem z tego lasu wynosiłem worek śmieci. Zbierałem je po prostu za innymi, nie umiałem przejść obok nich obojętnie. Zawsze, gdy widzę śmieci w lesie staram się je wynieść. Najwięcej było plastikowych szczoteczek do zębów, które nie nadają się do recyklingu. Kiedyś usiedliśmy z Sylwią, moją partnerką, i zastanawialiśmy się co moglibyśmy zrobić, żeby wpłynąć na jakość życia naszej córki, żeby jej kiedyś żyło się lepiej. Powiedzmy sobie szczerze, za kilkadziesiąt lat nas już tu nie będzie, a nasze dzieci tak. Zastanawialiśmy się jak moglibyśmy ograniczyć używanie plastiku i padło właśnie na szczotki. Staramy się robić je jak najbardziej organicznie, w sposób zrównoważony. W naszych bambusowych szczoteczkach do zębów używamy włókna nylon 4. Nested Brushes zajmuje się produkcją szczotek do pielęgnacji ciała, do włosów, do brody, dla dzieci oraz biodegradowalnych szczoteczek bambusowych. Staramy się przy tym być eko i tworzyć nasze produkty bez użycia plastiku. Mamy najdroższy dostępny produkt, ale wiemy, że on się sprawdza. Nie idziemy na ilość, a na jakość i mamy nadzieję, że ludzie to docenią.

fot. Mateusz Kusznierewicz

Ekologia bardzo leży Ci na sercu. Zastanawiasz się czasami nad tym, jakiego świata chciałabyś dla swojej córki?

Tak zastanawiam i nie jest to niestety optymistyczna wizja. Na świecie robi się coraz mniej miejsca, a zasoby naturalne się kurczą. Bardzo chciałabym, aby moja córka nie musiała się z takimi rzeczami borykać. To kiedyś nastąpi. Chciałabym, żeby Polcia żyła w takich warunkach, w jakich my się obecnie znajdujemy.

Zanim zostałeś tatą żyłeś na ciągłej adrenalinie, snowboarding wypełniał Twój czas i nagle pojawia się dziecko, a Ty przestawiasz się na wolniejszy tor. Jesteś pełnoetatowym tatą i prowadzisz firmę.

Właśnie zacząłem prowadzić taki osiadły tryb życia (uśmiech). Kiedyś więcej mnie w domu nie było niż byłem – teraz więcej w domu jestem niż mnie nie ma. Trochę się sytuacja odwróciła, ale mi się to bardzo podoba. Córka wniosła do naszego życia zupełnie nowe wartości, ogrom radości przez który teraz nie potrafię sobie wyobrazić nawet jak to było przedtem bez niej. W tym momencie Polcia jest moim amuletem, gdy tylko jest mi źle wystarczy, że o niej pomyślę i od razu jest mi lepiej. Nie dość, że wniosła dużo radości w nasze życie to jeszcze umocniła jakiś wewnętrzny duchowy spokój. Jestem tatą na sto procent, od samego poczęcia naszej córki nim jestem. Na palcach stóp i rąk mogę policzyć, ile od tego czasu nie było mnie w domu. Nie bałem się roli ojca, nie mam żadnych zahamowani związanych z dzieleniem opieki nad córcią. Kąpie ją, przebieram, robię herbatki, zabieram na spacery, przytulam. Czasami wiem, że powinienem siedzieć przed komputerem i zajmować się rzeczami związanymi z Nested, ale kiedy opiekuję się Polcią wszystko inne schodzi na dalszy plan i musi chwilę poczekać.

Już wiem w czym tkwi dobra organizacja czasu u Ciebie, to po prostu jasno ustawione priorytety.

Można tak powiedzieć. Priorytetem jest Polcia, która, gdy jest w dobrej formie i uczęszcza do żłobka, to priorytetem są sprawy firmowe i biznesowe. Jednak, gdy zachoruje i jest w domu, to nie liczy się dla mnie nic innego. Wtedy jesteśmy razem, malujemy, układamy klocki, bawimy się, gramy na ukulele i to jest mój cały świat.

 

Szczoteczki Nested Brushes znajdziecie w naszym sklepie tutaj.