12.01.2021

Michał i Miłosz Żuk i ich z przygoda z futbolem w Hiszpanii.

Michał i Miłosz Żuk to dwóch chłopców, którzy niewątpliwie czarują swoimi umiejętnościami piłkarskim. Urodzili się w Hiszpanii, więc tam rozwijają pasje i talenty. Starszy Michał (12 lat) w oficjalnej szkółce FC Barcelony La Masii, do której na treningi dojeżdża 100 kilometrów. A młodszy od niego o rok Miłosz w Gironie. Jak to się stało, że zaczęli swoją przygodę w tych prestiżowych szkółkach; jak wyglądają ich dzień oraz jak toczy się ich życie w Costa Brava – rozmawiajmy z ich Tatą Mariuszem Żukiem. Pan Mariusz bacznie czuwa nad tym, aby jego synowie mimo sukcesów w tak młodym wieku, nie zapomnieli o tym, co tak naprawdę dla liczy się w życiu.

Pochodzą Państwo z okolic Zamościa jak to się stało, że osiedlili się Państwo w Costa Brava i tam postanowili zostać?

Z zawodu jestem budowlańcem. Kiedyś dostałem zlecenie pracy w Hiszpanii. Przyjechałem i zostałem na parę lat. W tym czasie moja, jeszcze wtedy dziewczyna Anna studiowała na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Gdy wróciłem do Polski myślałem, że nigdzie więcej już nie wyjadę i zajmę się biznesem na miejscu. Jednak mój kolega namówił mnie na ponowny wyjazd. Wyjechałem i znalazłem tu pracę. W międzyczasie dołączyła do mnie Anna. Mieliśmy zostać na dwa lata w Blanes – niewątpliwie uroczym miasteczku na wybrzeżu Costa Brava. Życie tak się dla nas potoczyło, że mieszkamy tutaj do dzisiaj. W Polsce wzięliśmy ślub i ochrzciliśmy chłopców. Michał i Miłosz przyjęli w Polsce Pierwszą Komunię Świętą, więc jesteśmy mocno związani z naszymi korzeniami. To dla nas bardzo ważne skąd pochodzimy i wpajamy to synom.

Michał trenuje w La Masii (szkółce FC Barcelony), a Miłosz w Gironie. Może Pan z doświadczenia opowiedzieć, jak wygląda proces kształcenia młodego/małego zawodnika w Hiszpanii?

To są kluby, które nabyły chłopców, a nie ich kluby macierzyste. Jeśli chodzi o szkolenie, każdy klub na świecie ma swój system i pod ten system szkoli swoich zawodników. Wszędzie wygląda ono inaczej, może są podobnie, ale różnią się. Barca ma Tiki Taka, inny klub może grać górną piłkę. Trzeba się dostosować. Miłosz i Michał mają trzy treningi w tygodniu plus weekendowe mecze i turnieje. Zasady klubów generalnie są takie same. Z tym, że Michał rywalizuje w lidze z przeciwnikami o rok starszymi, a Miłosz z dziećmi o dwa lata starszymi od siebie. Przeważnie chłopcy grają z rówieśnikami w drużynie, choć logiczne jest, że ci lepsi powinni dostawać szansę grania ze starszymi, a nie na odwrót. Nie zawsze wszystko jest logiczne i nie nam rodzicom to oceniać, to ich klub i oni decydują.  Wynika to z tego, że stawia się na rozwój zawodników, aby grali z lepszymi lub równymi sobie. Nie sztuką jest grać mecze i wygrywać je dwadzieścia do zera lub piętnaście do trzech. To niczego nie uczy i nie rozwija. Lepiej wygrać trzy zero niż dwadzieścia trzy zero. Nie wnikam, które kluby dobrze szkolą, bo myślę, że wszystkie na swój sposób. Dużo zależy od podejścia, szczęścia i uznania. Niech ta wygrana ich coś kosztuje, niech się uczą i walczą.

Jak trafili do obecnych szkółek, które jak wiemy są już oficjalnymi szkółkami tych wielkich hiszpańskich klubów. Jak wyglądały nabory?

Nie było żadnych naborów, po prostu zostali wyłapani prze skautów. To w ogóle jest zabawna historia, ponieważ oni, jak byli bardzo mali w ogóle się nie interesowali grą w piłkę nożną. Zaprowadziłem ich na boisko z zamiarem takim, żeby uprawiali jakiś sport, żeby mieli zapewniony ruch, aktywność. Na początku często nawet płakali, że nie chcą. Mówiłem im spróbuj, a później ocenimy. I jakoś to poszło. Z czasem pokochali grać w piłkę. Chodzili regularnie na te treningi, a tutaj na meczach i zajęciach pojawiają się już skauci. Klub macierzysty dostał informacje o zainteresowaniu Barcelony i Girony. Pewnego dnia Barcelona przysłała zaproszenie do klubu na testy dla Michała i z wielką radością to przyjęliśmy. Zaproszono nas dwa razy na testy w La Masii i po nich FC Barcelona przyjęła Michała do akademii. A w Gironie, jeśli chodzi o Miłosza, odbyło się bez żadnych testów, ponieważ byli zdecydowani.

Czy chłopcy mają specjalne wytyczne lub założenia z klubów na temat tego, jak powinni się odżywiać, czy muszą mieć specjalną dietę lub wykonywać jakieś dodatkowe ćwiczenia w domu?

Nie. Nie ma żadnych dodatkowych zajęć ani zadań domowych, ani ćwiczeń, bo brakuje na to czasu. Poza tym futbol w tym wieku to nie całe życie , jak to inni postrzegają. Chłopcy muszą mieć czas na regenerację, szkołę i inne zajęcia. Na naukę przede wszystkim. Może są tacy rodzice, którzy poza treningami wożą dzieci na treningi dodatkowe, żeby ich „doszkolić”, żeby pokazać innym, że potrafią więcej. Nie krytykuję rodziców, którzy to robią, to ich osobista sprawa. Ale ja się takimi rzeczami nie zajmuję, nie mam ambicji pozaziemskich i nie fruwam w obłokach. Uważam, że każdy ma dane przez Boga to i tamto, i niczego się nie przeskoczy. Należy pamiętać także, że dzisiaj talent nie wystarczy. Dużą rolę odgrywają znajomości i inne warunki. Sport dzisiaj, to przede wszystkim biznes, a dopiero później talent. Raz nie mam zamiaru zabierać im dzieciństwa, a dwa chcę, aby poza piłką mieli czas na swoje inne sprawy. Jest czas na trenowanie i jest czas na jedzenie czekolady. Jest czas na sport i jest czas na inne pasje. Wiem, że gdy są wakacje, jest czas na odpoczynek i jest na kampusy sportowe. Są momenty w ich dzieciństwie na intensywny trening i jest czas na oglądanie Ligii Mistrzów i spróbowanie chipsów. Mam to w głowie, że to dzieci i chcę, by to dzieciństwo miały. Moje dzieci nie robią żadnych dodatkowych treningów, pompek, brzuszków.

Zastanawiam się, na ile Państwo jako rodzice są dopuszczani przez klub do treningów dzieci. Czy są otwarte czy raczej nie mają Państwo na nie wstępu? Jak te kwestie wyglądają w hiszpańskich klubach?

Do Michała nie jeżdżę, ponieważ on ma zapewniony transport na trening i z powrotem z ramienia klubu, więc to nie ma sensu, abym ja jeszcze jechał specjalnie ponad 100 kilometrów w jedną stronę. Oczywiście jest wyznaczony teren, taki punkt przyjmijmy widokowy, z którego rodzice mogą obserwować trening dzieci. I to jest wszystko. W pozostałe dni drzwi są zamknięte. Teraz jest pandemia i to zostało ograniczone. Jednak, gdy dajmy na to, jest normalny tryb treningowy i są trzy treningi w tygodniu, to rodzice mają wstęp na jeden z nich. Tak to określa Barcelona i tego się trzymamy. Michał ma La Masii dwóch trenerów, jest specjalista od sprzętu, jest lekarz. To wystarczy, by zapewnić poczucie bezpieczeństwa. W Gironie też jest tak, że rodzice przywożą dzieci i można wejść na wytyczone miejsce, tam, gdzie jest kawiarnia. Tam można na usiąść i popatrzeć. Jednak, jeśli dziecko ćwiczy na dalszym boisku nie ma szans, aby dostrzec cokolwiek, a już na pewno nie komentować. Klub ma grupy, na których daje wiadomości rodzicom. Dostajemy komunikat na przykład: ze względu na dużą liczbę zachorowań, nie wracamy do treningu w dniach 4 – 11 stycznia. I tyle.  Nie ma odpisywania, nie ma komentowania. Jest komunikat i mamy go przyjąć do wiadomości, bez dyskusji. Inna sprawa jest na meczach, tam oczywiście kulturalnie kibicujemy.

Czyli nie ma bezpośredniego kontaktu na linii rodzic-trener?

Jeśli tak by się zdarzyło, że rodzic idzie do trenera, ma jakieś pretensje, to od razu jest dziecko skreślone, więc rodzic może tylko zaszkodzić dziecku. Może w Polsce jest inaczej, bo często trenerzy nie mają odwagi, aby się odgrodzić od rodziców. Jak rodzic komentuje, to po co wozi na treningi dziecko? Niech sobie stworzy własny klub i je trenuje i szkoli, zamiast dawać pod opiekę trenerom. Wiem, że są rodzice, którzy ambicjonalnie podchodzą do tematu: jeżdżą do klubu, dyskutują z trenerami o sposobie prowadzenia ich dziecka, a dlaczego tak, a nie inaczej. Wiem, że wynika to z chorej ambicji, czy dziecko się przebije, czy mu się uda, ale nie ma na to wpływu. Wielu rodziców nakręca temat, trenując godzinami z dziećmi, nagrywając to i udostępniając najlepsze momenty w mediach społecznościowych. Zdarza się, że zmieniają klub co parę miesięcy, bo coś im się nie podoba.  Ja też się nakręcałem tym, że moje dzieci są w takich klubach. Miałem czas ochłonąć i zdałem sobie sprawę, że nikt nie daje mi gwarancji na to, że będą tutaj zawsze grali, że te kluby ich utrzymają u siebie. Każdy nowy rok w klubie to nowa historia. Moim zdaniem w ogóle powinien być zakaz wejścia rodziców na treningi. Trener ma presję z klubu na wynik i presja rodziców nie jest mu do niczego potrzebna. Pretensje kierowane do trenera nie są zasadne. To rolą klubu jest stworzyć takie warunki, aby nikt nie był pokrzywdzony, aby były jasne zasady i wytyczne. Zarówno dla dzieci jak i dla rodziców i trenerów. Wielu rodziców chce, aby jego dziecko błyszczało, grało w pierwszych drużynach. Ale czy nie lepiej jak dziecko nie gra w pierwszej drużynie, w którym miałoby sobie nie radzić i odstawać od reszty, tylko lepiej, aby grało w drużynie dajmy na to B, ale było na równi z innymi i tworzyło z zespołem kolektyw, aby sobie radziło w niej i było podporą i czuło się dobrze. Bo ja uważam, że tak.

Koronawirus zmusił wiele dzieci do chwilowego zatrzymania się z aktywnościami sportowymi. Czy szkółki w Hiszpanii znalazły na to sposób czy aktualnie chłopcy mają wolne od treningów?

Jeśli chodzi o Barcelonę to w tym sezonie tak, jest bardzo dobrze. Minionego czasu przestoju wolę nie wspominać. Jeśli chodzi o naszą grupę wszyscy wiedzą, jak było i nie chcę o tym mówić, nie warto. Jak było z innymi grupami nie wiem. W Gironie natomiast od początku poprowadzono to top profesjonalnie, wiele klubów mogłoby się sporo nauczyć w podejściu do sprawy.

Wiem, że trzymają się Państwo wraz z żoną mocnej zasady: najpierw szkoła i obowiązki z nią związane, a później dopiero trening.

Twardo. Nie ma ocen – nie ma gry. I to nie jakieś tam oceny, mają być najlepsze. Tutaj jest jak z rzutem karnym: albo strzelisz, albo nie strzelisz. To jest kwestia wychowania dziecka, żeby miało w sobie chęć bycia najlepszym na ile potrafi. Nie, że tylko przejdzie z klasy do klasy. Ma przejść jak najlepiej potrafi. Oni wiedzą, że mają do odrobienia lekcje, a dopiero później jest trening. Chodzą do jednej szkoły, a po lekcjach rozjeżdżają się na treningi. Rzadko się zdarza, żeby byli razem w domu, jest w sumie jeden taki dzień w tygodniu obecnie. Wciąż są w rozjazdach. Dlatego, teraz gdy jest przestój spowodowany tą sytuacją związaną z Covid-19 przynajmniej mam ich obu w domu. Czasami na jeden mecz jedzie żona, a na drugi ja. Żona nie za bardzo pasjonuje się piłką nożną, po prostu nie lubi tego. I jak mówi ma wiele lepszych spraw do zrobienia w tym czasie, aniżeli włóczyć się po boiskach. Nie jest fanką futbolu, ale dzielnie to znosi (śmiech). Wiem, że nie tylko my tak mamy. Są osoby, które idą za zdolniejszym dzieckiem i to, któremu idzie już nieco gorzej wypisują z piłki, żeby nie dodawać sobie roboty. U nas  jest tak, że staramy się traktować jednakowo chłopców, nie spychając któregoś na drugi plan, aby broń boże nie poczuł się niedowartościowany. Obaj są ważni dla nas i jest mi obojętne, gdzie grają i jak grają i czy będą grali. W przyszłości to będzie ich osobista sprawa. Stylem i umiejętnościami trochę się różnią. Michał jest bardziej techniczny i ofensywny, a  Miłosz natomiast jest zawodnikiem bardziej defensywnym i gra prostszą piłkę. Czas pokaże, jak na tym wyjdą. Nie chcę kiedyś sobie zarzucić, że dla mojej wygody mogli coś stracić.

A czy La Masia nie interesuję się również Miłoszem? Gdyby obaj trenowali w jednym miejscu ułatwiłoby to Państwu logistykę.

Oczywiście. Miłosz przechodził testy w La Masii i wszyscy wiemy, którzy mieli okazję to zobaczyć jak i osoby z klubu, że wypadł bardzo dobrze. Lepiej niż wielu innych rówieśników będących w klubie. Tu nasuwa się pytanie, dlaczego nie jest? To jest już polityka klubu i nie wnikam w to. To ich klub. Jednak uważam, że taka zagrywka nie była fair. Ale o tym może kiedy indziej.

Czy chłopcy analizują z Panem lub między sobą swoją grę?

Tak. Czasami Michał mówi mi: Tato nie zagrałem dzisiaj dobrze. Wtedy nie kłamię, nie mówię: Byłeś najlepszy, nie masz sobie nic do zarzucenia. Skłamałbym. On musi wiedzieć, że realnie trzeba oceniać swoje możliwości. Ja mu mówię, nie musisz strzelać goli, ale musisz grać najlepiej jak potrafisz, musisz pokazać, że jesteś na tym poziomie, na którym się znalazłeś. Żeby nie było później rozczarowania, że jak to byłem najlepszy. Czasami też się przegrywa i te porażki czegoś uczą. To są cenne lekcje. Michał i Miłosz też się między sobą przekomarzają kto był lepszy albo kto więcej bramkę strzelił, ale jak im nie idzie to już są na takim poziomie, że razem się z tego śmiejemy. Że jakiegoś farfolca strzelił, mógł lepiej. Staramy się utrzymać zdrowy dystans.

Jak Pan ich wspiera i co mówi, gdy mecz im nie pójdzie najlepiej?

W czasie, gdy jedziemy na mecz zawsze rozmawiamy ze sobą. Zawsze mówię synom, aby po meczu nie miał pretensji do samego siebie, że mógł zrobić coś lepiej. Jeśli po meczu jesteś zadowolony z siebie to ok, a jeśli nie to staraj się to poprawić następnym razem.

Co Michał i Miłosz lubią robić w wolnym czasie, gdy nie trenują i nie chodzą do szkoły?

Miłosz lubi zwierzęta. Interesuję się także boksem i lubi oglądać kolarstwo. Chciał mieć prawdziwego psa, ale na ten moment nie możemy sobie na niego pozwolić. To ogromna odpowiedzialność, na którą trzeba mieć czas. Wracają późno z treningów, rano muszą wcześnie wstać na lekcje, na regenerację, a pies wymaga wyjścia opieki i troski. Pies to nie rybka w akwarium, która stanowi w dużej mierze ozdobę. Pies wymaga już więcej zaangażowani i wyjścia na zewnątrz, a wieści i przy czasie, którym dysponujemy to nie taka łatwa sprawa. A Michał lubi także zwierzęta i interesuje się życiem morskim. Latem dużo nurkuje oglądając życie na dnie morza. Podoba mu się to lubi też filmy przyrodnicze. Lubi także pomagać mamie w kuchni. Obaj oglądają prócz Ligi Mistrzów program kulinarny Masterchef.

Michał i Miłosz są dwujęzyczni. Jak będąc w hiszpańskich realiach ćwiczą sobie język polski?

W szkołach mówią i piszą po hiszpańsku, jak też po katalońsku. Żyją tutaj od urodzenia, więc złapali te języki. My w domu dbamy o to, aby mówili i pisali po polsku. Nie chodzą na żadne dodatkowe lekcje, bo nawet nie ma tutaj takiej możliwości. Mieszkamy w Blanes, w części, gdzie Polaków jest mało. Co roku na wakacjach i święta staramy się jeździć do Polski, do naszej rodziny. W tym roku, jeśli sytuacja pozwoli planujemy obóz piłkarski w Zakopanem, gdzie chłopcy będą trenowali i zawiązywali relacje z rówieśnikami z Polski.

Chłopcy mają konta na Instagramie, ale wiem, że nie obsługują ich jeszcze sami.

Tak konta są ich, ale nie mają do nich dostępu, ponieważ nie mają jeszcze swoich telefonów na własność. Założyłem im konta, gdy zauważyłem, że ktoś obcy je zakłada i podszywa się pod nich. Zapytałem więc FC Barcelony czy mogę Michałowi stworzyć takie konto, dostałem zgodę i wziąłem sprawy w swoje ręce. Nie mogę pozwolić, aby obcy ludzie używali wizerunków moich dzieci w Internecie.

Ale nie myśli Pan w ten sposób, że uzupełniając te konta, czy to krótkimi filmami czy zdjęciami, inspiruje inne dzieci? W końcu mogą one podejrzeć, jak trenują i tym samym pomyśleć sobie: ok, skoro im się udało – oczywiście mając ku temu talent – to i nam może się udać?

Piszą do nas różni ludzie. Piszą chłopcy z Polski i z zza granicy z prośbą o to, aby Michał i Miłosz coś im odpowiedział o trenowaniu w ich klubach i innych sprawach. Czasami w tygodniu daję im telefon i pozwalam, aby odpisali komuś, ale nie mają ich cały czas przy sobie. To jeszcze moim zdaniem nie ten wiek, nie pierwsza potrzeba. Żeby była jasność, nie jesteśmy przeciwnikami elektroniki. Chłopcy mają playstation i mogą w nie grać, ale mają jasno wytyczone granice i czas na to. To nie może ich pochłaniać albo stanowić alternatywy dla czasu wolnego. W wolnym czasie wolimy pójść na plac lub pochodzić, mamy tutaj piękne tereny ku temu. Chłopcy spędzają czas także z kolegami z podwórka.

Jeżeli chcecie zobaczyć więcej zdjęć z treningów chłopców to koniecznie odwiedźcie ich profile IG: @miloszzuk oraz @miichalzuk.

Jak Państwo jako rodzice postrzegają to, co dzieje się wokół synów. Są obecnie najmłodszymi ambasadorami Adidasa na świecie.

To jedyny kontrakt, który obecnie podpisaliśmy. Jest to dla nas coś co się dzieje po prostu. Jest to duże wyróżnienie na pewno, zdajemy sobie z tego sprawę, ale nie żyjemy tym na co dzień. Wie Pani mi zależy na tym, żeby nasze dzieci wiedziały, że teraz to jest i jest super, ale nie jest to dane raz na zawsze i któregoś dnia może się skończyć. Jak też i to, że poza tym jest inny świat. Oni w ogóle stroje klubowe noszą tylko na treningach i gdy jadą na mecz. Nie ma czegoś takiego, że Michał lub Miłosz zakładają strój klubowy dla szpanu i idą w nim do szkoły, żeby pokazać, że grają w Barcelonie lub Gironie. Nie ma o tym mowy. Rzeczy klubowe są do reprezentowania klubu na treningach, meczach i wyjazdach z nimi związanych. Chłopcy nie bardzo się tym interesują, że mają taki kontrakt, jak też są za mali, by byli w to wtajemniczeni.

Czyli wychodzą z domu zakładając bluzę Adidas, robią sobie zdjęcie z Messim i wracają domu?

Spotkanie z Messim to było dla nich ogromne przeżycie. Dostaliśmy zaproszenie i pojechaliśmy. W drodze powrotnej Michał powiedział mi: Tato to chyba sen, nie chcę obudzić. Ale nie ma z tego powodu szpanu. To jest miłe, że gdy wychodzi nowy model butów do gry dostają nowe pary korków i mogą je przetestować jako jedni z pierwszych. Nie muszę więc kupować butów, fajnie. Ale nie jest to dla nich powód do chwalenia się, może jeszcze tego nie rozumieją, może to kwestia wychowania, a może jeszcze do tego nie dorośli. Nie wiem. Z naszego punktu widzenia życie się toczy. Wokół nich się tutaj nic specjalnego nie dzieje, to bardziej w Polsce media piszą.

Z jednej strony mówi Pan, że zarówno dla chłopców, jak dla Państwa to po prostu jest, normalna sprawa. Ale gdy w grę wchodzą telefony od agentów sportowych, to nie jest to już tak oczywiste w wieku 10 i 12 lat.

One są nie ukrywam tego, ale i też zbytnio tym nie przejmuję. Tutaj to pomału się robi normalna sprawa. Dzwonią do mnie różni ludzie, ale ja im mówię, że to są dzieci i na razie jedynymi osobami, które o nich mają decydować jesteśmy my – rodzice. Co może być w niedalekiej przyszłości, to się okaże.

A czy miał Pan propozycję oddać Michała lub Miłosza do La Masii lub internatu Girony?

Tak miałem, jeśli chodzi o Michała, ale nie zgodziłem się. Jeśli chodzi o Miłosza nie było takiego tematu. Osobiście uważam, że to są za mali chłopcy, aby oddzielać ich od rodziców, jak też jestem kategorycznie przeciwny takiemu podejściu. Gdybym na przykład oddał Michała do La Masii widziałbym go może raz w tygodniu, a w obecnej sytuacji pandemii nawet rzadziej. Jaki to by miało sens? Wiem, że każdy ma osobiste zdanie na ten temat. Wiem, że ludzie mówią, że Messi uczęszczał do La Masii, ale mnie to nie przekonuje. Messi to Messi, a my, to my. Nie oddałbym swoich dzieci w takim wieku na wychowanie obcym ludziom, bo uważam, że najlepiej o dobro dziecka może zadbać tylko rodzic. W internacie klubowym może dbają o dzieci, ale bardziej liczy się futbol. W każdym razie nie jestem zwolennikiem rozdzielania dzieci od rodziców. Ja uważam, że nic im nie ucieknie mieszkając w domu z rodzicami. Jesteśmy osobami wierzącymi i wierzymy, że to co będą robili w przyszłości i tak już mają zapisane przez Boga.

Co dla Państwa jest najistotniejsze w wychowywaniu chłopców?

Tradycja i wartości rodzinne. Święta obchodzimy typowo polskie, śpiewamy kolędy i wszystko z tym związane. Chcemy, aby rodzina była dla nich najważniejsza. Wszystko inne może być przejściowe. Koledzy są ważni, ale do pewnego wieku, później zakłada się rodziny i w większości przypadków kontakt się urywa. A rodzice i brat zawsze będą obok. Zawsze im to powtarzam. Kolegów mają dobrych, szczególnie tych ze szkoły. Z boiska też z niektórymi się kumplują, ale zawsze im powtarzam, że brat jest Twoim najlepszym przyjacielem. To jak moje dzieci zostaną wychowane to moje i żony zadanie. Chcemy, aby byli dobrymi ludźmi, zarówno w szkole jak i poza nią. Świecili przykładem, abyśmy nie musieli się za nich wstydzić. Oni wiedzą, że nie ma czegoś takiego jak bijatyki, gwiazdorzenie, wywyższanie się. Nie ma mowy, oni muszą wiedzieć, że pokora i skromność są tutaj kluczowe. Ja im mówię dużo rzeczy na każdy temat. Rozmawiam z nimi o wielu sytuacjach i tłumaczę, zobacz też możesz się w takiej znaleźć, wtedy najlepiej, jeśli… Dziecko musi czuć, że dla rodzica jest najważniejsze, że ma oparcie i może liczyć na jego wsparcie i dobrą radę. A nie tylko jak to jest w wielu przypadkach dziecko jest do osiągnięcia ambicji rodzica. Nie chcę, aby się wstydzili rozmawiać ze mną nawet o dziewczynach, w ogóle nie powinny nastolatki wstydzić się rozmawiać z rodzicami zarówno dziewczyny o chłopakach i chłopaki o dziewczynach itp. Ja nie chcę mieć z nimi tematów tabu. Każde pytanie jest ważne i nie powinno zostać bez odpowiedzi. Szczególnie, gdy przyjdzie czas buntu lub dorastania. Chciałabym, aby byli ułożonymi młodymi ludźmi.

Zdjęcia: archiwum prywatne Państwa Żuk.

Autor: Weronika Jarek-Radłowska