02.07.2020

Ojciec prawdę Ci powie – Kamil Nowak o rodzicielstwie

Znacie go na pewno z Internetu, gdzie funkcjonuje jako Blog Ojciec. Kamil Nowak na co dzień bloguje oraz aktywnie wspiera rodziców poprzez media społecznościowe. Nie ma dla Niego trudnych pytań, a co więcej zawsze stara się znaleźć na nie odpowiedzi. Znajduje też dla swoich czytelników coś znacznie bardziej cenniejszego – swój czas. Rodzicielstwo to temat rzeka, wiadomo. Jesteście ciekawi co w tym temacie ma do powiedzenia Kamil?
Zapraszamy!

Od kilku lat prowadzisz z ogromnym powodzeniem blog parentingowy.

W sumie od 2013 roku, chociaż dopiero po paru, jak nie parunastu, miesiącach pisania niemal dzień w dzień ktokolwiek go zauważył.

To dość nietypowe zajęcie dla mężczyzny, wydawałoby się, że w Polsce pisanie o rodzicielstwie zarezerwowane jest dla kobiet.

Nie tylko pisanie o rodzicielstwie, ale i samo wychowywanie dzieci według niektórych jest zarezerwowane dla kobiet. Na szczęście z każdym kolejnym rokiem ojcostwo staje się coraz bardziej normalne i codzienne. Mam zatem wrażenie, że idziemy w dobrym kierunku.

Otrzymujesz dziesiątki zapytań od Rodziców. Szukają porady lub wsparcia. Skąd czerpiesz na to energię, a czasami cierpliwość?

Podobno najbardziej egoistyczną rzeczą jaką możemy zrobić jest pomoc drugiej osobie, bo daje nam to bardzo duży zastrzyk pozytywnej energii. Ja w to wierzę. Za każdym razem, gdy ktoś daje znać, że dzięki temu co piszę ma lepsze relacje z dziećmi, więcej spokoju i więcej cierpliwości oraz zrozumienia, to ja taki właśnie zastrzyk dostaje.

Nie jesteś czasami tym zwyczajnie zmęczony?

Nie. Męczą mnie jedynie osoby, którym brak otwartości umysłu i upierają się, że metody wymyślone 50, 100 czy 500 lat temu są dobre, bo przecież sprawdzały się przez tak wiele lat. Przykładowo korzystanie z najnowszych osiągnięć techniki im kompletnie nie przeszkadza. Wcale też nie kręci ich jazda konna, mimo że kiedyś była popularna, ale gdy mają korzystać z dostępnej w XXI wieku wiedzy na temat wychowania dzieci, to nagle traktują to jak czarną magię i chcą wrócić do średniowiecza.

Masz bardzo klarowne poglądy dotyczące wychowywania dzieci. Wkładasz mnóstwo serca w to, aby zmienić podejście osób, które uważają, że na przykład karanie dzieci ma sens.

Po prostu nie widzę w tym sensu. Nie znam człowieka ani dorosłego, ani dziecka, którego jakikolwiek problem został rozwiązany poprzez stanie w kącie. Kary jedynie potęgują problemy, potęgują stres i zwiększają nieumiejętność radzenia sobie z własnymi emocjami. Zwiększają też poczucie izolacji, bo takie dziecko ma później wrażenie, że nikt go nie rozumie i nawet najbliższym mu osobom, czyli rodzicom, nie może powiedzieć co myśli naprawdę albo co zrobił, bo boi się kary. Dlatego też wiele dzieci tak właśnie wychowywanych potrafi tak doskonale kłamać.
To właśnie dzięki karom mamy obecnie pokolenie dorosłych ludzi, z których tak wielu jest pacjentami psychologów czy psychoterapeutów. Nagle w wieku 25 czy 35 lat orientują się, że byle bzdura potrafi ich wyprowadzić z równowagi i ich zachowanie bardziej przypomina zachowanie 2-3 latka, niż dorosłego człowieka. Większość z nich nawet nie potrafi nazwać swoich emocji, jak więc mają sobie z nimi poradzić? Wystarczy spojrzeć do Internetu i poczytać pierwszą lepszą sekcję z komentarzami, żeby przekonać się jak wielu ludzi nie potrafi nawet rozmawiać, tylko od razu rzuca obelgami, bo emocje ich zalewają przy pierwszym lepszym artykule, nawet jeśli ten artykuł kompletnie ich nie dotyczy. W rzeczywistości problemy rozwiązuje się poprzez rozmawianie o emocjach, szukanie alternatywnych sposobów radzenia sobie w danych sytuacjach, ćwiczenie wybranych umiejętności i dawanie dobrego przykładu samym sobą. Jeśli ja sam potrafię rozwiązywać konflikty bez użycia siły, to moje dziecko w końcu też się tego nauczy. Niemniej tutaj po raz kolejny jest ważne, aby nawet ten dobry przykład zdobyty został obustronnym szacunkiem, a nie siłą, bo od autorytetu zdobytego siłą dzieci w wieku nastoletnim uciekają i autorytetami dla nich stają się koledzy, a to kończy się różnie.

Wydałeś książkę i opisałeś w niej swoje doświadczenia. Nie zraziło Cię to, że jest obecnie dużo poradników dla rodziców.

Skupiłem się głównie na temacie wychowania dzieci w taki sposób, aby i dzieci i dorośli mogli z tego czerpać przyjemność. Tym co miało odróżniać tę pozycję od innych, było nastawienie nie tylko na ludzi, którzy i tak czytają, ale i na tych, którzy na co dzień po książki nie sięgają.
Nie zliczę, ile razy moi znajomy pożyczali ode mnie poradniki dotyczące rodzicielstwa i zwracali po miesiącu czy dwóch bez nawet zerknięcia do środka. Mieli dobre chęci, ale forma tych poradników ich pokonała. I to nie jest tak, że oni nie są dobrymi rodzicami – po prostu mało kto ma dzisiaj dość czasu, aby przeczytać 500 stronicową cegłę napisaną językiem akademickim. Mnie do dzisiaj to potrafi odstraszyć, a przeczytałem już takich pozycji kilkadziesiąt (i niestety do żadnej nie odważyłem się wrócić). To właśnie też chciałbym zmienić i dlatego napisałem książkę, której mi osobiście brakowało na rynku. Którą łatwo będzie zacząć i równie łatwo się oderwać, żeby wrócić do niej za jakiś czas. Albo do której będzie można zerknąć, gdy przyjdzie gorsza chwila w naszym rodzicielstwie i będziemy potrzebowali wsparcia albo zrozumienia. Albo będziemy potrzebowali się po prostu uśmiechnąć i poczuć, że nie jesteśmy w tym sami i inni rodzice też tak mają.
Ktoś kiedyś powiedział, że dobrze jest napisać książkę, którą samemu chciałoby się przeczytać i ja właśnie to postanowiłem zrobić.

Mając troje własnych dzieci ma Pan świetną praktykę na co dzień. Co najbardziej zaskakuje Pana w byciu Tatą?

Chyba to jak wiele przyjemności daje obserwowanie jak nasze własne dzieci dorastają. Szczególnie gdy ich pasje chociaż w części pokrywają się z naszymi i nie musimy już spędzać czasu na zabawie, która nas czasami zwyczajnie nudzi (niech pierwszy rzuci kamieniem rodzic, którego nigdy nie znudziło 37 czytanie dwulatkowi tej samej książki). Fajnie jest znaleźć coś, co i nam, i naszym dzieciom sprawia równie dużą przyjemność, jak chociażby chodzenie w góry, granie w planszówki czy nawet codzienne rozmowy.

Czy zauważasz tę magiczną różnicę w podejściu dzieci do mamy a do taty?

Zdecydowanie jest ona zauważalna, gdy dziecko jest jeszcze małe i karmione piersią – ojcowie z tym ostatnim jakoś średnio sobie radzą 🙂

Ty naprawdę lubisz poprawiać ludziom humor!

Myślę, że kto jak kto, ale rodzice nieraz mają tak ciężki dzień, że właśnie dobry humor i jednocześnie poczucie, że „nie tylko ja tak mam” jest tym czego potrzebują najbardziej. Tego też właśnie staram się im bardzo często dostarczać.

Jakie Twoim zdaniem jest najtrudniejsze zadanie jakie stawia przed Tatusiami rodzicielstwo?

Na pewno diabelnie trudne jest na samym początku poczucie, że nie dam sobie rady, bo nigdy tego nie robiłem. Ja jestem bardzo zadaniowy i lubię być przygotowany, ale na niektóre rzeczy w rodzicielstwie nie da się przygotować i to bywa przerażające. Czasami też dla ojców trudny jest fakt, że są stawiani przez niektórych sędziów, lekarzy, urzędników czy w ogóle przez społeczeństwo jako ten gorszy rodzic, ale na szczęście powoli się to zmienia na lepsze.

Czytając Twój blog czy obserwując dyskusję na Twoich kanałach społecznościowych widać także, że są pewne uniwersalne tematy, które łączą rodziców.

Myślę, że najważniejszym jest dobro dzieci, na którym niemal każdemu rodzicowi zależy. Warto o tym pamiętać i zawsze do tego w myślach wrócić, zanim zdecydujemy się iść z drugim rodzicem na wojnę dotyczącą podejścia do spania, karmienia czy noszenia dziecka.

A co Twoim zdaniem ich najbardziej dzieli?

W mojej opinii najbardziej rodziców dzieli, kiedy jeden z nich mówi drugiemu, że wie lepiej jak wychować jego dziecko. W rzeczywistości, dopóki dziecku nie dzieje się krzywda, to naprawdę sposobów na wychowanie jest mnóstwo i nie ma jednego idealnego, więc nie ma sensu zachowywać się jakbyśmy pozjadali wszystkie rozumy i nawracać innych na swój Jedyny-Słuszny-Sposób 🙂

Za nami etap domowej edukacji i nauki online. Te trzy miesiące mocnej izolacji od szkoły i miejsc pracy były sporym wyzwaniem dla wielu rodziców, ale i dzieci.

Patrząc historycznie, była to pierwsza taka sytuacja w życiu nie tylko naszych dzieci, ale i w naszym, a nawet naszych rodziców. Poczucie zagubienia czy stres były więc czymś oczywistym. Do tego “zdalne zadawanie”, które na samym początku było niesamowicie chaotyczne, nie ułatwiało tego ani trochę. Dzieci czasami po miesiącu dostawały reprymendę od nauczyciela, że nie wykonują zadań, a to nauczyciel popełnił błąd i wysyłał zadania na innej platformie, niż wszyscy pozostali nauczyciele. Do tego brak miejsca w domu, by te lekcje odbywać w komfortowych warunkach czy braki sprzętowe… nie było to łatwe.
Wielu rodziców przyznaje, że ich dzieci odżyły – nagle przestał je boleć brzuch, przestała boleć głowa, zachowywały się spokojniej, lepiej współpracowały ze sobą i z rodzicami, a wszystko niemal wyłącznie dlatego, że nie musiały chodzić do szkoły. To z kolei może potwierdzać wyniki badań, które pojawiają się od lat, a które społeczeństwo skutecznie ignoruje, że jednak typowe środowisko szkolne nie tylko nie wspiera rozwoju społecznego dzieci, ale wręcz mu szkodzi, bo niestety jest przepełnione nękaniem, szykanowaniem czy wyśmiewaniem, a te z kolei biorą się z ciągłej rywalizacji jaką obecna szkoła sama tworzy i intensywnie promuje. Czy jednak polska szkoła wyciągnie z tej lekcji jakieś wnioski? Wątpię.

Czego Ty jako Tata dowiedziałeś się o sobie podczas tej kwarantanny?

Jako osoba z natury introwertyczna, dowiedziałem się, że to co dla większości jest kwarantanną, dla mnie jest przeciętnym dniem w tygodniu. Dodatkowo odkryłem też, że kiedy wszyscy jesteśmy w domu i nie musimy ciągle biegać, to do szkoły, to na zajęcia, to do pracy, to jeszcze gdzieś… to jakoś żyje nam się lepiej i spokojniej. Jakoś tak pełniej. Oczywiście na pewno są osoby ekstrawertyczne, dla których ten okres był męczarnią, ale mi osobiście pomógł na nowo odkryć to, co w życiu jest naprawdę ważne i na nowo poukładać priorytety w swoim życiu.

Czego życzyłbyś sobie jako rodzic?

Żeby każdy rodzic i każde dziecko potrafiło odnaleźć szczęście w tym wcale nie tak długim okresie określanym jako dzieciństwo.

Z Kamilem Nowakiem rozmawiała Weronika Jarek.

zdjęcia: archiwum prywatne