05.03.2021

Poród domowy – świadoma decyzja Oli.

Aleksandra Kozera mama trzyletniego Stefana, założycielka i fundatorka Wiosek, absolwentka Harvard Graduate School of Education oraz absolwentka Cass Business School, London i National University of Singapore. Obecnie jest w drugiej ciąży, która jest dla niej piękną i fascynującą podróżą w głąb kobiecej natury. Świadomie podjęła decyzję o porodzie domowym i stara się jak najlepiej do niego przygotować. Opowiedziała nam o technikach hipnoporodu i swoim podejściu do tematu naturalnego porodu w zaciszu swojego domu.

Ola przygotowujesz się obecnie do drugiego porodu. Wybrałaś poród w warunkach domowych.

Tak. Nie chcę rodzić w szpitalu, marzy mi się poród domowy. Chcę urodzić naturalnie, w towarzystwie męża i douli. Bez pośpiechu. Z przyćmionym światłem i w poczuciu bezpieczeństwa. Jak będzie zobaczymy, ale taki jest plan (uśmiech). Przygotowuję się do tego już teraz. Trafiłam na wspaniałą doulę, Natalię Drwal, która w sesjach czterech spotkań online przygotowuje nas z Maćkiem do hipnoporodu. Hipnoporód to zestaw wspierających technik takich jak: medytacje, głęboki oddech i afirmacje, które pomagają wprowadzić się w lekki stan hipnozy i wspólnej relaksacji z partnerem. Ćwiczymy wspólnie już teraz, słuchamy nagrań, tak aby podczas porodu, mój umysł był do nich na tyle  przyzwyczajony, że będę mogła wyłączyć  aktywne myślenie i wejść w stan alfa – lekkiej hipnozy. Są badania, które wskazują, że osoby trenujące ten rodzaj medytacji mają mniej komplikacji porodowych oraz odczuwają mniejszy ból.

Skąd pomysł na to, aby urodzić w domu? Pierwszy poród rozumiem, że odbywał się w szpitalu w obecności większego personelu medycznego. Tak?

Myśl o porodzie domowym przyszła do mnie wraz z kolejnymi rozmowami z moją wspaniałą doulą, Gosią. To ona pokazała mi książki Iany Gaskin, Frédérick Leboyer’a (Narodziny bez Przemocy), które wprowadziły mnie w świat zupełnie innej narracji o porodzie, który nie musi wiązać się z historiami przepełnionymi bólem, krzykiem i traumą. Otaczamy się zazwyczaj właśnie tylko tą jedną, cięższą historią o porodzie, podczas gdy każda kobieta ma swoją historię porodową. Wtedy zrozumiałam, że moją opowieścią porodową jest opowieść o porodzie bliżej siebie, jako pięknym doświadczeniu, które daje mi moc. Już w pierwszej ciąży mocno interesowałam się tym tematem. W XXI wieku kobiety, bardzo powoli, zaczynają starać się odzyskać ten ważny proces dla siebie. W Polsce mają już zupełnie inne prawa (dzięki działalności takich organizacji jak np. Fundacja Rodzić Po Ludzku), jest dostępnych więcej publikacji o odzyskaniu wolności w porodzie (bardzo polecam Freedom for Birth o procesie Agnes Gereb). Oczywiście jestem wdzięczna medycynie za pomoc w sytuacjach trudnych i tego wymagających. Jestem też bardzo na to otwarta w swoim porodzie, ale zrozumiałam, że jeśli ciąża przebiega bez powikłań – mogę przeżyć poród zupełnie inaczej. W pierwszej ciąży było już na tyle późno, gdy to do mnie dotarło, że nie mogłam znaleźć położnej, która przyjęłaby mój poród domowy. Znalazłam możliwość niezmedykalizowanego porodu w Domu Narodzin przy Szpitalu Świętej Zofii. To było to. Tam jednak można zostać przyjętym już trakcie stwierdzonej akcji porodowej. Ponieważ podczas 22 godzinnego porodu bardzo długo czekałam na rozwarcie, jeździłam więc z mężem z Żelaznej do domu chyba ze cztery razy (uśmiech). Teraz jestem za to wdzięczna, mimo, że wtedy mocno mnie to stresowało. Większość tych dwudziestu-paru spędziłam w domu, dopiero na ostatnie 24 minuty trafiając do Domu Narodzin. To doświadczenie było dla mnie tak wyzwalające, tak dzikie i intymne, łączące mnie z kobiecą energią, która jest w każdej z nas. Oczywiście bardzo mnie bolało i miałam chwilę, w której przeklinałam ten ból i poród bez znieczulenia (uśmiech). Jednak, gdy tylko trzymałam małego Stefcia w rękach poczułam ogromną radość tego procesu i wielką moc odczuwania swojego ciała zdolnego do rodzenia. Gdy więc dowiedziałam się, że jestem w drugiej ciąży mój pierwszy telefon był do męża, a drugi do położnej, aby umówić się wstępnie na przyjęcie porodu domowego.

Jesteś bardzo zdeterminowana na ten rodzaj porodu.

Tak. Miałam wprawdzie moment, w którym bałam się, że do tego nie dojdzie, ponieważ moje dziecko ułożyło się pośladkowo w 34 tygodniu a gdyby tak zostało, wyklucza się poród domowy. Mimo próby akceptacji, że przecież wielu rzeczy zaplanować się nie da i puszczenia kontroli nad tym procesem (najważniejsze przecież, aby dziecko było zdrowe, nie realizacja moich scenariuszy) czułam sporo smutku… Ale udało się! Przez kilka dni intensywnie ćwiczyliśmy polecone przez położną ćwiczenia, kilkakrotnie odwiedziliśmy też osteopatkę. Teoś przekręcił się w ciągu 5 dni.

Jak planujesz przygotowania do porodu w domu na ten moment?

Nie bardzo planuję. Liczę bardzo na to, że zakwalifikuję się do porodu domowego, że moje wyniki będą dobre i nic nie stanie na przeszkodzie. Pozostanie mi zwolnienie tempa i skupienie się na sobie. Jestem trochę uzależniona od swojej pracy, więc pozostaje mi kupienie Nokii i odłożenie smartfona (śmiech). Będę ćwiczyła techniki relaksacji i wchodzenia w stan hipnozy poprzez specjalne nagrania od Natalii. Nie jestem jeszcze przygotowana do przyjścia na świat Teosia: nie kupiliśmy jeszcze nic z listy wyprawkowej, Maciek w swojej stolarni będzie dopiero budował kołyskę, zastanowimy się nad przemeblowaniem mieszkania. Te 4 tygodnie są nam bardzo potrzebne! A co do porodu domowego to najważniejsze rzeczy już załatwiłam: ustalenia z położną, doulą oraz moją dobrą koleżankę, która będzie robiła zdjęcia. Wszystkim trzem kobietom bardzo ufam i wiem, że jestem w dobrych rękach.

Przy porodzie będzie Twój mąż, doula i synek?

Tak, mój mąż i możliwe, że nasz synek. Wiem, że dla wielu osób jest to kontrowersyjne, ale na dzisiaj planujemy, aby był z nami. Oczywiście do momentu aż w ogóle sam będzie tego chciał. Jeżeli będzie go coś strofowało, poczujemy niepokój to pod telefonem będzie jego babcia, która w każdym momencie będzie go mogła zabrać do siebie. Oglądamy na Youtube wspólnie tego typu porodu, przygotowujemy się na nie. Szukamy pozytywnych historii z porodu domowego i dużo rozmawiamy o tym, jak to będzie wyglądać. Poród to przecież początek życia – bardzo bym chciała, aby dla Stefcia nie był to temat tabu. Chciałabym, aby wiedział i doświadczył tego czym są narodziny. Dużo rozmawiamy, oglądamy książki. Szanuję totalnie jego zdanie, ale wstępne założenie jest takie, że będziemy całą rodziną, choć jeszcze o tym rozmawiamy. Z drugiej strony wiem, że potrzebuję być w 100% w sobie i swoich potrzebach, a wiadomo, że nawet w porodzie każda mama widzi najpierw swojego trzylatka, a później siebie. Zobaczymy.

Ciekawi mnie czy konsultowałaś to z psychologiem dziecięcym lub lekarzem mając na uwadze jakieś obawy, czy uznałaś intuicyjnie, że tak będzie w porządku? Że synek będzie przy porodzie młodszego brata.

Wiem, że to się w Polsce wciąż rzadko zdarza i bardzo szanuje prawo każdej kobiety do wyboru, własnej scenerii i osób towarzyszących. Ja natomiast nie konsultowałam tego z psychologiem. Intuicyjnie uważam, że to poród małego braciszka to naturalne doświadczenie. Jeśli Stefan mnie pyta skąd się biorą dzieci to mówię wprost. Tak samo, gdy pyta o mój kubeczek menstruacyjny. Nie odciągam dziecka od fizjologii człowieka. Wydawało mi się to zupełnie normalne, że on będzie w tym porodzie. Moje koleżanki z zagranicy rodziły z dziećmi i nie słyszałam, aby któreś dziecko przeżyło szok lub miało traumę. Myślę, że wiele zależy od nastawienia rodziców. Jeśli kobieta uważa, że poród to bolesne pole krwawej bitwy, to dziecko lepiej, aby tego nie oglądało i to jest ok! Jednak ja uważam, że poród jest czymś naturalnym i pięknym, pewnie, że bolesnym i czasem trudnym, ale jak wiele innych doświadczeń w naszym życiu. Jest teraz wiele pięknych i mądrych książek dla dzieci i dla rodziców, które pomagają zagłębić się w temat, które kiedyś były tabu. Nasze dziecko ma 3 latka, więc oczywiście dobieramy słowa do tego, co chcemy mu przekazać.

Myślę, że dla wielu kobiet wizja takiego porodu jest czymś na zasadzie „too much”. Ale Ty mam wrażenie, wiesz dokładnie na co się piszesz i masz chyba jakąś wizję tego porodu. Trudno przewidzieć scenariusz, ale wizję można mieć.

Zdecydowanie. To dla mnie jeden z najważniejszych elementów przygotowania się do tego. Kiedy ktoś znienacka zaproponowałby mi dom narodzin przy przyjęciu do szpitala z siedmiocentymetrowym rozwarciem, to trudno byłoby się na to zdecydować. Ja interesowałam się tematem naturalnego domowego porodu przez kilka miesięcy. Ta praca z przekonaniami, z nastawieniem i afirmacjami jest najważniejsza w jakości naszego doświadczenia. Bardzo chciałam to przeżyć, poczuć, przezwyciężyć lęk. Ułożenie sobie w głowie tego jak to może wyglądać jest kluczowe. Oczywiście mój plan, moje afirmacje buduje też wspólnie z akceptacją, że coś może pójść inaczej. W trakcie przygotowań do hipnoporodu bardzo dużo jest wizualizacji. Tworzymy karteczki, fiszki i arrasy,  które w domu zamierzam porozwieszać przed porodem. Pojawiają się tam teksty typu: “Rodzę naturalnie”, “Moje ciało stworzone jest do porodu”,  “Jestem otwarta”, “Mam moc”. Doula zachęca mnie do tego, aby oglądać pozytywne historie porodów domowych innych osób. To minimalizuje lęk i pokazuje, że nie jestem w tym sama, nie eksperymentuje na moim dziecku, że jestem częścią ogólnoświatowego ruchu wyzwolenia porodów. Tak to czuję. Spotkałam się z wieloma nieprzychylnymi komentarzami dotyczącymi mojej decyzji sugerującymi na przykład że ryzykuję zdrowie swoje i mojego maluszka. Nie jest łatwo tego słuchać.  Dopiero gdy zagłębi się w badania pokazujące bezpieczeństwo porodów domowych widać, że jest to tylko i wyłącznie kwestia kultury i percepcji. Na przykład w Holandii 60 % porodów się odbywa w domu. To kwestia nastawienia i normalizacji porodu, że jest on jest fizjologią i kobieta ma wszelkie zasoby, aby sobie poradzić. Lęk wtedy ustępuje. Ja się czuję teraz superprzygotowana.

To brzmi jak byś się wręcz nie mogła tego doczekać.

Można tak powiedzieć (uśmiech). Ciężko przeżywam tę ciążę, zarówno emocjonalnie jak i psychicznie. Ciągły rollercoaster emocji. Może dlatego też, że długo pracowałam, a w obliczu pandemii miałam sporo stresu spotęgowanego hormonami. Bardzo przeżywam ten poród a jednocześnie bardzo się cieszę. Jest coś takiego, mimo, że zdaję sobie sprawę, że czeka mnie ból, to jednak ufam swojemu ciału, wierzę w jego naturalną moc, nie mogę się doczekać takiego totalnego poddania procesom natury. Ostatnia faza porodu boli, ale ten ból można interpretować inaczej. Widzieć, że jest „po coś”, nie mówi o patologii w ciele, ale przypomina, na kogo czekamy. Jest to coś, co jesteśmy w stanie zaakceptować, jeśli czujemy, że ten ból (ja wolę nazywać skurcze przepływami, a ból intensywnym odczuwaniem) jest po coś, jest procesem. Możemy w niego wejść, medytować i cieszyć się tym co się wydarza, a nie koniecznie myśleć, kiedy to się skończy.

Czasami kobiety przekazują sobie te negatywne emocje, co skutkuje strachem przed porodem. Mówią sobie „a zobaczysz jaki to hardcore”, „a to tak boli zobaczysz”. Zwłaszcza gdy jest to pierwsza ciąża i poród niełatwo się wystraszyć. Skutkuje to tym, że zamiast się cieszyć i nastawiać pozytywnie, po prostu się boją mając w głowie przyjęte od innych lęki. 

Ja bardzo wierzę w potęgę podświadomości. Na tym się opiera cała koncepcja hipnoporodu. Podświadomość może mieć ogromny wpływ na nastawianie i jakość fizycznego przeżywania, to udowodniono naukowo. Trudno usunąć takie lęki, prekoncpecje z głowy, które ktoś nam wpoił: że ten ból jest zły i trudny do wytrzymania, że sam poród to jakaś ‘kara’ dla kobiety. Myślenie o porodzie jako o procesie, który chciałabym przeżyć byle szybko, bez czucia, czasami nawet w nieświadomości to według mnie też syndrom kultury jaką tworzymy na Zachodzie. Wiele osób w naszej cywilizacji pośpiechu odcina się od ciała. Chce być czystymi. Widzimy wydzieliny, pot, krew jako coś brudnego – wszyscy przecież znamy niebieskie kropelki z probówki na reklamach podpasek. Choć chcę podkreślić, że ja oczywiście bardzo szanuję wybór każdej kobiety. W wolności chodzi w końcu o to, aby każda kobieta mogła decydować o swoim ciele i jeśli poród w szpitalu ze znieczuleniem to coś czego pragniesz dla siebie, daje Ci poczucie bezpieczeństwa to super! Ja dużo pracuje z ciałem, wchodzę w różne metody pracy z nim. Wiele odkrywam poprzez taniec, tantrę, jogę. Dla mnie poród to kolejny, naturalny procesu nawiązywania integralnej więzi z dzieckiem i własnym ciałem, unikalna okazja do bycia bardzo intensywnie tu i teraz. To jest trochę smutne, że wiele osób chciałoby, aby to było takie ładne, czyste i filmowe. Ale to tak nie wygląda, seks też tak nie wygląda. Tak samo poród, który jest końcowym etapem poczęcia jest pełen niespodzianek. Ja to lubię w życiu, że jest ono naturalne, nie wymuskane i niesterylne.

24-29 marca odbędzie się online zorganizowany przez Olę Festiwal #potrzebawioski. To kilkudniowe warsztaty, prelekcje oraz panele – to rozmowa, szansa na nauczenie się nowych rzeczy i odejście od tych, które już nam nie służą. To też masa merytorycznej i warsztatowej treści, zabawy i tańca będących alternatywą dla typowych konferencji. To próba zaakceptowania wielowymiarowego charakteru rodzicielstwa, edukacji dziecka w połączeniu z naszym życiem. Już teraz możecie odebrać bilety na to niezwykłe wydarzenie zorganizowane z myślą o rodzicach i rodzicielstwie. Mając świadomość tego, jak duża jest potrzeba budowania przestrzeni i miejsc dla dzieci, w których będą się czuły szanowane, kochane i wspierane takimi jakie są. To doskonała okazja do nauczenia się nowych rzeczy, poszerzenia horyzontów oraz wymianie doświadczeń związanych z wychowywaniem dzieci. Wśród prelegentów Aleksandra Kozera, Magda Mołek, Linda Nathan, Hanna Darmas i wielu innych inspirujących ludzi.

Mamy przyjemność być patronem medialnym tego wydarzenia! Jeśli chcielibyście wziąć udział w tym festiwalu mamy dla Was specjalny kod rabatowy na bilety! Kod: BABYBYANN15 uprawnia Was do -15% na wszystkie rodzaje biletów na festiwalu.

zdjęcia: Joanna Kamińska SFERY