04.06.2020

Poród w czasach pandemii: Natalia Wawrzyniak. Bliskość z Poofi.

Wraz z ogłoszeniem pandemii koronawirusa w naszym kraju pojawiły się obostrzenia. Dotknęły one także kobiety w ciąży, dla których ten czas okazał się szczególnie trudny i niepokojący. Zakazano porodów rodzinnych, a każdy z nich miał odbywać się z maseczką na twarzy rodzącej. Obecnie sytuacja ta zmienia się, głównie pod naciskiem aktywistek i kobiet. Porody rodzinne mogą już odbywać się w niektórych szpitalach w Polsce. My rozmawiamy z Natalią, która jest baletnicą, pedagogiem tańca, a od dosłownie kilku tygodni po raz pierwszy także mamą Rysia.

Zostałaś po raz pierwszy Mamą. Gratulacje! Jak się czujesz?

Dziękuję. Czuję się dobrze. Od zawsze otaczałam się dziećmi, raz ze względu na fakt, że w naszej rodzinie jest ich sporo, a dwa z racji zawodu. Jestem pedagogiem tańca klasycznego i od ponad 10 lat uczę dzieci. Oczywiście bycie mamą to dla mnie zupełna nowość, ale już sama opieka nad dziećmi jest mi bliska. Przyznam szczerze, że często myślałam, jak to będzie. Okazuje się, że to przychodzi intuicyjnie. Jest to piękna rzecz i nie jest to dla mnie aż tak trudne jak się spodziewałam.

Twój pierwszy poród przypadł w czasie pandemii, a dokładniej w momencie, gdy obostrzenia były bardzo surowe.

Tak. Mój poród odbył się w trudnym czasie, ale mimo to moje doświadczenie porodu jest bardzo dobre. Oczywiście rodziłam sama, zostałam oddzielona od bliskich już przy bramie szpitala, ale atmosfera w nim była dobra. Mam wrażenie, że zarówno położne jak i lekarze oraz cały personel szpitala był nastawiony na to, aby nam rodzącym pomóc w tym czasie. Okazać wsparcie, którego nie mogłyśmy mieć z żadnej innej strony. W moim przypadku wszystko przebiegło super. Poród był dosyć szybki i też spodziewałam się, że będzie gorzej. Udało mi się akurat tak, że mam pozytywne doświadczenia z przebiegu mojego porodu. Jedyną rzeczą, która utrudniała mi sam przebieg porodu była maseczka, którą obowiązkowo wtedy jeszcze (5 tygodni temu) trzeba było mieć na twarzy. Chociaż w czasie trwania samej akcji porodowej nie zwracałam na to już uwagi. Później już w ferworze emocji zapomniałam nawet o tym. W momencie przyjęcia do szpitala robiono wywiad epidemiologiczny, w razie, gdyby było jakiekolwiek podejrzenie ryzyka szpital był na to przygotowany. Po porodzie na sali nie musiałam już mieć maseczki, zakładaliśmy ją podczas obchodu lekarzy lub gdy była pora posiłków. Dbano o czystość i dezynfekowano regularnie nawet klamki od toalet. Nie miałam obaw. Zadziałało tutaj też zaufanie, ponieważ jeśli już przyjęto pacjentkę do szpitala, to było wiadomo w jakim jest stanie i że nie ma przeciwskazań do wspólnego dzielenia sali. Moje pierwsze doświadczenie porodowe jest bardzo dobre, ale wiem i zdaję sobie sprawę z tego, że to nie jest regułą.

Jak myślisz co ułatwiło Ci ten moment porodu?

Myślę, że kluczowe było tutaj moje całe życie zawodowe i aktywność fizyczna, która przejawiała się przez całe moje życie. Jestem artystką, tancerką baletu i od 7 roku życia ćwiczę. Jest to specyficzny rodzaj ruchu, taniec klasyczny, balet. Ta aktywność fizyczna jest ze mną zawsze, być może dlatego też nasz synek spieszył się tak na ten świat, bo urodził się cztery tygodnie przed terminem. Kluczowe podczas porodu jest oddychanie, a akurat technikę oddychania ze względu na mój zawód mam opanowaną do perfekcji. Poprzez to, że rodziłam sama skupiłam się maksymalnie na sobie. Potraktowałam to jako zadanie do wykonania i chciałam je wykonać jak najlepiej i dać sobie radę. Sam poród od skurczy do pojawienia się Rysia na świecie trwał niecałe dwie i pół godziny, więc myślę, że sprawnie poszło. Po porodzie i w połogu czułam się też dobrze, tak jakbym normalnie mogła znowu funkcjonować i w tym dostrzegam zasługę przygotowania fizycznego i tańca.

Próbuję sobie Ciebie wyobrazić, bo baletnica to dla mnie osoba bardzo szczupła, wręcz restrykcyjnie przestrzegająca diety. W ciąży było Ci ciężko?

Nie, bynajmniej. To chyba już taki stereotyp wychudzonej baletnicy. Generalnie w tańcu, w balecie, jak i w sporcie należy przestrzegać dobrej diety i zwracać uwagę na to co i ile się je. Oczywiście zdarzają się takie sytuacje, ale coraz częściej stawia się na zdrowe odżywianie. Przyznam jednak, że taka kontrola towarzyszyła mi zawsze. W ciąży odpuściłam, zdrowo się dożywiałam, bo jest to wskazane i też taki tryb życia prowadzę. Nie pilnowałam się rygorystycznie. Skupiłam się na tym, że niedługo będę mamą i to było dla mnie najważniejsze. Do siódmego miesiąca ciąży uczyłam w szkole cały czas, a nasza praca polega na tym, że pokazuje się dzieciom różne figury i ćwiczenia. Odpuściłam natomiast zupełnie treningi. Mój mały synek też ruszał się bardzo intensywnie w brzuchu.

Teraz jesteś już przeszło miesiąc po porodzie i budujecie swoją więź z synkiem.

Tak. Nie wyobrażam sobie inaczej. Dużo się tulimy, nosimy, karmimy. Mam rok macierzyńskiego i pragnę w stu procentach poświęcić się temu. Później będziemy powoli planowali powrót do pracy i mniejsze kroki zawodowe. Wychodzę z założenia, że szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko, a ja jestem szczęśliwa, gdy tańczę. Realizowanie się zawodowe daje mnóstwo satysfakcji i radości. Myślę też, że to dziecko dołącza do naszego trybu życia, pewne rzeczy wymagają zmiany, ale nie podporządkowujemy całego życia pod to. W wakacje chcemy wyjechać na Hel, ponieważ tata Rysia jest menadżerem szkoły kitesurfingu i chcemy towarzyszyć mu w tej przygodzie, a jednocześnie chcemy, aby nasz synek żył z nami i poznawał nasze pasje.

Jak przygotowałaś się do porodu w czasie pandemii?

Przede wszystkim nastawiłam się pozytywnie. Odrzucałam lęki skupiając się na tym, co mnie zaraz spotka. Mianowicie, że zobaczymy w końcu naszego dzidziusia. Skorzystałam też z kursów szkoły rodzenia online, które były dostępne. Dowiadywałam się, co może mi się przydać, również, jeśli chodzi o akcesoria związane z przyjściem na świat dziecka. Między innymi super sprawdza się nam poduszka do karmienia, która jest teraz bardzo pomocna. Gdy Ryś był takim maluszkiem, to nie było problemu z trzymaniem go na przykład podczas karmienia, ale teraz rośnie i jest to bardzo pomocna rzecz. Karmię piersią, pomału wracam do siebie, nie zawracam uwagi na jakieś dodatkowe kilogramy i tym podobne. Poduszka sprawdza się także u mnie jako poduszka pod głowę.

Nie martwiłaś się o sam poród, gdy ogłoszone zostały obostrzenia związane z pandemią?

Nie. Nastawiłam się pozytywnie i trzymałam się tego. Nie przeszkadzało mi to, gdyż nie byliśmy też do końca przekonani do porodu rodzinnego, więc tutaj los zdecydował za nas. Nie upierałam się przy tym. Powiem szczerze, że skupiłam się na sobie i swoich odczuciach. Nie myślałam o tym, że jestem sama, tylko o tym, że musze być silna i dać radę. Starłam się słuchać położnych, oddychać prawidłowo i marzyłam, aby już zobaczyć synka. Pozytywne nastawianie, to u mnie była połowa sukcesu.

Dziękujemy za rozmowę i życzymy Wam samych pięknych chwil i dużo zdrowia.

Ja również dziękuję.

Publikacja powstała we współpracy z marką Poofi.

zdjęcia: Dorota Szulc