01.03.2021

Szukając równowagi. Joga z Dominiką Brzeską

Znacie Dominikę Brzeską z Instagrama, gdzie funkcjonuje jako @soulfruitmama. Dominika zachwyca nas swoim holistycznym podejściem do odżywiania oraz dbania o siebie. Mieszka nad oceanem, w malowniczej scenerii i minimalistycznym domu z dwójką córeczek, partnerem i jego córką. Inspiruje swoimi filmikami z praktyką jogi oraz kolorowymi, odżywczymi vege posiłkami. Na naszą prośbę Dominika opowiada o tym, co daje jej joga, jak zaczynała i w jakim punkcie znajduje się aktualnie. To jej wrażenia i emocje płynące z ćwiczeń. Czy Wy także marzycie o tym, aby zacząć praktykować jogę? Jeśli tak, to jest to idealny moment na początek. Ten tekst jest dla Was!

Stan ducha 

Kiedy schodzę z maty moje ciało czuje się lekkie i żywe, umysł jest spokojny i skoncentrowany, a stopy dotykają podłoża w ciszy. Czuję wewnętrzny spokój, tak potrzebny, żeby móc kontynuować dzień. 

Początki 

Dobrze pamiętam moje pierwsze zajęcia z ashtangi (to dynamiczny rodzaj jogi) w 2006 roku, mieszkałam wtedy we Wrocławiu… Ile wybuchów śmiechu prowokowały we mnie niektóre asany, cała ta nowa i dość dziwna atmosfera! „Teraz kładziemy dłonie pod stopami” – myślałam: mission impossible! Ale kontynuowałam zajęcia trzy razy w tygodniu, czując ból w całym ciele… Stopniowo czułam się silniejsza, mocniejsza, bardziej świadoma swojego ciała, jego ruchu w przestrzeni. Trochę byłam już w tym kręgu wtajemniczonych, którzy chodzą po mieście w legginsach, z matą przewieszoną przez ramię – gdy zaczynałam to było dość niebywałe. Wciągnęłam się! I nagle to porzuciłam… Nawet nie wiem, dlaczego. 

Kilka razy próbowałem wrócić, ale to nie było to samo. Ciężko było dotrzeć z powrotem do miejsca, w którym przerwałam. Pamiętałam, że dotykałam brodą do kolan, a teraz po dłuższej przerwie, wydawały się być tak daleko… Frustrowało mnie to ogromnie. W jodze ważne są ciągłość i systematyczność, a to są moje najsłabsze punkty. Asany rzeźbi się latami, kiedyś tego nie rozumiałam. Nie miałam z tego funu, chciałam szybkich efektów, najlepiej od razu widocznych na mojej sylwetce.

Przeprowadzka 

Kilka lat temu podjęłam decyzje o wyjeździe z Polski. Przeprowadziłam się na wyspę, nie mówiąc po hiszpańsku. Jedną z pierwszych osób jakie poznałam była Libby, nauczycielka jogi i angielka. Cieszyła mnie ta znajomość, bo nareszcie mogłam z kimś swobodnie porozmawiać! Mieszkałam wtedy w dzielnicy La Isleta i uwielbiałam chodzić do jej studia jogi z widokiem na ocean! Zajęcia, które prowadziła, dawały mi spokój i bezpieczeństwo. Taka stabilność w okresie zaraz po przeprowadzce była mi bardzo potrzebna. Później zaszłam w ciążę i porzuciłam jogę. Nie miałam możliwości by wyjść z domu o określonej porze, nie miałam też tyle czasu. Byłam sama, poza moim ówczesnym partnerem, który dużo pracował, nie miałam nikogo z kim mogłabym zostawić dzieci, żeby trochę odetchnąć. To wtedy zaczęłam biegać z wózkiem, bieganie stało się moją formą ruchu! Czasami ćwiczyłam jogę z YouTube, żeby rozciągnąć się po bieganiu. 

Powrót do praktyki

Tak naprawdę to zmianę w podejściu do jogi poczułam, kiedy zaczęłam chodzić na tak zwaną „praktykę otwartą”. Między 6:00 a 12:00 w jednej ze szkół można było przyjść o dowolnej porze i praktykować samemu z opcją konsultacji z nauczycielem, który danego dnia był na dyżurze. Tam nauczyłam się praktykować w swoim tempie i znajdować motywację w sobie, a nie w grupie, żeby wytrwać w danej asanie. Znowu ćwiczyłam ashtangę. Nauczyłam się pierwszej serii na pamięć, a dzięki wskazówkom profesora wiedziałam, jak modyfikować postury i na co zwrócić uwagę. Pamiętam, że finalnie na matę pomógł mi wrócić Instagram. Widziałam osoby, które wrzucały swoją codzienną praktykę i dzieliły się na stories swoimi podróżami na „magic carpet”. To mnie zainspirowało! Zapragnęłam ponownie, regularnie praktykować. Rozprostować ciało, podarować sobie ten moment uważności i spokoju.

W jodze uwielbiam to, że tak niewiele potrzeba by ćwiczyć – kocham minimalizm. Wygodna i piękna mata; strój, który nie krępuje ciała i odrobina magii zamknięta w kadzidle lub olejku – uwierzcie to bardzo pomaga się rozluźnić. Podoba mi się, że znalazłam sposób na to, żeby podczas praktyki mieć równocześnie kontakt z naturą, być na świeżym powietrzu, ćwiczyć nad oceanem. Kiedy ćwiczę w domu, świetnie sprawdza się również otwarte okno, kawałek nieba i spokojna muzyka. Fajnie jest zaaranżować sobie swój “jogowy kącik”.  Jeżeli chcę spróbować czegoś nowego korzystam z portali jogowych, które oferują lekcje online lub sięgam po świetne karty do jogi, według których sama mogę ułożyć nową serię do osobistej praktyki.

 Lubię rozwijać w sobie szacunek do własnego ciała i staram się dbać o nie z miłością. Nie złościć się, że nie jest idealne tylko być wdzięczną, że dzięki niemu mogę tak dobrze korzystać z życia. Od ośmiu lat zdrowo się odżywiam – to zmiana w diecie była impulsem do przeprowadzki w ciepłe miejsce. Jem dużo świeżych warzyw i owoców – teraz z racji miejsca zamieszkania mam ich pod dostatkiem przez cały rok. Od około dwóch lat jestem weganką, wspólnie z moim partnerem (byłym zawodowym sportowcem, który od prawie dwudziestu lat nie je mięsa) postanowiliśmy spróbować i okazało się to dość proste! Pracuję jako freelance healthy chef i pasjonuje mnie kuchnia, testuję na nas nowe przepisy – jemy głównie w domu.

Pielęgnacja 

Do kontaktu z moim ciałem i praktyki „bycia tu i teraz” dołączyłam na przestrzeni lat różne proste zabiegi pielęgnacyjne z naturalnymi kosmetykami. Po praktyce, szczególnie w gorące dni lubię wykąpać się w oceanie. Jeżeli biorę prysznic, to zawsze myję się naturalnym delikatnym mydłem, w wilgotną skórę wcieram surowy żel ze świeżego liścia aloesu i różne olejki. Bardzo cenię polskie marki, mają świetne produkty. Rano zanim rozpocznę dzień często szczotkuję ciało na sucho. Bardzo cenię tę formę peelingu i drenażu limfatycznego, stosuję ją od kilku dobrych lat i pracuję nad systematycznością. Poza jogą uczę się surfować, czasem biegam i od niedawna dołączyłam też treningi HIIT – to już któreś podejście, ale w końcu mam sposób na szybkie pozbycie się zakwasów i bólu mięśni – masaż gua sha, jest na tyle niesamowity, że niedawno zostałam dyplomowaną terapeutką.

Wdzięczność 

Joga to dla mnie niesamowita podróż do własnego wnętrza, do esencji, z której mogę czerpać siłę. Dzięki mojej regularnej, osobistej praktyce poznaję siebie, uspokajam się, harmonizuję ze wszechświatem… Naprawdę nie wiem, jak to ująć, ale czuje jakbym zyskała dostęp do głębszego sensu życia, do ciszy. To bardzo pozytywnie nastraja, czuję ukojenie – niezwykłe w tych niepewnych czasach. 

Wierzę, że dzięki moim publikacjom na Instagramie – zwykłej kobiety i mamy, a nie niesamowicie sprawnej profesjonalnej joginki, inne dziewczyny widzą, że każdy może praktykować! Mam nadzieję, że zachęciłam kogoś do rozpoczęcia podróży jaką jest joga. 

Jeśli choć kilka z Was pomyśli – „chcę spróbować” i wejdzie na matę, to będzie dla mnie prawdziwe spełnienie marzeń!  

Po więcej inspiracji od Dominiki zapraszamy na jej Instargram @soulfruitmama oraz na jej stronę internetową, która już wkrótce wystartuje.

Dominika przetestowała produkty polskich marek:
mata Moody Yoga
top Lucia i leginsy Mila Lemiss
kadzidła z podstawką Purnama Rituals
karty do jogi Asana Creatives
naturalne kosmetyki hagi cosmetics
szczotka z roślinnym włosiem Phlov

zdjęcia: Dominika Brzeska