16.03.2021

Manifest kobiecości. Ilona Bekier-Ekwa i jej projekt „Womanifesto”.

Ilona Bekier-Ekwa to kobieta pełna pasji do tańca i jogi. Taniec jest dla niej sztuką. Kocha tę formę ekspresji do tego stopnia, że stworzyła projekt „Womanifesto”, którego głównym celem jest zjednoczenie kobiet w niezwykłym spektaklu opartym na tańcu. Ale ten projekt niesie ze sobą coś znacznie większego – siostrzeństwo, wsparcie i poczucie własnej wartości dla każdej z jego uczestniczek. Kilka miesięcy temu Ilona została mamą, a przyjście na świat jej córeczki jeszcze bardziej umocniło ja w przekonaniu, że to co robi ma głęboki sens. Zachwyciła nas swoim holistycznym podejściem do ciała, tańca i macierzyństwa.

Ilono projekt „Womanifesto” stworzyłaś z myślą o kobietach. Chciałaś zrealizować swoje marzenie, ale też dać im wsparcie poprzez zbudowanie przestrzeni do wyrażania siebie. 

Tak. Projekt i spektakl powstał z założeniem takim, że mają w nim być kobiety. Nie ma znaczenia czy są profesjonalistkami i czy mają doświadczenie sceniczne. W naszym projekcie są osoby, które tańcem zajmują się profesjonalnie, jak i takie, które nie są zawodowcami, ale chodzą na zajęcia taneczne. Założeniem tego projektu jest połączenie kobiecej różnorodności, bo każda z nas jest wystarczająco dobra. Zależało mi bardzo na tym, aby wiekowo ta grupa była zróżnicowana. Nasza najmłodsza uczestniczka ma osiemnaście lat, a najstarsza lekko ponad pięćdziesiąt. Także artystycznie mamy dużo do zaoferowania, ponieważ są w naszej grupie wokalistki, są aktorki, a są także amatorki, które mają coś takiego w sobie co przykuwa uwagę. Mamy rozstrzał osobowości, rozstrzał różnych historii i życiowych doświadczeń. Są tu kobiety, które pracują w korporacjach, prowadzą swoje firmy, wychowują dzieci, a przychodzą tylko wieczorami na treningi i spełniają się artystycznie później na scenie w teatrze. Są też takie, które na co dzień zajmują się sztuką i żyją z niej. Więc jest to fantastyczne połączenie. To jest piękne, że zarówno tancerka może się wiele nauczyć od takiej kobiety, która bardziej improwizuje a z kolei osoba, która zaczyna ma możliwość czerpania od dziewczyn, które są profesjonalistkami. Dzięki temu wzajemnie się nakręcają i rozwijają artystycznie.

To Twój autorski projekt. Jesteś więc i mózgiem, i sercem tego przedsięwzięcia.

Tak, zupełnie mój. Womanifesto wymaga ode mnie umiejętności nie tylko choreograficznych i reżyserskich. Moim zadaniem jest także dobór strojów, muzyki i światła. To wymaga ode mnie bardzo dużego wysiłku, więc jeśli jestem w procesie tworzenia, na kilka miesięcy przed spektaklem, to bardzo często nie jestem w stanie robić nic innego. Pochłania mnie to bez reszty.

Co było Twoją inspiracją do stworzenia tej grupy, w której widać duże zaufanie i profesjonalizm. Na pewno trzeba włożyć sporo pracy i serca, aby tak dobrze zbliżyć do siebie tyle kobiet razem. Widać tę harmonię. Domyślam się, że to nie jest łatwe.

Oj nie jest. Od początku opowiadałam o mojej wizji, o tym, aby stworzyć spektakl, ale w takiej grupie kobiet, w której nie ma rywalizacji a jest dużo wsparcia. Takiej, w której naprawdę nie ma zawiści, a mimo różnic kobiety się łączą, są jednością. Gdzie każda może być sobą od początku do końca. Moje otoczenie nie dowierzało. Mówili: Ta jasne, nie da się! Co Ty sobie w ogóle wymyśliłaś? A to był mój główny cel. W zawodzie tancerki pracuję, odkąd pamiętam i doświadczyłam zarówno w show-biznesie, jak i w różnych grupach tanecznych, takiej automatycznej oceny według stereotypów, a co za tym idzie, rywalizacji między kobietami. Byłam tym zmęczona. Taki rodzaj porównywania się i oceniania niekoniecznie buduje pewność siebie, a przecież chcielibyśmy, żeby taniec ją dawał i z nią był kojarzony. Jednocześnie, jeżeli nie ma tej harmonii i akceptacji w grupie, to też ta pewność siebie może być zaburzona, a to często zatrzymuje nasz rozwój. Moim celem było przełamanie tego. To nie było tak, że od początku wiedziałam, że tak będzie. Ten projekt powstał nieco intuicyjnie. Wcześniej przez wiele lat prowadziłam zajęcia dla kobiet początkujących i zaawansowanych, w kilku krajach w Europie i w Azji. Poznałam bardzo wiele historii i to mnie tak naprawdę zainspirowało. Ich historie i doświadczenia są w naszym spektaklu. One mnie niesamowicie inspirują.

 

Jest w Tobie taka duża potrzeba niesienia siostrzanych więzi wśród kobiet poprzez taniec. To nabiera głębszego sensu. Może się wydawać, że taniec to tylko taniec, ale gdy Ty o tym mówisz to brzmi to tak, jakby był on w pewnym sensie terapią.

Tak zdecydowanie. Tym właśnie dla mnie jest taniec. Zawsze marzyłam o tym, aby stworzyć spektakl z prawdą na scenie. Nie koniecznie realizować gotowy scenariusz, ale właśnie wpleść w niego swoje historie. Dzięki temu tworzy się niepowtarzalna magia pomiędzy wykonawcą a odbiorcą, czyli widzem, który może odnaleźć w tym cząstkę siebie. Utożsamić się z tym co widzi, przeżyć ten rytuał razem z nami. Dzięki temu, że nie gramy wymyślonych ról, tylko opowiadamy poprzez taniec i sztukę o sobie. Nie jest to dosłowne, więc daje ogromne pole interpretacji. To mnie fascynuje, oglądanie reakcji innych ludzi na nasz spektakl. Piękna jest też przemiana i proces jaki przechodzą dziewczyny na scenie. Jak na naszych oczach pokonują bariery, strach i lęki. Poza próbami do spektaklu mamy liczne warsztaty, spotkania, rozmowy a to sprawia, że te kobiety przechodzą metamorfozę i ich życie często zmienia się na lepsze. Uwielbiam być świadkiem ich przemiany, towarzyszyć im i wspierać w każdym ruchu.

Zastanawiam się jak Ty to robisz. Masz grupę kobiet, masz swoją wizję na ten spektakl, więc w efekcie musi to być spójną całością. Musisz mieć sporą nić porozumienia z kobietami. Jak dajesz radę zapanować nad tyloma temperamentami? Jak Ci się to udaję i ile pracy to wymaga?

Scenariusz spektaklu powstaje na bazie naszych spotkań. To jest bardzo trudny proces. Jestem choreografką i reżyserką, więc muszę mieć opracowany plan działania i zebrać w jedną całość materiał, który powstaje podczas naszych prób. Musimy wiedzieć, co robimy i mieć miejsce na improwizację. Ta improwizacja jest oczywiście z konkretną intencją, a dzięki niej nie ma dwóch takich samych spektakli, tak jak nie ma dwóch takich samych kobiet. Mamy też opracowaną choreografię i ułożony ruch. Jest konkretna spójna historia: z początkiem, rozwinięciem i zakończeniem. Dużo daję z siebie, ale jednocześnie dostaję też dużo. Czerpię dużo dobrej energii od dziewczyn. One są wspaniałe.

Wzajemnie się inspirujecie?

Tak. Oczywiście wykonuję dużą pracę, aby tak nakierować dziewczyny, żeby później na próbach mieć też od nich tę energię. Żeby ta energia nie płynęła tylko w jedną stronę. Dużą wartością tutaj jest joga oraz medytacja, których uczę i która stanowi elementy naszych warsztatów. Ważny jest też plan, który tworzę na początku pracy dziewczynom. To w jaki sposób przeprowadzę te warsztaty potem odbija się na naszej pracy przy spektaklu. Wiem, że muszę dać od siebie coś wartościowego, aby później czerpać z tego maksimum przyjemności. Staram się także integrować grupę poprzez wspólne wyjazdy. Zanim zastała nas pandemia zdążyłyśmy wystąpić ze spektaklem m.in. na międzynarodowym festiwalu na Sycylii, podczas którego uczę od kilku lat. Tam miałyśmy możliwość ćwiczyć pod okiem profesjonalistów z innych krajów. To był piękny przystanek naszej wspólnej podróży, dzięki któremu jesteśmy teraz tak bardzo zżyte ze sobą. Możemy sobie zaufać. Jesteśmy jak rodzina.

Mimo pandemii w między czasie udało Wam się także zagrać w kilku teledyskach. Między innymi z Kayah.

Zostałyśmy zaproszone ostatnio do kilku pięknych projektów, a każdy z nich porusza ważne dla nas tematy. W teledysku Marii Sadowskiej i Kayah do utworu „Kocham Cię” zobaczysz nas takie jak w naszych spektaklach. Choreografia do teledysku powstała w zgodzie z ideą Womanifesto, wystąpiłyśmy też w naszych strojach scenicznych, w męskich garniturach. Tak samo w teledysku „Nasz Głos / Our Voice” Anity Lipnickiej i Moriah Woods, który powstał jako manifest kobiet poprzez sztukę. Ten projekt jest głosem każdej z nas, moje dziewczyny pojawiły się w nim obok innych silnych i inspirujących kobiet. Co ciekawe na planie jednego teledysku byłam już w 9-tym miesiącu ciąży, a drugi nagraliśmy dwa tygodnie po moim porodzie. Czułam się bardzo swobodnie i bezpiecznie wśród tych wszystkich cudownych kobiet.

Czy „Womanifesto” jest projektem zamkniętym czy można jeszcze do Was dołączyć?

Na razie grupa jest zamknięta, ale przewiduje casting. Do projektu można się dostać poprzez swego rodzaju wprowadzenie. Bardziej jest to w formie warsztatu, na który kobiety przychodzą, a ja przykładowo z 80 osób wybieram te kilkanaście. Potem z tą grupą spotykamy się na warsztatach i przygotowujemy się do spektaklu, po którym kończymy naszą pracę. Może uda mi się uruchomić dodatkową grupę, bo teraz w pandemii trudno jest zorganizować kolejną edycję projektu. Swoją drogą pandemia utwierdziła mnie w przekonaniu, że warto to robić i kontynuować. Nadal chcę dzielić się prawdą, wsparciem i światłem, czuję, że szczególnie teraz bardzo tego wszyscy potrzebujemy.

Dbasz o rozwój swoich podopiecznych na wielu płaszczyznach. To bardzo cenne. Tak jak wspomniałaś, kiedy pracujesz nad spektaklem cała się temu oddajesz. Od niedawna jesteś mamą, w Twoim życiu pojawiła się córeczka. Domyślam się, że teraz głównie skupiasz się na macierzyństwie?

Powiem szczerze, nie spodziewałam się, że wszystko tak mocno skupi się wokół tej małej istotki. Byłam pewna, że po paru miesiącach będę już zabierała ze sobą córeczkę w chuście na próby i na zajęcia. Nie wygląda to tak jak w mojej wyobraźni przed urodzeniem dziecka (uśmiech). Rzeczywiście jest tak, że cała energia teraz jest skupiona na małej, która potrzebuje się nią dobrze naładować na początku swojego życia. To jest niesamowicie piękny czas, ale też wyzwanie dla kogoś takiego jak ja, czyli dla wolnej duszy artystycznej, która często pracuje do późnego wieczora. Teraz jestem odpowiedzialna za drugiego człowieka. Mimo wszystko znajduję czas na spotkania z dziewczynami, ale głównie online. Zdarza się nam spotkać na sali, co dla mnie też jest chwilą oddechu. To ważne myślę dla każdej kobiety, żeby znaleźć tę chwilę dla siebie. Mnie się to udało ze dwa razy na te cztery miesiące jak na razie (uśmiech).

Czy do roli mamy także podchodzisz tak holistycznie i intuicyjnie jak do sztuki i tańca?

Tak od samego początku tak podchodziłam. Zarówno do ciąży jak i do porodu, a teraz do macierzyństwa i połogu. Chociaż gdzieś po drodze to się zachwiało, ponieważ mój poród zakończył się cesarskim cięciem, a nie jak planowałam siłami natury. Po dwóch dobach skurczy i braku snu, a później kilkunastu godzinach porodu, tak musiało się stać. Nie ukrywam, że byłam tym rozczarowana, ale z drugiej strony jestem bardzo wdzięczna medycynie. Rozwinęła się tak bardzo, że w tak kryzysowych sytuacjach jest w stanie uratować życie. W leczeniu szukam naturalnych sposobów, ale jak trzeba słucham też tego co mówią i radzą mi lekarze. Nie jestem zwolenniczką żadnych skrajności. Staram się zawsze kierować intuicją. Najważniejsze, żeby być uważną na sygnały jakie dostajemy od naszego ciała. Na pewno bardzo pomaga mi mój spokój, nad którym pracuje poprzez medytacje. Chociaż i on się nieco zgubił po drodze, ponieważ jak każda mama niesamowicie martwię się o swoje dziecko. Pracuję nad tym. Podchodzę do macierzyństwa jako do niesamowitego doświadczenia. Na nowo poznaję struktury mojego ciała, jego sposoby na radzenie sobie z bólem. A także z bólem, który towarzyszy maleństwu. Dla mnie jako nauczycielki jogi jest to swego rodzaju szkolenie od życia. Moja córeczka jest najlepszą nauczycielką i to jest piękne, że możemy się tyle nauczyć od takich małych istot, które jeszcze nie mówią. A to dopiero początek.

A czy zauważyłaś u siebie taką przemianę emocjonalną, psychiczną? Coś Cię bardziej teraz inspiruje?

Myślę, że łatwiej będzie mi odpowiedzieć na to pytanie za kilka lat. Gdy spojrzę na to z perspektywy. Na pewno odkrywam w sobie nowe pokłady miłości. Sam poród obudził we mnie kobiecą dzikość, bardzo silny instynkt. Poczułam tę niesamowitą siłę. To było dla mnie prawdziwe, naturalne doświadczenie kobiecej siły. Gdy poczułam to każdą komórką mojego ciała.

Masz na myśli pewnie też tę odporność na ból. Zaskoczenie samej siebie, ile jesteś w stanie wytrzymać?

Dokładnie. Jesteśmy niesamowicie odporne na ból, a nasze ciało wie co robić. Mnie zaskoczyła zdolność do podejmowania szybkich decyzji, często wbrew temu jakie miałam wyobrażenia. To na pewno mogę powiedzieć już dzisiaj, że ta siła się we mnie obudziła. Ja tak naprawdę nie mogłam się doczekać porodu, byłam go bardzo ciekawa. Traktowałam go jak rytuał oczyszczenia i transformacji, chciałam tego doświadczyć. W trakcie porodu w szpitalu miałam swoją muzykę, kamienie mocy, wprowadziłam się w autohipnozę i taniec intuicyjny. Bardzo pomógł mi w tym mój mąż oraz nasz przyjaciel położny, bez których byłabym zagubiona. Jednak to wsparcie i poczucie bezpieczeństwa to jest prawdziwy skarb. Jestem ogromnie wdzięczna za to moje doświadczenie porodu na wielu płaszczyznach.

I to na pewno znajdzie odzwierciedlenie w Twojej pracy artystycznej i będzie Cię inspirowało.

Na pewno zainspiruje mnie do stworzenia nowego spektaklu i jest to coś czego nigdy w życiu bym nie odnalazła, gdyby nie macierzyństwo. Mam już w głowie pewne pomysły, pewne sceny taneczne. Cały poród i połóg to też swego rodzaju spektakl. Tyle się dzieje ciekawych rzeczy. Każdy dzień jest czymś nowym. Nową historią. Ten scenariusz życia jest niesamowitą inspiracją do tworzenia. Jako choreografka na pewno będę z tego czerpać w przyszłości. Jak tylko córeczka pozwoli mi wrócić do mojego projektu. Właściwie już jest jego częścią, najmłodszą kobietą „Womanifesto”. Nie mogę się już doczekać tego momentu, aż zabiorę ją ze sobą na salę.

zdjęcia: Aneta Zamielska (Ilona z córką); Katarzyna Milewska (projekt Womanifesto)