10.05.2021

Dom pełen życia! Czyli podział obowiązków dziewięcioosobowej rodzinki.

To naprawdę duża rodzinka. Wesoła, otwarta, aktywna i bardzo zgrana. U Ani i Michała dom powinien być ciepły i pachnący domowym posiłkiem oraz przyjazny i otwarty dla gości. W tym przede wszystkim kolegów ich cudownych dzieciaków: Wojtka, Franka, Jasia, Leona, Józka, Łucji i Henia. W tak licznej rodzinie jest też dużo więcej obowiązków, ale sprytnie sobie radzą rozdzielając je między siebie lub po prostu, kiedy trzeba, odpuszczając. O tym jak ułatwić sobie życie Ania opowiada nam nieco więcej. Jesteście ciekawi? Zapraszamy!

Tak duża rodzina sprawia, że w domu na pewno jest bardzo gwarnie i wesoło, ale też jest dużo więcej obowiązków niż w mniejszych rodzinach. Jak organizujecie swój czas? Masz jakiś plan dnia na to jak ogarnąć te wszystkie obowiązki czy jest już tak, że każdy ma swoje zadanie do realizacji?

Zajmowanie się domem i małymi dziećmi jednocześnie nie jest łatwym zadaniem. Myślę, że wiele mam doświadcza tu trudności. U nas z roku na rok ta organizacja jest coraz lepsza. Mam już opanowany pewien schemat funkcjonowania, a dzieci rosną i również możemy powoli wdrażać je w prace domowe. Chcemy, żeby czynnie brały udział w życiu rodzinnym. Gdy były małe to domem zajmowałam się ja z pomocą męża. Nie pracowałam zawodowo, więc mogłam poświęcić się temu w 100%. Swoją część obowiązków staram się odhaczyć przed południem, gdy dzieci są w placówkach, po południu po prostu nie sprzątam tylko jestem z nimi i dla nich. Jak wspomniałam wcześniej, część prac domowych delegujemy dzieciom. Młodsze rozpakowują zmywarkę i dostają mniejsze zadania jak na przykład: zamiatanie schodów czy ułożenie butów w korytarzu. Starsi wyrzucają śmieci i zapakowują zmywarkę. Wszyscy dbają o porządek w swoich pokojach. Ten rok nauki zdalnej nieco przeorganizował nasze życie. Mamy pierwszoklasistę, dla którego ta sytuacja jest czymś zupełnie nowym. Potrzebuje co najmniej dwugodzinnej obecności jednego z rodziców. Starsze dzieci (10 i 11 lat) radzą sobie całkiem nieźle przy komputerach.

Na pewno też dla Ciebie każde przyjście na świat dziecka to nowa lekcja.

Tak, każde dziecko wnosi coś nowego. Widzę, że z każdym rokiem jestem inną mamą. To czego brakowało mi na początku tej drogi to taki zdrowy luz. Startowałam z poczuciem, że powinnam sama nad wszystkim zapanować i być idealną panią domu. Oczywiście zderzenie z rzeczywistością powodowało jedynie frustrację. Mądrości człowiek nabiera z czasem. Z czasem mam też dużo więcej cierpliwości. Coraz mniej błahostek pochłania moją energię i dzięki temu skupiam się na rzeczach istotnych. Staram się myśleć o tym, że do wychowywania dzieci potrzebny jest nam dystans. Teraz widzę, że bycie „Zosią samosią” nie jest zdrowe. Nauczyłam się odpuszczać. Gdy jestem zmęczona, to szukam pomocy i proszę o nią.

Spotykasz się z życzliwością i taką dobrą energią wśród swoich znajomych?

Odbiór naszej rodziny jest bardzo pozytywny. Niedawno doświadczyliśmy tak wspaniałej pomocy przy porodzie ostatniego synka. Mąż na skutek kontuzji został chwilowo unieruchomiony na dzień przed porodem. Nie mógł w ogóle chodzić, ja miałam nieoczekiwane cesarskie cięcie, więc była to dla nas bardzo trudna sytuacja. Przez pierwsze tygodnie po porodzie nie mogłam chodzić, ani też zbyt długo stać, więc przez ten czas żyliśmy na garnuszku naszych przyjaciół. Przywozili nam zupy, obiady, robili dla nas zakupy i to bez naszej ingerencji. Raz poprosiliśmy rzeczywiście o zakupy, a oni podchwycili to i pomagali nam cały ten czas przetrwać. To było niesamowite doświadczyć tej życzliwości i wsparcia. Z dobroci ich serca. Wśród naszych znajomych mamy kilka rodzin wielodzietnych, które doskonale nas rozumieją. Taka empatia dużo daje.

Jaki jest Wasz dom?

Pełen życia. Mamy sześciu chłopców i jedną córkę. Dni są szybkie i często głośne. Głośne od śmiechu, zabaw i intensywnego budowania relacji w rodzeństwie (uśmiech). Chciałabym bardzo, żeby był to dom otwarty. Aby nasze dzieci i ich przyjaciele, czuli się tu dobrze.

To bardzo fajne, że o tym mówisz. Zwłaszcza teraz kiedy czasy są takie, że aby odwiedzić kogoś nawet z rodziny trzeba się najpierw zaanonsować, zapytać czy można, czy nie będzie się przeszkadzało. Takie ciepło domowego ogniska jest czymś niezwykle cennym.

Brakuje mi takiej spontaniczności. Oczywiście trzeba mieć na względzie to, że rodzice pracują a czas nie jest rozciągliwy. U mnie taka fascynacja zrodziła się już w gimnazjum. Miałam przyjaciółkę, która pochodziła z wielodzietnej rodziny. Bardzo lubiłam do niej przyjeżdżać. Byłam zauroczona ich domem. Dla tej mamy nie miało znaczenia czy w domu jest jedna głowa więcej. Tam czuło się to ciepło i tę otwartość. Bardzo chciałabym taki dom stworzyć naszym dzieciom.

Czy jest coś takiego, co dla Ciebie – jako mamy takiej pięknej gromadki – jest wyzwaniem?

Wyzwaniem jest dla mnie zapanowanie nad porządkiem (uśmiech). Przy takiej gromadce dzieci, w większości chłopców nie jest to łatwe. Wyzwaniem jest dla mnie też ta ich zupełnie inna, chłopięca, natura. Zdałam sobie sprawę parę lat temu, stając twarzą w twarz ze swoimi oczekiwaniami, że jednak mój świat a ich świat to są dwie zupełnie różne rzeczywistości. To dużo mi ułatwiło w codziennym podejściu. W relacjach z nimi muszę działać zadaniowo. Widzę po mojej córce, która ma dopiero dwa i pół roku, że inaczej zauważa pewne rzeczy. Gotowanie, które lubię, nie jest (jeszcze) wyzwaniem. Moje dzieciaki jedzą wszystko w dużych ilościach, więc ułatwia mi to planowanie posiłków, bo nie muszę kombinować. Ale czuję, że gotowanie dla sześciu dorastających chłopców to będzie już coś. Wracając jeszcze do tego sprzątania. Perfekcjonistką nigdy nie byłam, ale wiadomo też, że uczulam ich, aby miały wrażliwość na to co dzieje się dookoła nas. Widzę, że starają się i pomagają.

To chyba kwestia ustawienia priorytetów: czy bardziej zależy nam na superczystym domu czy na wspólnym spędzaniu fajnie czasu? I jakoś tym sprytnie manewrować.

Tak. Bywa, że organizujemy się wszyscy razem i w dwie godziny mamy ogarnięte (uśmiech). A czasami może być bałagan w domu, ale widzę, że potrzebujemy wyjść na spacer, żeby dzieci się wybiegały czy powspinały po drzewach. Wtedy to jest ważniejsze. Człowiek wraca z takiego spaceru z przewietrzoną głową i nową energią. Wtedy łatwiej te obowiązki domowe odhaczyć. Z biegiem lat się tego nauczyłam. Wypracowałam system, który u nas działa.

Wiem, że czterech z Waszych synów trenuje piłkę nożną. Pewnie wiąże się to z ciągłym praniem?

Tak, to prawda (uśmiech). Mąż jest pasjonatem piłki nożnej i zaszczepił w nich upodobanie do tego sportu i pasje. Czwórka z nich na razie trenuje. Bardzo to lubią. Chcieliśmy, aby sport był obecny w życiu naszych dzieci. Na początku musieliśmy ich trochę motywować, ale obecnie mogliby pół dnia spędzić na boisku. Pozwalamy im również na swobodną zabawę na świeżym powietrzu, co wiąże się z tym, że często wracają do domu „czarni”. Oczywiście pranie jest nieodłącznym elementem naszej codzienności, jednak z dobrym proszkiem nie jest ono nam straszne. Lubię ułatwiać sobie czynności. Korzystam więc z proszków i płynów, które są przeznaczone dla całej rodziny, to pozwala zaoszczędzić czas. Dzięki temu nie muszę segregować prania na te dla młodszych i starszych dzieci, a moich i męża ubrań prać osobno. Dobrze mieć pewność, że wszystkie ubrania są wyprane w hipoalergicznych preparatach, które służą każdemu.

Jak Wam mija ten czas pandemii. Troje dzieci korzysta z nauki online, a pozostałe nie .Jak sobie w nim radzicie?

Muszę przyznać, że to bardzo szalony rok. Mamy dwójkę dzieci w przedszkolu, dwoje małych w domu i troje na nauce zdalnej. Lubię, gdy w czasie wakacji wszyscy jesteśmy razem i możemy sami planować każdy dzień. Teraz gdy dni są planowane pod lekcje zdalne jest trudniej. Na szczęście mąż pracuje w domu, więc wspólnie się w tym wspieramy. Wiadomo, że gdy potrzebuje mnie nasz pierwszoklasista, to biorę Maluszka na ręce i jestem przy nim. Dwulatce organizuję wtedy coś do zabawy na ten czas. Jak przedszkolaki miały zamknięte placówki, to organizowaliśmy im zabawy w ogrodzie, żeby starsi mogli spokojnie odbyć lekcje.

 Twoją pasją jest fotografia. Znajdujesz na nią czas?

Zdjęcia zaczęłam robić od pojawienia się pierwszego dziecka. Dwa lata temu, po szóstym porodzie postanowiłam zająć się tym zawodowo. To praca i pasja, której mogę poświęcać czas będąc również mamą na pełnym etacie. Mijają dwa miesiące od ostatniego porodu, zrobiłam chwilową przerwę w pracy, ale mam nadzieję, że niedługo będę mogła wrócić do sesji. Daje mi to dużo satysfakcji i radości. Ale macierzyństwo uczy mnie tego, że czasem są inne priorytety  i niektóre rzeczy muszą poczekać na lepszy moment. Dobrze jest mieć taką przestrzeń tylko dla siebie, na reset.

Czy  jest coś co bardzo Cię zaskoczyło w macierzyństwie? Miałaś taką myśl: kurczę, nie sądziłam, że tak będzie?

Zaskoczyła mnie chyba najbardziej córka po pięciu synach. Koleżanki mówiły, że dziewczynki od samego początku są zupełnie inne i tak rzeczywiście jest. Cieszy nas to, że wprowadziła coś nowego do naszej rodziny. Zadziwia mnie też to, jak wiele, my mamy jesteśmy w stanie wytrzymać. Zmęczenie przy małych dzieciach jest często ogromne. Wiele razy wydaje nam się, że już nie damy rady a jednak przychodzi kolejny dzień. Oczywiście czasami da się wziąć w garść, a czasami trzeba powiedzieć: Kochanie weź proszę dzieci, ja muszę się położyć. Po czwartym porodzie miałam jakiś taki większy kryzys i gdzieś ta duża przestrzeń, którą trzeba było nagle ogarniać mnie przytłoczyła. Najtrudniejsze są nieprzespane noce, one odbijają się na całym dniu później. Trudniej jest sprostać oczekiwaniom lub potrzebom każdego z dzieci. Dlatego jest to ważne, aby zadbać o te siły. A gdy jest więcej dzieci to i tych potrzeb też jest więcej. Jak to w rodzeństwie emocji jest cały wachlarz. Jest fajnie, jest zabawa i śmiech – ale są też i kłótnie, łzy. Mają jednak dużo empatii do siebie. Pomagają sobie, starsi młodszym zrobią kanapkę, podadzą kubek z piciem, pomogą założyć buciki. Są zżyci i to jest nasz największy sukces.

 

Zdjęcia: Aneta Zamielska

Autor: Weronika Jarek-Radłowska

Za udział w sesji dziękujemy Ani i jej wspaniałym dzieciom: Wojtkowi, Frankowi, Jasiowi, Leonowi, Józkowi, Łucji i Heniowi.

Materiał powstał we współpracy z marką JELP.