16.07.2020

Sztuki Walki: Katrin Kargbo

Wielokrotna mistrzyni karate, tancerka, fajterka i matka. Do Polski przyjechała z Ukrainy, by reprezentować nasz kraj jako karacistka. Walczy od zawsze: o siebie, swoją rodzinę, przyszłość i równość. Teraz, jako świeżoupieczona mama walczy o swoje zdrowie i tolerancyjną rzeczywistość dla swojego maleństwa. Z Katrin Kargbo rozmawiamy o macierzyństwie.

Gimnastyka artystyczna, taniec towarzyski, samba, hip hop, fitness, zumba, wielokrotne zwycięstwa w karate, a teraz macierzyństwo. Znam Cię 15 lat i wiem, że jesteś wulkanem energii i prawdziwą fajterką Katrin! Czy są jeszcze rzeczy, których się boisz? A może największym wyzwaniem dla Ciebie jest teraz macierzyństwo?

Tak, moim wyzwaniem, ale przede wszystkim pięknym wyzwaniem, na dziś jest macierzyństwo. Jest to też w pewnym sensie kolejny etap i tak do tego podchodzę. Tak jak każda mama, mam w sobie lęk, że mogę czegoś nie zapewnić dziecku. Bardzo nie chcę, żeby te lęki się urzeczywistniły i dołożę wszelkich starań, aby moje dziecko miało wszystko, czego potrzebuje ale przede wszystkim, żeby czuło się bezpiecznie. 

Pamiętam moment, o którym mi opowiadałaś, kiedy zachorowała Twoja mama. Wtedy walczyłaś o jej operację, robiłaś wszystko żeby jej pomóc, a nie było łatwo, bo dodatkowo zmagałyście się z brakiem środków finansowych…

Mieszkałyśmy z mamą, babcią i dziadkiem na Ukrainie, skąd pochodzę. Sytuacja na wschodzie w tamtych czasach nie była kolorowa, tak jak zresztą obecnie. Jednak postanowiłam nigdy nie narzekać i przyjmowałam od życia to, co mi dawało. To była lekcja, z której czerpię i będę czerpać już zawsze. Nie narzekamy i cieszymy się z tego co mamy, na każdym etapie życia, nawet kiedy wiatr wieje nam mocno w oczy.

I pokazujesz to na każdym obozie treningowym, na którym razem jesteśmy. Nawet kiedy my jako trenerzy, jesteśmy bardzo zmęczeni, Ty zawsze masz na twarzy uśmiech i jesteś zdeterminowana, by dokończyć każdy trening. Tylko po ciężkiej pracy i wykonanym zadaniu dajesz sobie czas na odpoczynek, jesteś z tego znana!

To chyba zasługa czasów mojego dzieciństwa. O 6 rano wychodziłam z domu, by na piechotę dotrzeć do szkoły, po szkole był czas na zajęcia z tańca towarzyskiego, później szłam na nogach na drugi kraniec miasta, na trening karate. Wracałam do domu w nocy, na piechotę. Nie mieliśmy pieniędzy, by zorganizować to inaczej. Za to był to czas, kiedy kształtował się mój charakter i determinacja.

Pamiętam, gdy opowiadałaś mi, co było twoim rarytasem w dzieciństwie…

Cukier na łyżeczce. To była moja forma cukierka. Rzeczywistość nas nie rozpieszczała. Nie byłam na studniówce, bo nie było pieniędzy na właściwe ubranie dla mnie. W tamtych czasach praktycznie w ogóle w moim domu nie było pieniędzy. Takie doświadczenia z przeszłości kształtują nas najmocniej i uczą, co naprawdę jest w życiu ważne. Teraz doceniam każdy element codzienności i wszystko co mam. To umiejętność, którą chcę mocno zaszczepić mojemu dziecku.

Jednak bez względu na to, jak jesteśmy odważne i ile pokonałyśmy przeszkód w życiu, to wraz z pojawieniem się dziecka, pojawia się w kobiecie ogromna wrażliwość i pierwotny lęk o maleństwo. Też go doświadczasz?

Myślałam, że tylko ja mam ten lęk. Na szczęście zaczęłam rozmawiać o tym z innymi kobietami i okazało się,  że każda mama tak ma. Ufff, myślałam, że tylko ze mną coś jest nie tak…

Czy ten lęk jest potęgowany przez rzeczywistość, która nas otacza? Stany Zjednoczone zostały zalane falą protestów przeciwko rasizmowi, przykro to przyznać, ale temat rasizmu w Polsce też nie jest obcy.

Nie jest, zarówno w Polsce jak i na Ukrainie, gdzie dorastałam. Kiedy przeprowadziłam się do Polski nie odczułam większej różnicy, nie odczułam, że nareszcie jestem w miejscu, gdzie nie będę musiała słuchać komentarzy o kolorze mojej skóry. Oczywiście w Polsce spotykałam więcej ciemnoskórych osób, ale niestety wraz z nimi poziom społecznej tolerancji i świadomości nie wzrastał.

Jak sobie z tym radziłaś?

Kiedy przez całe życie dotyka Cię rasizm, wytwarzasz w sobie pewien mechanizm obronny. Tak było w moim przypadku. Nauczyłam się blokować i chronić przed komentarzami i przykrościami, na które byłam narażona każdego dnia. Niestety nie jesteśmy w stanie uniknąć wszystkiego i prawda jest taka, że słowa ranią. Ostatnio moja mama opowiedziała mi historie z dzieciństwa, których zupełnie nie pamiętałam. Pewnego dnia wróciłam z przedszkola i zapytałam, czy jeśli będę długo myła rączki, to czy będą białe… A kiedy mama chciała zapisać mnie na zajęcia z gimnastyki artystycznej, trenerka nie chciała mnie przyjąć do grupy zawodowej ze względu na kolor skóry.

Ta siła i odporność, które posiadasz, rosły również przez trenowanie karate, na które zapisała Cię mama – tak jak kiedyś wspomniałaś, byś czuła się bezpiecznie na ulicy. Faktycznie karate było Ci do tego potrzebne?

Karate bardzo mi pomogło, trenuję je od przedszkola. Wtedy nakręcono program telewizyjny o dzieciach trenujących tę dyscyplinę i pokazywano go w całym województwie. Kiedy zaczęłam naukę w szkole, nie byłam już „ciemnoskórą dziewczynką”, byłam „dziewczynką od karate”. To przez karate miałam więcej pewności siebie i unikałam niebezpiecznych sytuacji. Nauczyłam się przewidywać negatywne konsekwencje niektórych zdarzeń, np. na ulicy, gdzie ktoś mógłby zacząć krzyczeć na mnie lub być agresywny.

W 2007 roku przeprowadziłaś się do Niepołomic, by tam trenować i zostać reprezentantką Polski w karate. Czy z Twojej perspektywy przez te lata zmieniła się otwartość ludzi z uwagi na kolor skóry?

Mam poczucie, że dopiero teraz zaczęło się głośno mówić w Polsce o wykluczeniach, ale niestety na słowach się kończy. Minęło tyle lat, a ludzie wciąż obracają się za mną i patrzą, gdy przechodzę obok. Znam aktualne sytuacje moich koleżanek, których ciemnoskóre dzieci nie są przyjmowane do przedszkoli, bo rodzice innych dzieci „sobie tego nie życzą”.

W Polsce?!

Tak… Z kolei parę dni temu nasza wspólna koleżanka została zaczepiona na ulicy w Krakowie przez agresywnego mężczyznę, który obrażał ją na tle rasowym. Zdążyła nagrać to zdarzenie jako dowód i szykuje się do rozprawy sądowej.

A Twoje najgorsze doświadczenie to…

Mistrzostwa Ukrainy. Zawodniczka z innej drużyny zaczęła mnie obrażać. Ta dziewczyna była w reprezentacji, gdzie znów się spotkałyśmy. Relacje były bardzo napięte.

Ostatnio na naszym koncie instagramowym Baby by Ann zadałyśmy pytanie, jakie było najgorsze zdanie, jakie usłyszałaś w trakcie ciąży. Trudno to sobie wyobrazić, ale Ty usłyszałaś: „czy dziecko będzie białe czy czarne?”

Byłam w szoku. Nikt nie pytał, czy dziecko urodzi się zdrowe, tylko jaki będzie miało kolor skóry.

Czy to oznacza, że Twój związek z Dawidem, który jest rodowitym Polakiem, też był polem do różnych komentarzy ludzi?

Szczerze mówiąc, to Dawid nigdy mi nie powiedział, czy docierają do niego komentarze o byciu w związku z ciemnoskórą kobietą. Myślę, że na pewno, ale tym się ze mną nie dzieli (śmiech). Mnie trudno nie zauważyć spojrzeń ludzi, którzy widzą ciemnoskórą matkę z dzieckiem o jasnej karnacji. Dopiero obecność Dawida sprawia, że łączą te fakty.

Ciąża i urodzenie dziecka to cud, ale nie pozostawia kobiecego ciała bez zmian. Przed Tobą kolejna walka, bo okazało się, że po ciąży zmagasz się z rozejściem mięśnia prostego brzucha.

Nie jest to tylko problem estetyczny, ale także zdrowotny. Jeszcze co najmniej przez miesiąc nie mogę ćwiczyć tak, jakbym chciała. Dla sportowca to duży problem, bo mam świadomość, że zarabiam pieniądze ciałem i dzięki jego sprawności. Teraz każde ćwiczenie ponad zalecenia może pogorszyć mój stan. Zawsze byłam wysportowana i czeka mnie walka, by wrócić do formy sprzed ciąży, bo jako dla trenerki i tancerki, ciało jest moją wizytówką. Warto podkreślić, że mój problem jest związany ze zbyt dużą aktywnością fizyczną przed ciąża i w jej trakcie. Kobiety które mają sześciopak na brzuchu są szczególnie narażone na rozejście mięśnia prostego. Ćwiczenia w ciąży są ważne i bardzo potrzebne, ale muszą być odpowiednio dopasowane intensywnością do nowego stanu kobiety. Mnie było trudno się zatrzymać, niech to będzie przestroga dla innych przyszłych mam.

Po tych wszystkich doświadczeniach, czym jest dla Ciebie macierzyństwo?

Macierzyństwo to lekcja pokory. Moje największe zadania teraz, to żeby dziecko było wyspane, najedzone, żeby miało przy sobie mamę i morze miłości. Jestem matką-wariatką, jest na zewnątrz 30 st. C, a ja mam przy sobie czapeczkę dla syna, żeby go przypadkiem nie przewiało (śmiech). Mój Alan jest kochanym dzieckiem, lubi trochę pomarudzić rodzicom. Dlatego swój stan określam jako „zakochana, niewyspana”.

Kiedy wyobraźnią wybiegasz w przyszłość, jaką cechę lub wartość chcesz najbardziej zaszczepić w synu?

Ciesz się ze wszystkiego co masz synku i co daje Ci życie. Nie bój się marzyć, bo największe marzenia się spełniają. Alan będzie też narażony na wiele pytań, posiadając ciemnoskórą mamę i białego tatę, więc sztuka tolerancji i równości będą jego mocną stroną!

Za pomoc w realizacji sesji dziękujemy restauracji Forty.

zdjęcia: Aneta Zamielska