19.05.2019

Wywiadówka: Anna Czartoryska

Podczas naszego spotkania Ania jest już na finiszu ciąży. Przed wywiadem gubi gdzieś w domu telefon, ale w zeznaniach dotyczących macierzyństwa nie gubi się wcale. Długo o swoich dzieciach nie mówiła, wreszcie jest gotowa. Starannie dobiera słowa, zastanawia się nad odpowiedziami. Ale bez wahania mówi mi – jako pierwsza mama, z którą rozmawiam – że miewa momenty, kiedy wątpi w siebie jako matkę. I to chyba jest najprawdziwsza prawda o każdej z nas, jeszcze w „Wywiadówce” nie wiedzieć czemu niewypowiedziana.

Jak zareagowałaś na pierwszą ciążę: to była euforia i szczęście czy pojawiły się też jakieś lęki albo wątpliwości?

Chyba właśnie wtedy ukułam tytuł swojej płyty: ”Euforia/panika”. Miałam poczucie, że wsiadłam do rollercoastera, który za chwilę ruszy w dół. Szykuję się na przygodę życia – wspaniałą, nieznaną i trochę straszną. Z dziećmi też tak jest: to jazda bez trzymanki, przerażające i wspaniałe rzeczy dzieją się na raz. 

Miałaś jakieś oczekiwania względem macierzyństwa?

Byłam przekonana, że przyjdzie mi to naturalnie, że będzie łatwe, bo przecież intuicyjnie wszystko wiem, a w razie czego doczytam. Bardzo tego chciałam, byłam na to gotowa. To był naturalny, kolejny etap w moim życiu. Trochę się bałam, czy uda mi się połączyć macierzyństwo z pracą, co będzie w teatrze, kiedy powiem o moim stanie – byłam świeżo po premierze sztuki… Ale Dyrektor przyjął to bardzo pozytywnie, ucieszył się i mi pogratulował. Pamiętam pierwsze badania, pierwsze obrazy USG: to są wielkie przeżycia dla każdej mamy. Jestem niestety osobą dosyć niecierpliwą, więc za każdym razem dłużyło mi się te 9 miesięcy.

Jak wspominasz poród?

Nie bałam się, byłam go bardzo ciekawa. Zależało mi też, żeby urodzić naturalnie i to się udało. Ale sam poród nie jest niczym przyjemnym! Mówi się, że ból się z czasem zapomina, ale ja obiecywałam sobie, że nigdy tego nie zapomnę, że to przecież niemożliwe (śmiech). Mimo wszystko jestem gotowa wziąć to na klatę po raz trzeci. Gdzieś w połowie będę pewnie żałować, ale będzie już za późno. Najważniejsze, że na koniec czeka mnie najpiękniejsza nagroda. 

Pamiętasz ten moment, kiedy wzięłaś swoje pierwsze dziecko, Ksawerego na ręce?

Pamiętam, że bardzo uważnie wpatrywałam się w jego twarz, bo pomyślałam sobie, że od tej chwili to jest przecież najważniejszy człowiek w moim życiu, a ja nie wiem, jak on wygląda! Miałam poczucie, że bardzo szybko muszę się tej twarzy nauczyć. I chłonęłam go oczami, próbując zapamiętać.

Jak wyglądały u Ciebie początki macierzyństwa?

Na początku byłam w szoku! Oczywiście zdawałam sobie sprawę z tego, że życie się zmieni, ale chyba dopiero po kilku dniach spędzonych z synem dotarło do mnie, co to znaczy, że dziecko fizycznie, stale potrzebuje mojej obecności. Musiałam kilka rzeczy poprzestawiać w głowie i bardzo, bardzo zwolnić tempo, do którego byłam przyzwyczajona. Szybko nauczyłam się to doceniać. Właściwie cały pierwszy rok życia mojego syna spędziliśmy razem i bardzo dobrze to wspominam. On był świetnym kompanem, bardzo dobrze się adaptował do każdej sytuacji, fajnie spędzaliśmy czas. Po raz pierwszy od lat miałam urlop w pracy i spędzałam go z ukochaną osobą. To były długie, spokojne dni, bez paniki. Postrzegałam to jako ogromny prezent i przywilej, szczęście i luksus. Takie wakacje z bliskimi. Ale pamiętam też moment, kiedy pomyślałam, że fajnie by było wyjść z domu na chwilę, na 3-4 godziny, żeby zrobić coś dla siebie. I wtedy dostałam propozycję z „Twoja twarz brzmi znajomo”. Gdy zaczęłam prace nad programem, Ksawery miał pół roku.

Ksawery Cię zmienił?

Ja uważam, że to nie do końca jest tak, że rodzicielstwo nas zmienia. Człowiek nie zmienia się z dnia na dzień. Wydaje mi się, że kiedy zostajesz rodzicem, masz okazję wykazać się cechami, które wcześniej były może trochę mniej przydatne albo mniej wystawiane na próbę. Rodzicielstwo według mnie również nie weryfikuje priorytetów, one zostają te same. Na pewno mamy okazję nauczyć się wielu nowych rzeczy. Ja na przykład zauważyłam, że odnajduję wspólny język z osobami, z którymi wcześniej nie miałam wspólnych tematów. Teraz łączą nas dzieci. Nawet jak mamy odmienne zdania na temat – nie wiem: choćby wychowania – zawsze jest to ciekawe, rodzice ze sobą zawsze rozmawiają z pasją. Myślę, że dzięki dzieciom nauczyłam się być bardziej otwarta, wyrozumiała i tolerancyjna. Odkąd zostałam mamą, moja cierpliwość była wystawiana na próbę milion razy, pewnie przez to stałam się lepszym negocjatorem.

Szybko po Ksawerym zdecydowaliście się na drugie dziecko. Między nim a Janeczką jest 1,5 roku różnicy. Nie bałaś się tego?

Przyznaję, że drugiej ciąży bałam się dużo bardziej, bo wiedziałam, co mnie czeka! Było to także dużo większe obciążenie dla mojego organizmu. Cały okres pomiędzy ciążami karmiłam, więc właściwie nie miałam przerwy od tej huśtawki hormonalnej, emocjonalnej, ale i fizycznej związanej z ciążą i szybkim powtórnym macierzyństwem. Ksawery był malutki, gdy urodziła się Janeczka, ale bardzo chcieliśmy, żeby miał rodzeństwo i był z nim blisko. Wielokrotnie słyszeliśmy, że przy takiej małej różnicy wieku na początku może być ciężko, ale też, że później te dzieci są wyjątkowo ze sobą związane, mają swój własny świat. Dziś, kiedy Ksawery ma 5 lat, a Janeczka 3,5 przekonuję się o tym: są takie momenty, że niekoniecznie jestem im potrzebna do szczęścia. Słyszę: Mamo, idź już do kuchni rozmawiać, my chcemy zostać sami. Oni świetnie się razem bawią i dużo ze sobą dyskutują.

Jak Ksawery przyjął siostrę?

On nawet nie pamięta czasu, kiedy nie było Janeczki. Ale myślę, że moment jej pojawienia się był dla niego trudny. Zaczynał wtedy wchodzić w czas buntu dwulatka, było ciężko. Mnie się wydawało, że siostra to najcudowniejszy prezent, jaki możemy mu sprawić, okazało się, że według niego niekoniecznie. Siostra go bardzo fascynowała, ale nie bardzo wiedział, jak się z nią obchodzić. Czasem bałam się, że , chcąc dobrze, mógłby zrobić jej krzywdę. Dziś jako starszy brat stał się bardzo pomocny i opiekuńczy: rozczula mnie, kiedy pomaga jej zapiąć zamek od kurtki albo opowiada, że Janeczka się przewróciła i płakała, i to on ją pocieszył.

Przez ostatnie kilka lat trochę wycofałaś się z życia zawodowego, stawiając na rodzinę…

Pierwsza rzecz, którą odcięłam, to wszystkie imprezy, bankiety i rzeczy okołozawodowe, które kreują wokół nas medialny szum. Wolne wieczory wolałam spędzać z rodziną. Byłam też niechętna do opowiadania o macierzyństwie i bycia mamą-celebrytką. Nie chciałam wiązać się z żadną marką dziecięcą ani kreować się na ekspertkę w temacie rodzicielstwa, zwłaszcza, że sama byłam na początku mojej drogi jako mama. Starałam się chronić prywatność, bo to dla mnie była sfera bardzo intymna. Serial, który kręciłam miał akurat przerwę, a ja szybko zdecydowałam się na drugie dziecko. Drugą ciążę w dużej mierze wykorzystałam na nagranie płyty, z której jestem bardzo dumna i z którą wiązałam duże nadzieje, ale której do dziś niestety nie udało mi się wydać. Może, gdy mój trzeci syn trochę podrośnie, podejmę kolejną próbę, bo bardzo chciałabym podzielić się tym materiałem z szerszą publicznością. Być może to, że zniknęłam z mediów, a ze względu na ciążę musiałam zrezygnować z kilku propozycji zawodowych, zostało odebrane jako sygnał, że mnie aktorstwo już nie interesuje. Moja rodzina jest dla mnie najważniejsza, ale aktorstwo to wciąż moja wielka pasja, a dziś, kiedy jestem mamą, jeszcze bardziej doceniam chwile, które mogę spędzić przed kamerą lub na deskach teatru. Dlatego bardzo się ucieszyłam, gdy, zupełnie niespodziewanie, w 8. miesiącu ciąży dostałam propozycję zagrania jednej z głównych ról w spektaklu „O co biega” w teatrze Capitol. Zaczynam już we wrześniu!

Jaką jesteś mamą?

Nie wiem…Ciężko mi oceniać samą siebie. Staram się być mamą wyluzowaną, nie panikować, nie zabraniać i nie zrzędzić, z drugiej strony myślę, że jestem dosyć konsekwentna. U nas w domu panują zasady, które raz czy drugi zostały nakreślone i są nieprzekraczalne, nie ma jakiegoś specjalnego buntu wobec tych propozycji. Staram się też być wyrozumiała i empatyczna, ale myślę, że na pewno miałam też momenty, że byłam zmęczona albo że wątpiłam w siebie, w swój talent czy macierzyńskie zdolności. Tak naprawdę wszystko zależy od etapu rozwoju dziecka, a etapy są różne. Mówi się, że dziecko to nasze lustro, że szczęśliwa i spokojna mama to też takie dziecko. Ale w obliczu buntu dwulatka można być najbardziej wyrozumiałą mamą na świecie, a po tygodniach ciągnących się wydarzeń i tak zaczynasz wątpić, czy wszystko, co robisz, robisz dobrze. Wszystkim rodzicom, którzy są na tym etapie, mogę powiedzieć, że to mija i to z dnia na dzień. Teraz mam ogromną radochę z bycia mamą, sprawia mi to dużo przyjemności: odkrywanie świata z moimi dziećmi, spędzanie z nimi czasu, rozmowy, odpowiadanie na strasznie trudne pytania, obserwowanie, jak się uczą, jak wyrażają radość czy niezadowolenie, w jaki sposób komunikują się ze sobą. Śmieję się, że inwestycja się zwraca. Jestem dumna z moich dzieci i z siebie, zrobiliśmy kawał dobrej roboty jako rodzina.

Jak dzieci wpłynęły na Twoje małżeństwo, to była próba dla związku?

Z perspektywy 5 lat mogę powiedzieć, że tego funkcjonowania jako rodzina wciąż się uczymy. To nie jest tak, że z dnia na dzień wszystko jest perfekcyjne i idealne, bo to są naprawdę duże ustępstwa i kompromisy, na które trzeba pójść, ogromne zmiany, które trzeba wprowadzić do swojego życia. Trzeba mieć strasznie dużo cierpliwości, wyrozumiałości, empatii, być dobrze zorganizowanym, wszystko planować z wyprzedzeniem oraz pamiętać o potrzebach każdego członka rodziny. Rodzicielstwo jest najtrudniejszą, ale też najcudowniejszą rzeczą, z jaką przyszło mi się w życiu zmierzyć. Dziś, jak idziemy gdzieś z Michałem na miasto tylko we dwoje, to i tak gadamy o dzieciach, bo strasznie je lubimy, a rodzicielstwo to jest nasza pasja. Odkrywanie rodzica w tej drugiej osobie też jest fascynujące. Fajnie było obserwować Michała w momencie, kiedy stawał się ojcem i trzymał na rękach świeżo narodzonego syna, ale też teraz, 5 lat później, kiedy z nim rozmawia, czyta mu bajki albo oddaje się z nim ich wspólnym zajawkom. Jestem spokojna, bo on z dziećmi jest bardzo blisko, bardzo dobrze je zna, zna ich potrzeby, potrafi się nimi zaopiekować, a ja widzę, jak bardzo go to wzbogaca, widzę, że częściej się uśmiecha. Fajnie patrzeć, jak on dzięki ojcostwu rośnie. 

Jakim on jest tatą?

Na pewno wprowadza bardzo dużo humoru, ma do wielu rzeczy dużo więcej dystansu niż ja. Myślę, że dla mojego syna jest totalnym bohaterem i wzorcem. Janeczka z racji tego, że jest mniejsza, bardziej potrzebuje, żeby tata wziął ją na rączki, zrobił jej kanapeczkę… A Ksawery chce, żeby z nim pograł w piłkę i pogadał o superbohaterach. Na szczęście Michał jest specjalistą od takich tematów, które są dalekie od moich zainteresowań czy wiedzy (śmiech).  

Widzisz w Waszych dzieciach odbicie Michała czy własne?

Śmiesznie jest słyszeć, jak one mówią, jak powtarzają nasze powiedzonka. Czasem jest to śmieszne, czasem straszne. Na pewno z tego względu nauczyłam się nie używać pewnych sformułowań, bo potem jestem traktowana swoją własną bronią, szczególnie przy wymówkach, kiedy moje dzieci argumentują, dlaczego czegoś nie zrobią. Ale generalnie staram się nie doszukiwać w nich naszych cech, staram się traktować dzieci jak odrębny, niezależny byt. Staram się też nie opisywać moich dzieci za bardzo, bo one zmieniają się tak szybko! Raz potrafią być nieśmiałe, a za chwilę są już hersztami bandy. 

Jak przeżywasz ciążę po raz trzeci?

Ciąża to niesamowite doświadczenie, ale nie jest to jakiś mój ulubiony stan…Wiele doznań z nią związanych jest niekomfortowych. Przyznaję, że dla mnie frustrujące jest poczucie, że zmęczenie, złe samopoczucie oraz to, że nie mam już siły podnieść moich starszych dzieci, ogranicza mnie jako mamę. W związku z tym mój mąż przejął bardzo dużo rodzicielskich obowiązków. Nie chcę, żeby mieli takie wspomnienia, że narzekam, że się źle czuję, czy że jestem zmęczona i odmawiam im czegoś fajnego czy wartościowego, bo mam gorszy dzień… Myślę sobie, że te 9 miesięcy w skali życia dziecka to jest dużo. I czasem jest mi przykro, że w tym czasie nie mogę być tylko dla nich, na 100 procent. Ale są też takie ciążowe wahnięcia hormonów, które to kompensują: nagle kocham cały świat i mam tyle cierpliwości, co nigdy i poczucia humoru, i kreatywności, i zapału. Bywa różnie.  No ale…Ksawery i Janka bardzo chcieli mieć rodzeństwo…

Dopominali się?

Tak, dopominali. Było zamówienie.

Czy jest coś w stanie Cię zaskoczyć przy trzecim dziecku?

Po pierwszej dwójce sama wiem, że dzieci są różne: różne rzeczy lubią jeść, mają inne pory drzemek, inaczej reagują na pewne zjawiska i to od maleńkości. Myślę, że z naszymi dziećmi i ich małą różnicą wieku przeszliśmy chrzest bojowy. Dziś oni są samodzielni, podstawowe czynności są w stanie wykonać sami albo przy minimalnym nadzorze, więc mam nadzieję, że tym razem będzie łatwiej. Ale zaobserwowałam u znajomych, którzy mają trójkę, że ten element niewiadomej się jednak powiększa. O ile jesteś w stanie ogarnąć, gdzie jest dwójka, to przy trójce jest jakieś takie martwe pole, brakuje trzeciej ręki (śmiech). No i podobno ogromną różnicą jest to, że dzieci są w przewadze liczebnej nad rodzicami. Ale są też głosy, że trzecie dziecko wychowuje się samo…

Planujecie więcej dzieci?

Nie wiem, zobaczymy, jak damy sobie radę z trójką.

 Co jest dla Ciebie najtrudniejsze a co najpiękniejsze w macierzyństwie?

Trudne jest pogodzenie się z tym, że popełniasz błędy. Bywają sytuacje, że totalnie nie wiem, co zrobić, mam dylemat wychowawszy: nie wiem, jak mam postąpić i co z tego wyniknie. Ale z drugiej strony, im dłużej jestem mamą, widzę, że to wszystko się zmienia i mija. Czasem myślę sobie: Rany, tu się nic nie zgadza, wszystko robię nie tak, czy to już zawsze tak będzie? Po czym nagle robi się cudownie łatwo i wszystko idzie jak z płatka, i jestem dumna z dzieci, z ich osiągnięć, dojrzałości, z ich przemyśleń i z siebie jako rodzica. Mam poczucie, że wiedziałam, co zrobić, umiałam rozwiązać problem, umiałam zachęcić, zainspirować, że byłam wzorcem, zobaczyłam podziw w oczach mojego dziecka. Te momenty, kiedy dziecko wykazuje się empatią, dobrocią, mądrością, inteligencją emocjonalną – widzisz dobro w czystej postaci – to są dla mnie najpiękniejsze momenty macierzyństwa. Dla mnie ważne jest też to, że szykuję tych młodych ludzi nie dla siebie, nie mam poczucia, że muszę z nimi coś wygrać, wyegzekwować, ale że tworzę ludzi dobrych, empatycznych, którzy mają własne zdanie, własne upodobania, są gotowi na świat. I bardzo bym chciała, żeby coś temu światu dawały, żeby nie miały postawy roszczeniowej. I żeby wiedziały, że dla mnie, dla nas są radością, że dają nam bardzo dużo szczęścia. 

Czym jest dla Ciebie macierzyństwo?

Przygodą życia. Dziś z dużo większą otwartością opowiadam o swoim macierzyństwie, bo to w dużym stopniu określa to, kim jestem. To jest duża składowa mojego funkcjonowania w domu, związku, nawet w moim zawodzie, bo to jest część mojej wrażliwości. Z drugiej strony staram się szanować prywatność i odrębność moich dzieci. Wydaje mi się, że powoli te strefy, które starałam się rozdzielać, coraz bardziej się łączą i że jestem coraz bardziej w tym wszystkim spójna. Kiedyś myślałam, że będąc mamą, nie bardzo mogę być aktorką, że to jest bardzo trudno połączyć i wymaga mnóstwa wyrzeczeń, bo jedna sfera musi zrobić miejsce drugiej, a dziś wiem, że obie bardzo się dopełniają, doświadczenia w jednym i drugim bardzo często pozwalają mi lepiej funkcjonować. Kiedyś, gdy przejęta pchałam wózek z jednym dzieckiem, patrzyłam w parku na rodzinę z trójką: jedno dziecko w wózku, drugie na barana, trzecie na rowerku i myślałam sobie: Rany, jak oni to robią? Idą przez ten park, jakby nigdy nic! Powoli zaczynam mieć poczucie, że nasza rodzina zaczyna tak właśnie funkcjonować: dwójka dzieci i ja z tym brzuchem robimy się specjalistami w ogarnianiu siebie. Bo rodzicielstwo to jest coś, w co człowiek się zanurza. Mam poczucie, że macierzyństwo coraz bardziej mnie dopełnia i tworzy mnie jako człowieka. 

Zdjęcia: Aneta Zamielska