26.12.2019

Wywiadówka: Basia Kurdej Szatan

Basia jest świetna: nadzwyczaj naturalna i naturalnie wesoła. Nie ma zwyczajów gwiazdy, zachowuje się jak stara znajoma, jak dobra kumpelka. Taką też jest matką. Dodatkowo jest matką ciekawą. Ciekawą swojego dziecka, świata, ludzi i przygód. Nie można też nie być ciekawym jej. Oto więc jest, oto jest Basia!

Stosunkowo wcześnie zdecydowałaś się na macierzyństwo.                         

Moja mama miała 26 lat jak została mamą, moja siostra – 27, ja też 27, więc wyszło na to, że wszystkie w tym samym momencie dojrzałyśmy do tego, żeby mieć dziecko.

To była świadoma decyzja?

Tak, myśmy tego chcieli. Staraliśmy się o dziecko 4 miesiące. I powiem Ci, że byłam trochę zdziwiona, jak po pierwszych dwóch miesiącach nic się nie zadziało, a my działaliśmy – że tak powiem – intensywnie (śmiech). Myślałam: Kurczę…Trochę to dziwne: są wpadki, a my tutaj dajemy czadu i nic się nie wydarza. W końcu się jednak udało. Pamiętam ten moment, w którym uświadomiłam sobie, że jestem w ciąży. Nie zrobiłam jeszcze testu, a już to czułam. To było tak niesamowite, metafizyczne, to było coś wspaniałego! Byliśmy u Rafała w domu aktora: on wtedy mieszkał w Chorzowie, był tam na etacie. Miał taki studencki pokoik z łazienką i minikuchnią. Siedziałam na łóżku, patrzyłam na niego i nagle poczułam, jakbym była w jakiejś bańce, tak obok, jakbym patrzyła na niego, obserwowała cały świat z zewnątrz – jak w filmie. Wpatrywałam się w niego i myślałam sobie: Powiedzieć mu czy nie? (śmiech). Ja już naprawdę czułam, że jestem w ciąży, ja już to wiedziałam. Ale powiedziałam mu tylko: Wiesz co kochanie? Idź po test. Rafał poszedł. Zrobiliśmy test. I ciąża okazała się faktem. To było takie dziwne, niezrozumiałe, ale piękne.

Jak Rafał zareagował?

Bardzo się ucieszył. Był też trochę w szoku. Oboje byliśmy zdezorientowani, wtedy jeszcze niepewni tego, co się wydarzy, ale szczęśliwi.

Jak wspominasz ciążę?

Przez pierwsze dwa czy trzy miesiące miałam nudności, robiło mi się słabo i niedobrze, i wtedy musiałam się schłodzić. Zawsze tak mam, że jak tak się dzieje, muszę sobie chłodzić kark, plecy, trochę brzuch. Nie mogłam też jeździć samochodem, bo od razu chciało mi się spać, w samochodzie momentalnie zasypiałam. Ale poza tym czułam się dobrze. To było tak, że byłam w ciąży, ale nie traktowałam tego jak coś, co może stopować moje działania. Jak mieliśmy gdzieś koncertować, przejechać daleką drogę, nie miałam z tym problemu. Pamiętam dokładnie, kiedy poczułam pierwsze ruchy Hani. Przyjechaliśmy po jakimś spektaklu czy koncercie Rafała do Opola, gdzie jeszcze wtedy mieszkali moi rodzice, dojechaliśmy tam bardzo późno – o 4 nad ranem. Położyliśmy się spać, uspokoiłam organizm i nagle poczułam od środka w brzuchu jakby ktoś mnie dotknął małym paluszkiem. To było takie słodkie! Niesamowite uczucie.

Rafał był przy porodzie? 

Był. Żadna inna opcja nie była brana pod uwagę. Generalnie historia mojej ciąży i porodu jest trochę wariacka. Jak się poznaliśmy z Rafałem, pracowałam na etacie w teatrze w Poznaniu. Ja w Poznaniu, on – w Chorzowie. I tak jeździliśmy do siebie. Jak byłam w ciąży, nie mieliśmy jeszcze wspólnego lokum, mieszkaliśmy w dwóch miastach i zastanawialiśmy się, gdzie rodzić, gdzie osiądziemy. Przez pierwsze 6 miesięcy ciąży co miesiąc byłam u innego lekarza: raz w Gdyni, bo akurat byliśmy u mojej siostry, raz w Opolu, dwa razy w Warszawie, raz w Katowicach…Więc to było tak, że nikt nie prowadził tej mojej ciąży od początku. Dopiero jak zdecydowaliśmy, że zamieszkamy w Warszawie, że Rafał zrezygnuje z etatu w Chorzowie, ale będzie dogrywał spektakle, zaczęłam regularnie tutaj chodzić do lekarza i tutaj też urodziłam. Wszystko było na wariata, kompletnie szalone. Ale nie martwiliśmy się tym, żyliśmy z dnia na dzień, wszystko dało się poukładać i to było fajne. Zazwyczaj jest tak, że jak kobieta jest w ciąży, to – żeby mieć spokój – musi mieć wszystko z góry zaplanowane. U nas było odwrotnie i to nie było wcale złe.  Zdecydowaliśmy się na dziecko, mieszkając w dwóch różnych miastach, ale to wynikało z tego, że czuliśmy, że jesteśmy dla siebie, że się bardzo kochamy i nie ma się co zastanawiać. Pod koniec mojej ciąży, zadzwonił do nas kumpel z Opola z chóru gospel, że ma taki pomysł, żebyśmy założyli mały wokalny 10-osobowy skład, bardziej rozrywkowy niż gospelowy, i poszli z tym do „X Factora”. Powiedziałam: Czemu nie? Fajny pomysł, możemy pośpiewać, spoko. I poszliśmy. Tam okazało się, że przechodzimy dalej i jeszcze dalej, z jednego etapu do kolejnego, a w między czasie urodziłam. Mieliśmy bootcamp, czyli etap walki pomiędzy wykonawcami, byliśmy po wszystkich przesłuchaniach, siedzieliśmy w hotelu, gdzie ogłaszane były wyniki, była 22.00, poczułam skurcze, a miałam jeszcze tydzień do terminu porodu. Stwierdziłam, że wezmę ciepłą kąpiel, żeby się zrelaksować… Może przejdą? Bo to niemożliwe, żebym już rodziła! Ale one nie przechodziły, były coraz intensywniejsze, a ja cała rozemocjonowana, przejęta i zestresowana, że to może jednak już ten moment?! Pojechaliśmy z Rafałem do naszego mieszkania po torbę. Do szpitala dotarliśmy po 2.00, tam się okazało, że oto się zaczęło. O 6.00 miałam skurcze co 3 minuty i byłam już wykończona. Tak potwornie mnie bolało, że zapominałam, żeby regularnie oddychać. Rafał mi w tym pomagał, instruował mnie, trzymał za rękę i to było piękne. Minuta skurczu, oddychanie, oddychanie, przechodziło i zasypiałam na minutę. Po czym znowu się budziłam, skurcz i znowu zasypiałam, i tak w kółko do 11.00 chyba. W końcu wzięłam znieczulenie, 2 godziny sobie odpoczęłam, zrelaksowałam się trochę, przespałam i jak się obudziłam o 13.00, to ból był już nie do zniesienia. Hania urodziła się o 13.50.

Jak ją zobaczyłaś po raz pierwszy: co pomyślałaś, co poczułaś?

Ojej… To było coś wspaniałego! To było dziwne, piękne, nieznane, nowe, niewiarygodne! Cud natury, stworzyliśmy małego człowieczka! Położyli ją na mnie, ona się uspokoiła i to był najpiękniejszy moment w moim życiu. Zapomniałam o wszystkim, o całym bólu i całej reszcie.

Jak Rafał zareagował na Hanię?

Był bardzo czuły i opiekuńczy, i taki jest do tej pory. Pięknie się Hanią zajmuje i w ogóle jest supertatą.

Jakie były Wasze początki we trójkę? Coś sprawiało Wam trudność?

Hanię po urodzeniu tak naprawdę trzeba było tylko przewijać, karmić i kąpać. Ona dużo spała, budziła się tylko na karmienie i spała dalej. To była sielanka. Ja miałam zaplanowane niepracowanie, nie miałam żadnych obowiązków, cały czas z nią byłam, ale to nie było ani uciążliwe, ani meczące, to było bardzo ok. Jak Hania miała 3 tygodnie, Rafał wyjechał grać spektakle do Chorzowa na tydzień. Zostałyśmy same. Była wtedy potworna zima, -20 stopni, więc w ogóle z nią nie wychodziłam. Przychodziły do mnie przyjaciółki, mój tata nas odwiedzał, żebym mogła choć na chwilkę wyjść do sklepu. Jak byłam sama, otwierałam sobie okno, żeby móc pooddychać świeżym powietrzem. I dałam radę. A potem wrócił Rafał i jak mała miała miesiąc, wzięliśmy ją na spacer.

Jak Hania Ciebie zmieniła?

Na pewno przestałam być taka beztroska i bardzo spontaniczna. Bo ja zawsze jak tylko miałam na coś ochotę, natychmiast to robiłam: wychodziłam, jeździłam w tę i we w tę po całej Polsce…A tutaj, no wiesz, jest człowiek, o którego musisz dbać, trzeba się podporządkować, dostosować swoje plany. Ale nie miałam z tym problemu, u mnie to szło naturalnie. Ja chyba w ogóle za dużo nie zastanawiam się nad przyszłością, nie jestem też problemowa specjalnie, więc nie doszukiwałam się minusów tej sytuacji, widziałam tylko plusy. I ta miłość, która nagle się podwoiła i ogarnęła nas! Ona sprawiła, że nie przeszkadzało mi to, że nagle nie mogę robić rzeczy, na które wcześniej sobie pozwalałam. Po prostu zaczęliśmy bardziej skrupulatnie wszystko planować.

Jak zmienił się Wasz związek pod wpływem Hani?

Na początku, po narodzinach Hani, wszystko było super. Ale jak miała jakiś roczek, zaczęły się schody. Musieliśmy się odnaleźć, i przede wszystkim poznać siebie, w sytuacji rodziny, w sytuacji, gdzie nagle mieszkamy razem, bo przecież dotychczas żyliśmy osobno. Rafał oświadczył mi się po pięciu miesiącach bycia razem. Po kolejnych 3 miesiącach, czyli po 8 miesiącach związku, zaczęliśmy się starać o dziecko. Po roku związku ja już byłam w ciąży, a zamieszkaliśmy wspólnie, jak byłam w drugim trymestrze ciąży. To wszystko było wariackie: my nie wiedzieliśmy, jakimi jesteśmy ludźmi w domu, kto, co lubi, jakie ma upodobania. I wtedy zaczęły się problemy, bo każde z nas przeciągało na swoją stronę. Musieliśmy się sprawdzić jako rodzice, w ogóle jako ludzie, którzy tworzą rodzinę w jednym domu. Było różnie, mieliśmy kryzysy… Ale to, że była Hania, sprawiło, że nie zrezygnowaliśmy z siebie, wałczyliśmy. Teraz jest super, wiemy, co i jak, mamy wszystko przetarte. Bardzo się kochamy i jest nam razem dobrze. Ale wtedy było bardzo intensywnie, ja już miałam nawet takie myśli, że my do siebie nie pasujemy, mamy inne charaktery, lubimy inne rzeczy, po prostu jesteśmy inni. Trudno było. Ale to, że byliśmy rodziną, scaliło nas i uratowało.

Jaką jesteś mamą?

Na pewno bardzo czułą, bardzo kochającą i bardzo doceniającą swoje dziecko. Jestem wyluzowana, ale potrafię też być stanowcza, jak trzeba. Na pewno chcę dać Hani swobodę, ale nie taką, żeby robiła wszystko, na co ma ochotę, tylko jednak, żebym ja nad nią czuwała i kierowała nią, ale nie wprost, żeby ona jednak wiedziała, że może i powinna mieć swoje zdanie i może o sobie decydować. Chcę, żeby była samodzielna, żeby umiała sobie poradzić wśród innych dzieci, w towarzystwie. Staramy się zawsze dodawać jej otuchy i wiary w siebie. To dla nas i dla niej ważne.

Jakim tatą jest Rafał?
Rafał jest bardziej surowy, ma też taki charakter, że on lubi sobie trochę w domu porządzić, co mnie często irytuje i często się w związku z tym spieramy. On jest bardziej kategoryczny, ja mam więcej luzu, ale spokojnie: mam też łeb na karku (śmiech). Rafał na pewno jest większym realistą tak w ogóle w naszym związku. Ale jest też czasem tak, że to ja się zdenerwuję i jestem bardziej stanowcza, wtedy on mnie hamuje. Więc jeżeli chodzi o wychowywanie małej, myślę, że się uzupełniamy.

Co jest dla Was najważniejsze w wychowaniu? Na czym najbardziej obojgu Wam zależy?

Na tym, żeby Hania czuła się kochana, żeby czuła, że ma wsparcie w nas, żeby czuła się bezpiecznie. Bo jak będzie to wiedzieć, będzie jej w życiu łatwiej: będzie bardziej pewna siebie, będzie znała swoją wartość, nie będzie się bała życia, świata, ludzi dookoła. Ważne też, żebyśmy ze sobą rozmawiali, o różnych rzeczach. Ja z nią rozmawiam o wszystkim, na co jej wiek i rozum pozwala, bo wiadomo, że ona nie wszystko jeszcze pojmuje. Ale tak czy siak zawsze mnie zaskakuje swoją mądrością i spostrzeżeniami. Wiele osób mówi, że tęskni za czasami, kiedy dziecko było jeszcze malutkie. Ja mam tak, że – owszem – jak widzę zdjęcia, to sobie myślę: Matko! Jak to szybko minęło! Byłaś taka malusia. Ale uwielbiam czas teraźniejszy: rozmowy z nią, obserwację tego, jak ona się zmienia, jak dojrzewa, jak wymyśla różne rzeczy, to jest fantastyczne. Bardzo lubię jak ma swoje zdanie i jestem jej coraz bardziej ciekawa, jestem ciekawa, jak to będzie później. Nie chciałabym wrócić do tego, jak było kiedyś, łaknę więcej i dalej.

Co Hania ma z Ciebie, a co z Rafała?

Dużo ludzi mówi, że to jest mała Basia, bo ona jest ekspresyjna jak mówi, jak się porusza. Jest bardzo żywiołowa i szalona, i lubi imprezować (śmiech). Lubi też ludzi, jest bardzo towarzyska i to wszystko ma na pewno po mnie, bo Rafał jest spokojniejszy i jest większym obserwatorem. Chociaż ona też na początku jest nieśmiała, ale jak już się zapozna z otoczeniem, to potem jest full energia i szaleństwo. Wizualnie jest pomieszana, charakterologicznie myślę, że też. Tak. Jest naszą mieszanką.

Jakie ma talenty? Do czego ma smykałkę?
Jest bardzo muzykalna, ma świetny słuch, od 4 roku życia śpiewa ze mną na głosy. Teraz ma 7 lat, poszła do szkoły muzycznej, gra na pianinie. Posłaliśmy ją na zajęcia taneczne, od 4 roku życia chodzi do szkoły musicalowej. I widzę, że lubi to bardzo, widzę, że się w tym spełnia i odnajduje. Widzę też, że jest ambitna, zależy jej na tym, żeby robić to dobrze, ale nie jest to na szczęście chorobliwe.

Jak Hania odnajduje się w sytuacji, że ma znaną mamę?

Na początku, kiedy byłam z nią gdzieś i nagle oblatywały mnie dzieci, chciały autografy i zdjęcia, a ona stała obok – to było trudne. Ona tego nie rozumiała, denerwowało ją, że ktoś chce jej zabrać mamusię, a ja musiałam to jakoś połączyć: te wszystkie dzieci i ich prośby i moje dziecko, i momentami też miałam dość… Właściwie nigdy nie odmawiam zdjęcia czy autografu, bo lubię ludzi, szanuję ludzi i wiem, że komuś może być przykro, ale w takich sytuacjach rodzinnych, też mnie to irytowało i przerastało. Z czasem i wiekiem Hania przywykła do takich sytuacji. Teraz nawet jest tak, że jak widzi, że ja jestem trochę poirytowana, to mówi: Mamo, ta dziewczynka czeka… Widzę w niej empatię i to jest świetne.

Chciałabyś mieć jeszcze dzieci?

Chciałabym. Staramy się już od 1,5 roku co najmniej, ale nie wychodzi… Może ta moja borelioza źle na to wpływa? Trudno powiedzieć. Hania również marzy o rodzeństwie. Jak miała 6 lat, to miała taki rok, że praktycznie codziennie pytała, kiedy będzie miała brata albo siostrę. Ona jest bardzo opiekuńcza, empatyczna i czuła i uwielbia młodsze dzieci, bardzo ładnie się z nimi bawi. Ewidentnie chce rodzeństwa. I my też tego chcemy. Oboje wiemy, że to piękne i ważne mieć rodzeństwo i na pewno chcemy jej je dać…Mam nadzieję, że się uda.

Tego życzę!

Dziękujemy.

Zdjęcia: Kasia Kaszak

Za gościnę dziękujemy lokalowi Weranda Bistro