08.11.2020

Wywiadówka: Halina Mlynkova

„Dzieciarnia to jest fajna sprawa” – tak twierdzi Halina. Ja twierdzę, że ona to fajna mama. Mama pozytywna i jasna, skupiająca się wyłącznie na dobrych stronach macierzyństwa, trudności jakby nie zauważając, utrzymująca, że prawdziwie dopiero przed nią. Widać, że dla dobra syna zrobi wszystko, z przeprowadzeniem się w jeden dzień z kraju do kraju włącznie. Z przeistoczeniem się w tatę, kiedy trzeba. Fajna mama. I fajny tata.

Jakie uczucia towarzyszyły Ci, kiedy dowiedziałaś się, że jesteś w ciąży i już w samej ciąży?

Nasz syn był planowany, mimo tego pojawiło się lekkie niedowierzanie, to był taki trochę „Matrix”. Pierwsza ciąża, pierwsze dziecko… Jeszcze w całym zamieszaniu Brathankowo-koncertowo-scenicznym… Emocje były nieprawdopodobne! Czułam, że wejdę w zupełnie nowy etap życia i to się rzeczywiście później potwierdziło. Te 9 miesięcy ciąży bardzo mi się dłużyły. Pamiętam, że czekałam na pierwsze kopnięcie, pierwsze ruchy, a z czasem, marzyłam, żeby to wszystko mieć już za sobą (śmiech). Ale to był fajny czas.

Miałaś jakie wątpliwości, czegoś się obawiałaś w tym okresie?

Nie, w ogóle. Ja generalnie w życiu nie mam lęków przed nowymi rzeczami; jak już się na coś zdecyduję, to idę do przodu. Zanim to się stanie, to je miewam i dużo o tym myślę, ale jak już podejmę decyzję, widzę tylko pozytywne jej strony. Co do macierzyństwa, to oczywiście wyobrażałam sobie, że będzie jak w filmach: my pochyleni i uśmiechnięci nad łóżeczkiem, gdzie dziecko będzie głównie spało Rzeczywistość jednak okazała się zupełnie inna.

Jak wspominasz poród?

Poród to było coś strasznego. Mieliśmy dużo szczęścia, uratowała nas współczesna medycyna. Gdyby nie lekarze, myślę, że nas by nie było… Piotrek dzień przed porodem owinął się pępowiną, musiał to zrobić w nocy; nie wiem, jak to wykonał. Skończyło się ratowaniem życia jego i mojego. To była bardzo trudna sytuacja. Łukasz (Łukasz Nowicki, tata Piotrka – przyp. red) grał tego dnia spektakl w Teatrze Ateneum, prosił, żeby grali szybciej, bo mu się dziecko rodzi. Wszyscy starali się przyśpieszyć spektakl: mówili dwa razy szybciej, skrócili przerwę o połowę, żeby Łukasz mógł zdążyć na narodziny Piotrka.

Zdążył?

Zdążył. Leżałam już na stole operacyjnym, w momencie, kiedy mnie usypiali, usłyszałam jego glos, wiedziałam, że jest. Co poczułaś, jak zobaczyłaś zdrowego Piotrka obok siebie? To był niesamowity widok, nie do opisania! Ale wiesz, co było najpiękniejsze? Drugiego dnia po porodzie leżeliśmy w szpitalu przytuleni razem w łóżku, spojrzeliśmy sobie w oczy oboje i to był ten moment, ten moment, kiedy poczułam, że jesteśmy dla siebie, on jest mój na zawsze, a ja jestem jego. To było nasze porozumienie.

Miałaś baby bluesa?

Tak, płakałam razem z Piotrkiem. Ten początek to był trudny czas, wszystko wywrócone do góry nogami, a mój syn na dodatek nie spał. Od narodzin miał alergię pokarmową. 17 lat temu ciężko było z diagnozą. Myślałam, że dzieje mu się jakaś krzywda, nikt mi nie zasugerował, żeby zbadać, czy nie jest alergikiem. Cały czas powtarzałam: Coś jest nie tak! W końcu sama zaczęłam się zastanawiać, czy to nie jest problem z moim mlekiem. Mówiłam lekarzom: Dajcie mi sztuczne mleko. I co słyszałam? Leniwa matka. Takie były ich reakcje: Leniwa pierworódka. Ale wreszcie trafiliśmy na bardzo fajnych, kompetentnych specjalistów, którzy posłuchali mojego głosu i trochę się poprawiło. Ale wcześniej moja rzeczywistość wyglądała tak, że Piotrek miał permanentną kolkę. On zasypiał ze zmęczenia, z płaczu na 15 minut, a potem się budził i znowu płakał. 24 godziny na rękach, cały czas płacz, tylko płacz…

Ile to trwało?

Rok.

Jak to udźwignęłaś, jak sobie z tym radziłaś?

Nie wiem. Generalnie po 3-4 latach byłam bardzo przemęczona, Piotrek mało spał, a jak już spał, ja nie spałam, bo potrzebowałam czasu dla siebie i swoich spraw. Teraz mój syn nadrabia dzieciństwo: nie można go dobudzić, śpi do 11.00-12.00.

Jak zmieniło Cię macierzyństwo?

Całkowicie! Poczułam nieprawdopodobną odpowiedzialność. Mam wrażenie, że moje dorosłe życie zaczęło się dopiero wtedy. Jestem dumna, że było mi dane, że mogłam przejść taką drogę, że Piotrek mnie wybrał – bo ja uważam, że to dzieci nas wybierają. Udało nam się stworzyć między sobą nieprawdopodobną więź, to jest cudowne! To jest największy dar, jaki daje dziecko: zaufanie i miłość – to jest najwięcej, ile człowiek może dostać. Z Piotrkiem każdy dzień jest nowy, codziennie wspólnie doświadczamy czegoś nowego.

Jaką jesteś mamą?

Ja jestem – jak mówi Piotrek – mamą i tatą, bo tak akurat mamy: głównie jesteśmy we dwójkę. Choć skrzywdziłabym Krysię, naszą nianię i moją mamę, gdybym je pominęła. Uczę Piotrka szacunku do kobiet, często o tym rozmawiamy. Mówię mu: Kobiety cię wychowują, musisz mieć do nich niekwestionowany szacunek. Staram się być mamą mądrą i słuchać jego głosu. To jest ważne, młodzi ludzie w tym wieku – Piotrek ma 16 lat – często są dla nas niezrozumiali. Ograniczam mu morały typu: Ja w Twoim wieku…Próbuję też wyciągać wnioski z błędów moich rodziców, bo każdy rodzic, jakby się nie starał, popełnia błędy. Więc rozmawiam z nim, negocjuję… Dzieciaki są świetnymi negocjatorami, są też pełne otwartości na wyzwania i nie mają strachu do życia i świata, a my nierzadko próbujemy je okrzesać. Mocno pracuję nad tym, żeby Piotrek tych cech nie zatracił.

Na jakiego człowieka chciałabyś go wychować?

Chciałabym, żeby był tolerancyjny, to bardzo ważne, i tak jak wspomniałam: żeby szanował kobiety. Bardzo bym chciała, żeby rozumiał – szczególnie teraz w tych trudnych czasach – o co kobiety walczą. Żeby wybrał swoją drogę i umiał nią iść. Wspieram go w jego pomysłach, przedsięwzięciach, ale też staram się mu mądrze doradzać. Chciałabym, marzyłabym, żeby jego praca, to, do czego dąży, była pasją i przyjemnością, a nie przymusem.

A jako „tata”, jaką drogę mu pokazujesz?

Potrafię być stanowcza i ostra, i to bardzo szybko stawia Piotrka do pionu. On wtedy czuje respekt przede mną. Ale jednak częściej go rozpieszczam, częściej jestem mamą niż tatą.

Z czym masz do czynienia jako matka 16-latka?

On jest w wieku, gdzie zaczyna mieć już swój świat, swoje zainteresowania i własne sprawy ze znajomymi. Teraz w pandemii, wszystko odbywa się on-line, a młodzież się nie spotyka i to jest dla nich straszna krzywda. W tym momencie, kiedy oni są w domu, to jest tragedia… To, co z nimi robi świat Internetu… Te wszystkie gry… Siłą rzeczy wciąga to i Piotrka.

Jaki jest Piotrek?

Ma bardzo fajne sarkastyczne poczucie humoru. Na pewno jest też typem organizatora, typem przywódczym. Jest też bardzo towarzyski. No i jest duszą artystyczną, matematyka go nie interesuje (śmiech).

Zmienialiście miejsca zamieszkania to też pewnie na niego wpłynęło?

Tak, wyjechaliśmy na kilka lat za granicę, w związku z tym Piotrek mówi perfect po czesku, dzięki grom i zagranicznym kolegom – również po angielsku. Nauczył się też gwary zaolziańskiej, bo często jeździmy tam do mojej mamy, nawet pół roku chodził do szkoły na Zaolziu. Językowo jest więc rozwinięty, ale też dzięki naszym podróżom nie przywiązuje się jakoś kurczowo do miejsc, choć z łatwością potrafi zjednoczyć wokół siebie ludzi i zmobilizować ich do wspólnych działań.

Z czego jesteś najbardziej dumna jako mama?

Myślę, że z naszej więzi. Bo to nie jest oczywista sprawa między rodzicem a dzieckiem, to trzeba sobie wypracować. Nam udało się ją zbudować, on bardzo mi ufa, pójdzie ze mną wszędzie i wie, że przy mnie może czuć się bezpiecznie. Z tego mogę być najbardziej dumna, to jest wielka rzecz.

Patchwork jest trudny?

Patchwork jest strasznie trudny, ponieważ każdy z nas jest zakochany w swoich dzieciach i nie widzi ich wad. Dopiero ta druga strona widzi to chłodniej. Jeżeli jest się mądrym, racjonalnie podchodzi do wielu spraw i nie traktuje tej drugiej strony jako konkurencji, to może z tego wyjść coś wspaniałego. To rola dorosłych, żeby wskazać właściwą drogę dzieciom, wspierać, współpracować i stworzyć model rodziny.

Dostałaś już od Piotrka rodzicielską informację zwrotną: „To zrobiłaś według mnie dobrze, a to mi się nie podobało”?

Dostaję ją codziennie (śmiech). Generalnie jestem wszystkiemu winna. Ale myślę, że Piotrek ma taki czas, taki wiek. Choć często ma rację, np. ja mu mówię: Jak czegoś chcesz ode mnie, to podejdź, a z drugiej strony sama wołam na niego z kuchni: Piotreeek! A potem sobie przypominam swoje rady: Jak chcesz czegoś ode mnie, to podejdź. I on mnie wtedy pyta: Jeżeli ja mam tak robić, dlaczego Ty tak nie robisz? I ma rację. On jest skurczybyk strasznie inteligentny. Z drugiej strony: jak ja przegnę, to go przepraszam, przepraszam za swoje błędy. Moment, kiedy potrafimy przyznać się do błędu, bardzo otwiera obie strony, a dziecko nie zostaje w poczuciu niesprawiedliwości, to bardzo ważne.

Masz jakiś system kar?

Ja zupełnie nie jestem w tym konsekwentna! Mówię, że przez miesiąc czegoś tam nie będzie, a tego samego dnia wieczorem już wracamy do starej rzeczywistości, bo jest mi żal Piotrka, myślę, że go skrzywdziłam…A on już mnie zna i świetnie potrafi to wykorzystać. Ale ostatnio mamy nowy system: podsumowujemy tydzień i według tego wyliczamy sumę, która ma trafić na jego konto – taki trochę pierwszy zarobek. Podsumowujemy nie tylko naukę, ale też wypełnianie domowych obowiązków i negocjujemy. Powiem Ci, że to jest super system, bo do tego wszystkiego dochodzi jeszcze rozmowa. Ja pytam: To co zrobiłeś w tym tygodniu w takim razie? Piotrek: No wynosiłem śmieci tak jak chciałaś, wyładowywałem zmywarkę, do sklepu poszedłem, jak prosiłaś… Pod tym względem nie mam z nim żadnych problemów. Proszę go o odkurzenie całego mieszkania, on bierze odkurzacz i to robi. Ale wiesz o co między nami są największe spory? O kameleona. Mamy kameleona i to jest nasz odwieczny konflikt. Ja pytam: Nakarmiłeś kameleona? On na to: Wyjdź z mojego pokoju. Już Ci mówiłem, że to jest mój kameleon. Więc ja mu tłumaczę: Piotrek, jestem matką, dla mnie karmienie jest najważniejsze, musisz to zrozumieć (śmiech).

Czym jest dla Ciebie macierzyństwo?

To jest najważniejsza rola w życiu. Myślę, że gdybym była piosenkarką, ale nie miałabym Piotrka, to oczywiście miałabym więcej czasu, żeby dobrze wyglądać, żeby tworzyć, zrobić więcej płyt, zagrać więcej koncertów…Muzyka jest bardzo ważną częścią mojego życia, moją ogromną pasją, ale najcudowniejsza rzecz, która mi się przytrafiła to bycie mamą. Dla mnie zawsze najważniejsze było i jest to, że mam w domu fajnego człowieka, który przeszedł ze mną wiele – bo jednak jest dzieckiem artystki i to życie nie jest łatwe dla dzieci – ale myślę, że również dzięki temu on jest bardzo samodzielny. W życiu zawodowym udało mi się wiele, jestem za to bardzo wdzięczna. Mam w życiu równowagę, nie myślę o problemach. Natomiast jeżeli coś mnie omija, to widocznie jest to celowe, bo coś innego, jeszcze fajniejszego ma się wydarzyć. Taka sytuacja to może być niezły motywator, że coś innego na nas czeka. Jeżeli tak się nastawi głowę, to jest się zorientowanym tylko na to, co jasne. Taka jest moja filozofia. Moja mama jest bardzo optymistyczna i to ona zaraziła mnie tym w dzieciństwie.

Co jest najpiękniejszego i najtrudniejszego w macierzyństwie?

Najtrudniejsze chyba wciąż przede mną… Choć oczywiście trudne jest bycie mądrym w macierzyństwie, znalezienie równowagi dla dziecka. Brodzę w tym strasznie, jak dziecko we mgle, choć staram się podchodzić do Piotrka sprawiedliwie. Jeżeli już mam jakieś lęki, to w sytuacjach, gdy coś mu zagraża, coś jest nie tak, coś może mu zaszkodzić na przyszłość – z tego powodu mogę nie przespać całej nocy. Z innych powodów – luzik. A najfajniejsze w macierzyństwie? Każdy dzień, każdy poranek, kiedy jemy wspólnie śniadanie, ten buziak na dobranoc, którego jeszcze dostaję, jak Piotrek się zapomni albo sama go skradnę. To, że oglądamy razem film i on się do mnie przyklei, mówiąc: Chodź Mame – mówi wtedy na mnie „Mame”. Widzę z jego strony, że naprawdę jest mu ze mną dobrze, jesteśmy razem szczęśliwi i to jest największa wygrana. A jak uda mi się pójść z nim na spacer, to już jest w ogóle raj, bo spacer z mamą w tym wieku to jest przecież obciach (śmiech). Całe jego życie, te 16 lat, to jest 16 cudownych lat, mimo trudności i trosk, bo w macierzyństwie często nie jest łatwo. Te wszystkie wspomnienia, macierzyńskie smaczki, obrazki, które stają mi przed oczami…Jak pytasz, co jest pięknego w macierzyństwie, powiem Ci po prostu, że dzieciarnia to jest fajna sprawa.

zdjęcia: Aneta Zamielska