27.09.2020

Wywiadówka: Kasia Struss

Kasia na wywiad przychodzi zupełnie bez make up’u -naturalnie piękna. Naturalnie reaguje i tak samo odpowiada na pytania – naturalnie normalna. Taką też jest – i to czuć bardzo! – mamą: słuchającą siebie, swojego instynktu, a córkę stawiającą na pierwszym miejscu. Widać, że macierzyństwo to dla niej obecnie pierwsza potrzeba i przygoda, której z ochotą i energią się oddaje. Czuć, że to kobieta i mama, która się spełnia i wszystko to przychodzi jej …naturalnie.

Co poczułaś, kiedy dowiedziałaś się, że będziesz mamą?

Ja to czułam jeszcze przed oficjalnym potwierdzeniem, tak więc nie było to dla mnie zaskoczeniem. W ogóle wydaje mi się, że kobieta to czuje… Co więcej: miałam bardzo silne przeczucie i intuicję, że to będzie dziewczynka, wiedziałam to od razu. Moja ciąża była też bardzo wyczekana i wymarzona.

Miałaś w trakcie jej trwania jakieś wątpliwości czy lęki?

Nie, absolutnie nic. Chociaż… obawiałam się porodu. Mówiłam sobie: Przecież każda kobieta – no prawie każda – przez to przechodzi od tylu lat! Jest to absolutnie naturalne, dam radę i ja.

Twój partner był z Tobą podczas porodu?

Tak, nie wyobrażam sobie, żeby go nie było. Jest to tak ważny moment w życiu rodziców, że fajnie jest przez to przejść razem. Mi to bardzo pomogło, a Francois był dużym wsparciem w tej ekstremalnej sytuacji, jaką jest pierwszy poród.

Bardzo późno podzieliłaś się ze światem informacją o tym, że będziesz mamą…

Ciąża to dla mnie delikatny temat, do jej końca jeszcze wszystko może się zdarzyć… Jeżeli miałam jakiekolwiek lęki, to były to lęki związane ze zdrowiem mojej małej w brzuchu. Dlatego nie chciałam się moim stanem chwalić. Bałam się, że jeśli to zrobię, coś się stanie…Wolałam  zachować to dla siebie.

Dla modelki ciało to narzędzie pracy; podczas ciąży, po porodzie ono się zmienia. Zaprzątałaś sobie tym głowę?

Ja po ciąży jeszcze bardziej schudłam, choć jak obserwuję siebie, to widzę, że jedyne krągłości, które po niej zostały, to pełniejsza  twarz. Ale prawda jest taka, że o figurę w ogóle się nie martwiłam, ponieważ nie miałam pewności czy chce jeszcze pracować w tym zawodzie. Przed ciążą doświadczyłam wypalenia zawodowego, odczuwałam już zmęczenie modelingiem, nie chciało mi się pozować, potrzebowałam czegoś głębszego. Pamiętam, że byłam w pracy,  zobaczyłam siebie na ekranie i brakowało mi tej iskry w oku, którą kiedyś miałam. Czułam, że stoję w miejscu, nie rozwijam się. Stwierdziłam, że modeling nie daje mi radości, nie mam już tej werwy, przestało mi zależeć. To nie było miłe uczucie, wtedy wydawało mi się, że to coś strasznego: nie widzieć sensu w swojej pracy, ale z perspektywy czasu widzę, że to było potrzebne, bo przyniosło mi coś nowego, coś lepszego. Wraz z narodzinami córki dostałam nową dawkę energii. Byłam natchniona na nowy etap w życiu i patrzyłam na świat zupełnie inaczej. I nareszcie miałam odwagę zrobić to, co chodziło mi po głowie już od wielu lat – założyć własną, autorską firmę produkującą kosmetyki naturalne. Po ciąży także świat modelingu zaczął mi się na nowo podobać, chyba nawet bardziej niż przed. Z chęcią powróciłam do pozowania, ale tak raz w miesiącu, bo przecież emerytka 32, prawie 33 lata (śmiech). Jeżeli więc jesteś teraz w złym okresie swojego życia, bądź kariery, przetrwaj, bo być może czeka na Ciebie coś piękniejszego i nowego.

Jakie to było uczucie, trzymać Alę, Twoją córkę po raz pierwszy w ramionach?

Niesamowite, nie do opisania. Ogromne szczęście i miłość. Między nami od razu była więź, natychmiast rozpoznałam w niej moje rysy twarzy i poczułam, jakby była moją częścią – coś niewiarygodnego, coś nie do opisania!

Gdzie rodziłaś?

W Szwajcarii, w Zurichu. Przeprowadziliśmy się tam, jak byłam w ciąży, ponieważ chciałam lepszej jakości życia dla mojej córki. Nowy York wydawał mi się wtedy toksyczny, głośny, zawsze w pędzie… Ja potrzebowałam spokoju, natury i rodziny, dlatego uciekliśmy do zielonej Szwajcarii. Jak widać ciąża była nowym etapem w moim życiu na każdej płaszczyźnie, wszystko się wtedy zmieniło, nawet miejsce zamieszkania.

Jak Ty się zmieniłaś dzięki macierzyństwu? Jak zmienił się Twój związek?

Jeszcze chyba za wcześnie na wnioski, ale z pewnością macierzyństwo nauczyło mnie jednego: cierpliwości, przed ciążą nie znałam tego słowa (śmiech). Co do związku, to oczywiście były ups and downs. I było to normalne w zupełnie nowej dla partnerów sytuacji. Wydaje mi się, że ta zmiana życia jednoczy związek albo sprawia, że partnerzy się nie dogadują i idą w inne strony. Nas rodzicielstwo jeszcze bardziej połączyło i wzmocniło.

Jak wyglądały Wasze początki z Alą?

Chaos i jedna wielka niewiadoma (śmiech). Żyliśmy z dnia na dzień i uczyliśmy się jej, jej cyklu dnia. Alice na szczęście dobrze spała. Jesteśmy farciarzami, bo zaczęła przesypiać noce już po dwóch miesiącach życia. A jak rodzic jest wypoczęty, to ma energię na cały dzień. I ja wspominam dobrze ten pierwszy wspólny rok, ponieważ się wysypiałam. A sen jest bardzo ważny przy takim temperamentnym dziecku jak Alice. Ona jest bardzo energiczna, głośna, więc trzeba mieć dużo siły, żeby za nią podążać. Jest typową lwicą: stawia na swoim, a jak słyszy słowo „Nie” bądź „No” reakcja jest wybuchowa…

Po kim to ma?

Po mnie, też byłam wymagającym dzieckiem. Moi rodzice musieli włożyć dużo pracy w moje wychowanie. Podobno też bardzo dużo płakałam, wszystko wymuszałam płaczem. Alice też zna moc swojego głosu i z chęcią ją wykorzystuje.

Co ma jeszcze z Ciebie a co z Twojego partnera?

Po mnie ma chicken legs, czyli chude nogi i niedowagę, od urodzenia. Też tak miałam. Po tacie ma kolor oczu: głębokie czarne, piękne oczy.

Jakim tatą okazał się Twój partner Francois?

Bardzo dobrym, wspaniałym! I takim delikatnym. Ale też to on wprowadza zasady w domu. Ja jestem tym bardziej koleżeńskim rodzicem, a on wszystko systematyzuje. Uzupełniamy się.

Jaką mamą jesteś?

Chyba na za dużo pozwalam, więc dobrze, że Alice ma takiego tatę. Jak ona czegoś ode mnie chce, to potrafi mnie bardzo szybko złamać, a jego tak szybko nie da się zbajerować, on jest strażnikiem rozsądku.

Masz momenty tęsknoty za swoim dawnym życiem?

Dawne życie miało swoje walory i uroki, ale teraz jestem na innym etapie i bardzo mi się to podoba. Nie tęsknię za starymi rozdziałami, wolę żyć tu i teraz. Wspomnienia mam w głowie, tego nikt mi już nie zabierze. A muszę przyznać, że lata 20ste były bardzo barwne i dużo się u mnie działo: wyszalałam się, zwiedziłam pół świata i teraz jestem gotowa na ten rodzinny etap. Towarzystwo też się nam trochę zmieniło, bardziej na takie rodzinne. Mama ciągnie do mamy – trzymamy się razem.

Co Ci sprawia obecnie największą przyjemność?

Jak moja mała zje cały obiad, bo ona jest niejadkiem. Jak skończy miskę rosołu, cieszę się, jak nie wiem co. I generalnie jak ona jest szczęśliwa, ja też jestem szczęśliwa.

Masz jakąś pomoc do Ali?

Babcię – to najlepsza opieka. Jak jesteśmy w Polsce przebywamy w Ciechanowie: u moich rodziców, przy lesie, w naturze. Niańki były dorywczo w Zurychu, ale Alice też bardzo polubiła przedszkole. W Zurichu fajne jest to, że możesz przyprowadzić dziecko do przedszkola, kiedy chcesz, bez zapowiedzi, nawet turyści mogą to zrobić. Ala była kilka razy, a że jest bardzo towarzyska, spodobało jej się, więc teraz na pewno zapiszemy ją na stałe.

Ala jest dwujęzyczna?

Tak, tzn. jeszcze niewiele mówi – ma 2 lata – ale jak mówi, to rzeczywiście i po angielsku, i po polsku. Pierwsze słówka były po angielsku, jednak cały lock down – dużą część jej życia – spędziliśmy tutaj, w Polsce, więc mam wrażenie, że teraz to właśnie język polski wysunął się na pierwsze miejsce.

Co jest dla was najważniejsze w wychowaniu?

My się cały czas tego wychowania uczymy, bo tak naprawdę nikt z nas się na tym nie zna, żaden podręcznik nam nie odpowie na wszystkie pytania. Ale chyba najważniejsze dla nas jest to, żeby Ala była dobrym człowiekiem, żeby patrzyła na ludzi z szacunkiem, żeby miała dla nich miłość i ciepło, dużo dobra. To chcielibyśmy w niej zakorzenić. Nie da się na to pytanie odpowiedzieć krótko, lecz taka pierwsza myśl to: dobro i szacunek, to jest najważniejsze.

Mówisz, że dzięki Alice spełniasz marzenia…

Tak, ona wprowadziła zmiany w każdej dziedzinie mojego życia. Ciąża dodała mi odwagi, wsłuchałam się w siebie i teraz mogę robić to, czego chcę. Powstała firma, ala www. alanaturalbeauty.com   – od imienia mojej największej inspiracji, Alice. Ona symbolizuje prostotę, naturę, powrót do korzeni. To są kosmetyki pielęgnacyjne na każdy etap życia i każdy etap pielęgnacji, nie tylko dla kobiet, również dla mężczyzn. Ta prostota towarzyszyła mi w całym procesie tworzenia marki. Kosmetyki są minimalistyczne pod każdym względem. W tym też myślę tkwi ich siła.

Czym jest dla Ciebie macierzyństwo?

Przygodą i bezgraniczną miłością.

Miewasz gorsze momenty w tej przygodzie?

Tak. Mówimy tak lukierkowo o macierzyństwie, ale to tak wygląda tylko na zdjęciu. To jest przecież bardzo dużo pracy; tej ciężkiej, fizycznej, jak i psychicznej. Tego nie widać na zdjęciach bobasów, a jest to wykańczające. Latanie za dzieckiem to jest przecież taki sport, że szok!

Pozwalasz sobie na momenty niemocy, wypłakania?

Nawet nie, bo ja nie płaczę tak łatwo…

Wykrzyczałaś się, jak byłaś mała?

Tak, dokładnie. Chyba cała energia już wtedy ze mnie wyszła, bo teraz nie mam potrzeby płaczu czy krzyku. Ale wiesz co mnie koi? Natura. Jeżeli mam dość, miałam gorszy dzień, to idę na spacer, na rower: mała do siodełka i ruszamy. Za długo nigdy nie siedzę w negatywnej myśli. Ucieczka w sport, w naturę zawsze mi pomaga. Moja rada dla mam: jeżeli macie gorszy moment, znajdźcie aktywność fizyczną z dzieckiem, to naprawdę działa.

Co jest dla Ciebie najpiękniejsze i najtrudniejsze w macierzyństwie?

Najpiękniejsze to widzieć jej uśmiech, energię, to, jakim człowiekiem się staje. A najgorsze? Wiele było takich rzeczy, o których nie miałam pojęcia: np. karmienie piersią: jak to w ogóle wygląda; nie było dla mnie oczywiste, że jest to tak bolesne i trudne na początku. No ale… Trzeba było przez to przejść. Trudne są dla mnie również podróże z dzieckiem, bo Ala jest strasznie ruchliwa i dwugodzinna podróż wysysa ze mnie bardzo dużo energii. Nie lubię z nią podróżować samolotem, miejmy nadzieję, że niebawem wyjdzie z tego etapu i będziemy robić to częściej.

Chciałabyś mieć więcej dzieci?

Chcielibyśmy mieć syna, będziemy próbowali do skutku. Chociaż jak to powiedziałam, to teraz pewnie będę miała 4 dziewczyny (śmiech). Chociaż chyba nie, więcej niż trójka dzieci mi się raczej nie marzy. Ale marzy mi się, żeby wszystko pozostało w takim schemacie: fokus na rodzinę, potem na biznes, a na trzecim miejscu modeling. Tak jest dobrze.

zdjęcia: Aneta Zamielska