11.04.2021

Wywiadówka: Lara Gessler

Lara to osoba, która intryguje i ciekawi. To silna, mądra i wyjątkowo wrażliwa kobieta. To zakochana i kochana żona, a matka – spełniona, zachwycona! Ten wywiad pokazuje, że jest teraz w miejscu, które jest dla niej najlepsze i wspaniałe. Poczytajcie.

Jak dowiedziałaś się, że jesteś w ciąży?

Dowiedziałam się we Włoszech. Udało nam się wyjechać z naszymi przyjaciółmi na narty, to było w zeszłym roku. Spóźniał mi się okres. Bardzo chcieliśmy zajść w ciążę, ale ze względu na to, że mam zespół policystycznych jajników, nie mam regularnej comiesięcznej owulacji i dodatkowo mój cykl jest nierówny. Więc to, że trwał już 34 dni, to nie było nic dziwnego. Ale w którymś momencie miał już 40 dni, więc napisałam do mojej ginekolog: Robić test czy czekać do 50-tego dnia? Trochę tych ciążowych testów po drodze robiłam, kilka miesięcy wcześniej, a ich robienie nie jest przyjemną rzeczą, jeśli starasz się o dziecko… Ona na to: Rób! Więc przedostatniego dnia pobytu we Włoszech poszliśmy do małej apteki – która była też sklepem z produktami dla dzieci, więc śmiałam się, że tam na pewno same pozytywne testy sprzedają – i okazało się, że jestem w ciąży. Świetnie, że dowiedziałam się na koniec wyjazdu, bo pewnie – gdybym wiedziała wcześniej – bałabym się jeździć, a tak to się jeszcze wyjeździłam. Okazało się, że zarodek był na tyle silny, że zmiany ciśnień nie zrobiły na nim wrażenia, więc super. 

Czyli Twój mąż również dowiedział się od razu, nie musiałaś go jakoś specjalnie informować.

Nie. Zresztą to jest tak, że ten ciężar, wynik testu spoczywa, mam wrażenie, jednak na kobiecie. To nam się wydaje, że wszyscy wokół wpadają, a my nie możemy zajść w ciążę. Nikt nam nie mówi, że dla kobiety po 30. roku życia normą – jeżeli chodzi o staranie się o dziecko – jest pół roku do roku czasu. Moja ginekolog – wspaniała Marzena Dębska – powiedziała: Lara, załóż sobie, że przez rok nie zajdziesz w ciążę. Jak minie ten rok, to wtedy się do mnie zgłosisz. Powiedziałam: Ok, to ma sens. I chyba dzięki temu to jakoś poszło, udało się.

Czułaś, że jesteś gotowa na dziecko. Jak w sobie tę gotowość zdiagnozowałaś?

Zawsze chciałam mieć dużo dzieci, wiedziałam też, że jeżeli ma się to spełnić, muszę zacząć raczej wcześniej niż później. Poza tym trafiłam na odpowiednią osobę. W Piotrze jest dużo cech mojego taty, a ja jestem totalną córeczką tatusia i na „tatach” się znam. Wiedziałam, że on ma bardzo dużo ciepła w sobie, jest opiekuńczy, jednocześnie jest zodiakalnym baranem, więc ma w sobie też ogień. Bardzo, bardzo się spasowaliśmy. Piotr też jest rodzinny, więc wyszło to zupełnie naturalnie: skoro oboje tego chcieliśmy, stwierdziliśmy, że nie ma na co czekać. Rodzina jest dla mnie chyba największym sensem funkcjonowania i życia, i jestem bardzo podekscytowana tą całą „wycieczką”, która się szykuje.

Jak już wiedziałaś, że zostaniesz mamą, miałaś jakieś lęki z tym związane?

Jak już wiedziałam, że dziecko jest zdrowe, to najbardziej bałam się, że będę musiała mieć cesarkę. Długo przygotowywałam się do porodu naturalnego, dużo czytałam, miałam jakieś wyobrażenie na ten temat i strasznie chciałam się z nim skonfrontować. Już niewiele nam tych pierwotnych rzeczy zostało, tych instynktownych, które łączą nas z naturą, a poród naturalny według mnie zalicza się do jednej z nich. Bardzo chciałam się z tym zmierzyć. Z moją intuicją, moim ciałem, z jakąś taką konwersacją między mną a dzieckiem i między mną samą – taką jaką znam – a tą moją kobiecą częścią, jakiej nie znam i która obudzi się wskutek porodu.

Jak wyglądał twój poród w czasie pandemii? Piotr mógł być z Tobą?

Mógł i to było dla mnie bardzo ważne, bo my wszystko robimy razem. W związku z pandemią było trochę stresu, ostatnie tygodnie ciąży przesiedziałam w domu, żeby się broń Boże nie zarazić, bo wtedy – szpital COVIDowy i ani Piotra, ani mojej położnej nie mogłoby ze mną być… Ale koniec końców udało się z nimi urodzić i to było wspaniałe. Było tak jak chciałam. Nie obyło się oczywiście bez bólu, to było pewne zmaganie, ale poszło dość szybko: poród właściwy trwał 3 godziny – duża w tym zasługa mojej położnej. Według mnie można zrezygnować ze wszystkiego innego, ale należy zainwestować w dobrą położną , doradczynię laktacyjną i rehabilitantkę urofizjologiczną.  Kiedy znajdziesz ekspertów w tych dziedzinach, jesteś zaopiekowana. To dużo więcej da niż ładna sala porodowa.

Miałaś jakieś preferencje co do płci dziecka?

Byłam wychowana w męskim świecie, mam samych braci, więc myślałam sobie: Nie no… Chłopak! Ja nie będę wiedziała, co robić z dziewczyną. Ale jak już się okazało, że urodzi się dziewczynka, to nagle bardzo się ucieszyłam i to mnie samą zdziwiło. Natalia Klimas powiedziała mi, że najwyraźniej muszę odrobić swoją karmiczną relację z kobietami. Może tak właśnie jest? Pomyślałam sobie: Super! Ja z moją mamą mam bardzo nietypową relację: taką przyjacielską i odwróconą: to ja jestem bardziej matką niż ona. Chciałabym dać sobie i Nenie szansę na stworzenie typowej silnej relacji matka-córka. Nie mama-najlepsza przyjaciółka, bo na to mam alergię i uważam, że to jest niezdrowe, ale taką, że ona nie będzie musiała radzić sobie sama, nie będzie musiała być dzielna, bo zawsze będzie miała mnie i zawsze będzie mogła do mnie przyjść w potrzebie. Mam też nadzieję, że Nena będzie czerpać z naszej relacji z Piotrkiem, z tego, jak jesteśmy zżyci, będzie czuła, że wyrasta w miłości i skompletowała nas w jakimś sensie.

Kto wybierał imię, Nena?

Ja, ale Piotrusiowi też bardzo się spodobało. Czytałam książkę „Kobiety Witkacego”, Nena to była żona Witkacego, mimo że w dokumentach była Jadwigą. To imię pojawia się w kulturze rzymskiej i izraelskiej, ale u nas jest totalnie nieznane. Sama nosiłam mało popularne imię i nie skrzywdziło mnie to, nigdy nie miałam żadnego obciążenia z tego tytułu.

Co poczułaś, jak zobaczyłaś Nenę po raz pierwszy?

Wyglądała totalnie jak Zbigniew Stonoga i była cała fioletowa. Jak ją zobaczyłam, to był obłęd! To jest wrażenie tak abstrakcyjne… Mam to do dziś, że patrzę na nią i myślę: To jest moja córka, ona sobie już nigdzie nie pójdzie, ona tutaj zostaje. To poczucie, że jesteś jedyną osobą dla tej osoby… Po raz pierwszy w życiu. Ta osoba ma Ciebie i tatę, i wy jesteście tymi najbardziej szczególnymi ludźmi dla niej, ona nie ma nikogo innego na świecie. To jest  nieprawdopodobne, tego nie da się opowiedzieć.

Pokochałaś ją od razu?

Czuję do niej miłość olbrzymią i tak było od razu. Tym bardziej, że jest tak bardzo podobna do Piotra, a my się tak kochamy! I ta myśl, że to też jest on, że to w połowie ja, w połowie Piotr – to jest niezwykła emocja. Ona towarzyszyła mi przez całą ciążę. Ale też świadomość, że to jest zupełnie nowa dusza, osobny człowiek, który właśnie się pojawia. Oczywiście ona pod wieloma względami może być do nas podobna: może czytać tak szybko jak Piotr albo biegać tak szybko jak ja, ale pod koniec dnia to jest odrębna dusza. Nie mogłam się więc doczekać tego, że nie wiem, co będzie mnie czekać.

Jaka ona jest?

Jest spokojna, bardzo dla nas łaskawa. Śpi z nami, śpi na cycku, je przez sen. Od razu, od początku była bardzo dużą przylepą. Generalnie to jest sample sale! Ja tutaj czuję jakiś podstęp (śmiech).

Jakie były Wasze początki razem?

Ciężko mi było przez pierwsze dwa dni w szpitalu: Piotrka z nami nie było, bo nie mogło go być. Pamiętam, że nuciłam Nenie kołysankę, której od tamtej pory nie nuciłam jej już nigdy, bo ryczeć mi się chciało. Jak ją wtedy śpiewałam, to płakałam, było mi smutno i ciężko. Poza tym pierwszej nocy w szpitalu nie przespałam ani minuty. Nie odłożyłam jej, chciałam, żeby spała ze mną, ale bałam się, że zakrztusi się moim mlekiem. I od tej pory śpi z nami już 5 miesięcy i jest super. Trudnym tematem na początku była też laktacja – mój organizm zaczął pełnić zupełnie nową funkcję. Nagle miałam wszystko w mleku, wszystko było lepkie i mokre, a hormony nie chciały wyhamować; musiałam opanować tą nową część mojej kobiecości, której dopiero się uczyłam. Żeby się w tym wszystkim odnaleźć, trzeba przyjąć to pokornie, być dla siebie łaskawą, wrażliwą, troszczyć się o siebie i podchodzić do siebie z bardzo dużą miłością. Bo jak tobie będzie dobrze, to dziecku też będzie dobrze. Już ze dwa czy trzy razy przytrafiło mi się zapalenie piersi, ale generalnie bardzo szybko doszłam do siebie po porodzie. Dzięki wspomnianej dobrej położnej obyło się bez pęknięcia, bez nacięcia i po 10 dniach mogłam robić wszystko i czułam się świetnie. Ale to, czego nie lubię, to jest to straszenie, którego doświadczyła pewnie każda przyszła matka. Jak się staraliśmy o dziecko, słyszeliśmy: Oooo to może potrwać. Potem: Jak zajdziesz w ciążę, będziesz wymiotować, będzie Ci niedobrze, lodówki nie będziesz mogła otworzyć. A trzeci trymestr? To już będziesz jak beczka, nogi ciężkie, wszystko spuchnięte. Poród? To największy ból na świecie! Połóg? To jest tragedia! Cała ciąża, poród to jest nic, połóg to jest dopiero! A teraz jak? Dobrze jest? To się skończy, zobaczysz: kolki, ząbkowanie, nieprzespane noce. Ja się pytam: Po co to? Skuś baba na dziada, żeby Ci tylko za dobrze nie było. To jest tak niefeministyczne, to jest jakaś zawiść beznadziejna. Że jak mi jest dobrze, to ja ci to dobrze zabieram. To jest niezależne „dobrze”, tobie może być tak samo dobrze jak mi. Ale ja jestem wychowana z facetami, więc sobie wszystkie te opinie rozmasowuję.

Jak Cię macierzyństwo zmieniło?

Dopełniło mnie totalnie, jestem zachwycona. Odnalazłam się w tym zupełnie, kocham być mamą, uwielbiam! Zawsze miałam w sobie gigantyczną opiekuńczość, a w związku z tym, że byłam najmłodszym dzieckiem, to nie miałam na kogo tej opiekuńczości przelać. No może na mamę, ale jej nie widuję bardzo często. Macierzyństwo jest dla mnie perfekcyjne. Uważam, że życie jest dużo zabawniejsze, jak są dzieci, wiele rzeczy ma sens: święta, wyjazdy… I ta ich wiara w ciebie, pewna naiwność – to powoduje, że chcesz im przedstawiać świat, tworzyć go. Ktoś daje ci czystą kartę, ktoś ciebie dopiero poznaje i dodatkowo poznaje świat takim, jakim ty mu go przedstawiasz. Ja w tym upatruję nieprawdopodobną szansę i odpowiedzialność. To jest coś magicznego. Ja się w tym świetnie odnajduję, bo moja opiekuńczość i kreatywność znajdują ujście, duże pole do popisu.

Jakim tatą okazał się Piotr?

Dokładnie takim jak sądziłam: bardzo opiekuńczym, bardzo mnie wspierającym, bardzo ciepłym. I absolutnie w Nenie zakochanym. Widać, że on w rodzicielstwie mógłby się kąpać (śmiech). Tak jak ja chce mieć dużą rodzinę, jego to nie przeraża, nie czuje, że dziecko coś mu zabrało. Jest supertatą i bardzo fajnym człowiekiem, który bardzo dużo wie, dużo czyta, potrafi robić w drewnie, gra na gitarze, świetnie śpiewa, co też jest pewną wrażliwością. Ma takie cechy, które ja uznaję za cenne: jego spokój, ale też to, że potrafi tupnąć, kiedy trzeba. Jak o nim myślę, to myślę sobie, że fajnie mieć takiego tatę. On uwielbia spędzać z Neną czas. My stale jesteśmy razem. On mówi: Ja nie lubię być bez was. Tak sobie aranżujemy życie, żeby być cały czas razem.

Jaką Ty jesteś mamą?

Myślę, że troskliwą i dość zabawną. Mam wrażenie, że jak na razie jestem absolutnym króliczkiem duracella. Jak już Piotrek nie może, to nagle okazuje się, że ja mam dodatkowe pokłady mocy, żeby jeszcze Nenę wychichrać, jak ma gorszy humor, zamęczyć ją swoim uśmiechem i jej własnym śmiechem, żeby już odpadła i żeby w ten sposób rozpuścić to nasze rodzinne zmęczenie, kiedy jest coś gorzej. Póki co jestem mamą z niespożytą energią i mam mnóstwo siły, odpukać. W związku z tym, że mała chodzi spać wcześnie, to mamy też z Piotrem czas dla siebie i to jest bardzo ważny czas. Pielęgnujemy to, że znajdujemy 2-3 godziny, kiedy możemy się wyprzytulać i skupić na sobie. To jest strasznie ważne, żeby rodzice pozostali zakochani. Bo jak wszystkich nas przygniotą obowiązki i nie będzie czasu na pielęgnację miłości, to po nas. Bardzo chcę, żeby Nena wyrastała w poczuciu, że jej rodzice się kochają i żeby miała dobry model od początku, bo to jest podwalina: szczęśliwa para, szczęśliwi rodzice – archetyp.

Jak Wasz związek zmienił się po dziecku?

Mamy trochę mniej czasu, jesteśmy mniej nastolatkami, ale też doceniamy dużo bardziej te chwile, kiedy mamy wspomniany czas dla siebie. W ogóle czas jest bardziej kaloryczny, spędzamy go bardziej intensywnie: intensywniej się opiekujemy, intensywniej odpoczywamy, intensywniej jesteśmy ze sobą. Wydaje mi się, że po dziecku jesteśmy dużo bardziej świadomi czasu i bardziej świętujemy. Mamy więcej takich małych chwil, momentów docenienia tego, co się dzieje. Myślę też, że jesteśmy bardziej świadomymi partnerami; mamy wspólny „superprojekt” i chcemy być razem jak najlepsi dla niej.

Co jest podstawą wychowania u Was?

Miłość. Jesteśmy totalnie typami troskliwych misiów. Wiemy, że bardzo ważne jest to, żeby dużo przytulać, żeby było dużo kontaktu, dużo szczerości, dużo rozmowy i ciepła. Tego wszystkiego musimy nauczyć tę nową istotę, która jest dzika w tym wszystkim. My jesteśmy bardzo emocjonalni, łatwo się wzruszamy, łatwo płaczemy, Nenę też chcemy wychować we wrażliwości, cieple i miłości, której się nie wstydzimy i nie chcemy, żeby ona kiedykolwiek wstydziła się emocji i uczuć. Nie mam czegoś takiego, że chcę wychować twardą kobietę, kolejną girl boss, zupełnie nie. Po prostu chcę, żeby była szczęśliwa, żeby kochała, nie wstydziła się być wrażliwa, żeby była kinestetykiem, osobą, która lubi dotyk. Żeby była szczera i chłonna, lubiła ludzi i lubiła się przytulać. To byłoby super.

Nena jest kopią Piotra. A widzisz w niej coś z siebie? 

Ma gesslerowski uśmiech półgębkiem – to jest charakterystyczna sprawa u mnie w rodzinie, ma też całkiem długie nogi, więc może będzie miała nogi po mnie? Ale tak w ogóle to ja nie jestem zaborcza w kwestii tych podobieństw; nie ma to dla mnie znaczenia. Bałam się mieć córkę, myślałam sobie: Jak też będzie miała taką, nazwijmy to, niekomercyjną urodę, to może będzie jej w życiu trudno i już lepiej mieć syna? Bo syn – grunt, żeby miał mocny charakter. Więc to, że ona jest podobna do Piotrka, jest super.

Czym jest dla Ciebie macierzyństwo?

Superprzygodą i sensem życia, bo rodzina jest tym sensem, a ja jestem fanką życia rodzinnego. Uważam, że fajnie, że mam dziecko teraz, to jest dobry moment, fantastycznie  wykorzystałam moje lata dwudzieste i kawałek trzydziestych, nigdy nie będę żałowała, że czegoś nie zrobiłam, bo naprawdę udało mi się wiele fajnych rzeczy. Nie mam też poczucia ograniczenia związanego z dzieckiem. Podróże są i będą teraz inne, bo z nią. To pokazywanie jej świata… Nagle nie grasz na siebie, ale grasz na dziecko i to jest wspaniałe. Tym też dla mnie jest macierzyństwo: przestajesz być swoim priorytetem. Oczywiście musisz dbać o swoją psychikę, w tym sensie, że najpierw sobie, potem dziecku, bo z pustego i Salomon nie naleje, ale chodzi o to, że jednak fajnie jest być w roli nauczyciela. Już nie mogę się doczekać aż ona będzie jeść, jak będę jej pokazywać smaki, od początku tworzyć całą ich paletę. Dla mnie to coś nieprawdopodobnego. Macierzyństwo jest też dla mnie spełnieniem, czymś, o czym zawsze marzyłam, czymś, co w czasach, gdy byłam nastolatką, wyciągnęło mnie z anorektycznych momentów, bo bardzo się bałam, że coś sobie tak już spieprzę z hormonami, że nie będę mogła mieć dzieci, a to byłby dla mnie największy koszmar i to był mój największy lęk przez całe życie. Bardzo dużą ulgę przyniosło mi pojawienie się Neny. Czuję, że to jest to miejsce: najlepsze i wspaniałe.

Co jest najpiękniejsze a co najtrudniejsze w macierzyństwie?

To pewnie się uzupełnia. To samo jest najpiękniejsze i najtrudniejsze. To, że to się nie kończy, że nie ma przerw, że cały czas jesteśmy razem i nie możemy się sobą nacieszyć, ale też nie ma odpoczynku i alternatywny. Plus ten lęk, z którym będę żyła całe życie.

Wspomniałaś o tym, że chcesz mieć dużo dzieci. Dużo to znaczy ile?

Na pewno musi być jakiś chłopak, ale ostateczna liczba będzie zależała od temperamentów dzieci (śmiech). Nie zamierzam czekać zbyt długo z kolejnym dzieckiem. Są takie duże problemy z zachodzeniem w ciążę. Jak sobie wyobrażam, że miałabym teraz stosować antykoncepcję przez parę lat, potem z niej zrezygnować, żeby znowu zacząć całą psychozę związaną z zachodzeniem w ciążę, to już mnie telepie. Uważam, że jak ma się zdarzyć, niech się zdarzy. Tak lepiej.

Za pomoc w realizacji dziękujemy Solutions Rent.