12.07.2020

Wywiadówka: Magdalena Lamparska

Od Magdy bije spokój, ale też siła. Kobieca siła. Magda jako matka składa się z emocji, marzeń i mądrości. Wiele razy w tym wywiadzie mówi, że nie wierzy w macierzyństwo idealne. Mówi też, że gdyby nie jej syn, to wiele by ją ominęło. Wy nie możecie ominąć tego wywiadu! Obiecuję Wam, że po jego przeczytaniu, jej nieidealne macierzyństwo uznacie za idealnie zdrowe i piękne.

Urodziłaś swojego syna dość wcześnie jak na dzisiejsze realia…

Zostałam mamą w wieku 29 lat i rzeczywiście można powiedzieć, że to względnie wcześnie na obecne czasy. Wcześniej byłam zaangażowana w swój rozwój, studia, karierę zawodową. Prawda jest taka, że na macierzyństwo zawsze jest dobry moment (śmiech). Z pewnością był to bardzo dobry moment dla mnie.

Macierzyństwo zaplanowałaś wcześniej?

Bardzo chciałam zostać mamą, ale wiedziałam też, że po drugiej stronie muszę mieć odpowiedzialnego partnera. Poznałam mojego męża i oboje bardzo chcieliśmy być rodzicami, ogromnie się ucieszyliśmy, gdy dowiedzieliśmy się, że nimi zostaniemy. Było też wiele niepewności i strachu, ale równocześnie czas oczekiwania na tę trzecią osobę, która do nas dołączy, był naprawdę niezwykły. Mój mąż często mówił do brzucha, puszczaliśmy synkowi muzykę… Bardzo lubię powiedzenie, że dziecko wybiera swoich rodziców. Tymoteusz wybrał nas.

Mówisz, że było wiele niepewności. Czego się obawiałaś?

Najbardziej kwestii medycznych. Nie afiszowałam się z ciążą, bo miałam przekonanie: A co, jeśli coś będzie nie tak? W życiu bywa różnie. Uważam też, że nie ma w życiu nic, za co trzeba być bardziej wdzięcznym, niż zdrowe dzieci. Wszystko inne może się stać, można na to zapracować, można to stworzyć, ale zdrowie jest czymś najważniejszym i bezcennym.

A nie było strachu o to, jaką będziesz mamą, czy podołasz?

Oczywiście, że zastanawiałam się nad tym. Wydaje mi się, że każdy inteligentny, empatyczny człowiek ma wielkie oczekiwania wobec siebie i chciałby sprostać temu trudnemu zadaniu. Każdego dnia dowiaduję się, że idealne macierzyństwo nie istnieje. Teraz też zupełnie inaczej patrzę na moją mamę, a moje macierzyństwo otworzyło na nowo naszą relację. Dopiero jak samemu zostaje się rodzicem, docenia się, jaki to jest ogromny trud i odpowiedzialność. Miałam też obawy, czy uda mi się połączyć moją pracę z macierzyństwem. Mam bardzo nieregularny i niestabilny zawód, było więc trochę zmartwień. Ale przede wszystkim pojawiła się ogromna radość i siła, która przyszła wraz z macierzyństwem.

Twój mąż był przy porodzie?

Był, bardzo chciał. Mój mąż jest podróżnikiem i powiedział, że Mont Blanc w porównaniu do porodu to niewielkie wyzwanie. Podczas porodu czuł ogromną odpowiedzialność za moją relację z lekarzami i położną, poczuwał się do odpowiedzialny, żeby działać, gdyby cokolwiek działo się niepomyślnie. Czułam to. To był trudny, ale też najpiękniejszy moment w naszym życiu. Wcześniej trochę sobie nie radziłam z odstraszającymi i często przerażającymi opowieściami kobiet na temat porodu. Oczywiście każdy ma swoje doświadczenia, ale na kobietę, która jeszcze nie rodziła, takie opowieści działają blokująco i stresująco. Dziś, jak spotykam koleżanki, które są przed porodem, mam dla nich jedną radę: żeby się nie nastawiały na nic, nie zakładały niczego, bo każdy poród, każda historia jest inna. Ja sama chciałam zaplanować poród ze strachu. Chciałam wiedzieć, jak to przebiegnie, żeby mieć choć trochę kontroli nad tym.

Co czułaś, co sobie pomyślałaś, jak zobaczyłaś Tymka po raz pierwszy?

Zalała mnie nieobliczalna fala bezwarunkowej miłości. Przez 9 miesięcy nosiłam pod sercem moje maleństwo, czekałam na tę wyjątkową osobę i potem ona przyszła na świat, to wywróciło moje życie do góry nogami.

No właśnie: jak się zmieniłaś pod wpływem synka? Co on w Tobie zmienił?

Jestem bardziej wyrozumiała, spokojniejsza, trudniej mnie wyprowadzić z równowagi, jestem uważniejsza. Bardzo doceniam nasz wspólny czas. Stałam się również mistrzynią logistyki. Każda pracująca mama wie, jak wymagające jest połączenie domu z karierą zawodową. Aczkolwiek uważam, że nie ma idealnego macierzyństwa, bo każda z nas popełnia błędy. Nie oczekuję od siebie idealnej wersji macierzyństwa.

Jesteś dla siebie wyrozumiała?

Bywa, że mam wyrzuty sumienia, bo jestem za długo w pracy. Ale staram się być uważna, uważna na emocje mojego syna, pozwalam mu się złościć, tak samo jak pozwalam się złościć sobie. Rozmawiamy o emocjach, nazywamy je. Kiedy dziecko krzyczy i rodzic mówi: Cicho bądź, nie wolno tak, to jest brzydkie, nie zgadzam się z tym. Małe dziecko nie wie, dlaczego krzyczy, należy mu to wytłumaczyć. Trochę przekładam mój zawód aktorki na macierzyństwo, bo to jest praca o emocjach, o studiowaniu człowieka. Wszystkie najcięższe traumy biorą się z dzieciństwa, myślę więc o odpowiedzialności za emocje mojego dziecka i staram się o nie dbać. Pytam go: Co? Jesteś zły? On mówi: Tak, jestem zły. Jesteś smutny? Tak, jestem smutny. O! Jesteś wesoły. Nazywam to, żeby on wiedział, co się z nim dzieje. Warto poczytać trochę książek o emocjach dzieci. Pamiętam, że kiedyś jedna z moich koleżanek mam, kiedy powiedziałam do mojego synka: Jestem z Ciebie dumna, zaproponowała mi: A spróbuj mówić: uważam, że powinieneś być z siebie dumny. Żeby to nie moja duma była dla niego ważna, ale żeby on sam był z siebie dumny. To jest bardzo dobra postawa do budowania w dziecku pewności siebie niezależnej od drugiej osoby. Uważam, że kluczową sprawą w macierzyństwie jest również grupa wsparcia, grupa przyjaciółek, koleżanek, mam. Do mnie też z poradą można zadzwonić o każdej porze dnia i nocy.

Jak sobie radziłaś jako świeżo upieczona mama?

Nic nowego nie odkryję: nieprzespane noce, ogromne zmęczenie, a wyprawa na spacer była wycieczką niemalże do Los Angeles. To był piękny, ale i trudny czas. Przez ten początkowy okres kobieta w jakiś sposób traci swoją tożsamość. Wiele osób pyta o dziecko, nie o stan fizyczny i emocjonalny kobiety. Na początku nie wyglądałam najlepiej, nie miałam po prostu na to czasu. Kiedy pod moim domem przyłapywał mnie paparazzo, na portalach ukazywały się moje zdjęcia z pytaniami: Czy schudła, czy przytyła? Czy dobrze wygląda? Czy wygląda źle? Tak czy nie? Pamiętam, jak zobaczyłam takie swoje zdjęcie i mówię mojemu mężowi: Patrz, jak ja wyglądam! Jakbym była chora. A on na to: No cóż, chyba musisz się malować (śmiech). Potem skorzystałam z pomocy mojej wspaniałej mamy, która przyleciała do mnie ze Stanów Zjednoczonych. 3 miesiące po porodzie wróciłam do teatru, żeby grać wieczorne spektakle, wydałam też moją debiutancką powieść: „Wszystko albo nic #jakpolanegri”. Mój mąż też bardzo mnie wspierał w połączeniu macierzyństwa i mojego zawodu.

Sprawdził się w roli taty?

Bardzo. Razem jeździliśmy po całej Polsce na spotkania autorskie związane z promocją książki. Ja miałam spotkanie, a mój mąż krążył wtedy z wózkiem nieopodal. Wieczorami, jak szłam do teatru, to on zajmował się Tymkiem. Nie miałam pojęcia, nie mogłam wiedzieć wcześniej, jakie to jest wyzwanie być pracującą mamą, i z jakimi przeciwnościami się to wiąże. Chciałam się realizować, więc wynajdywałam rozwiązania, które mogłam uskutecznić w mojej rodzinie, żeby nie odkładać mojego marzenia na później, aby nie rezygnować z siebie. Miałam poczucie, że jeżeli ja będę szczęśliwa, to mój synek też będzie szczęśliwym dzieckiem. Chciałam mu pokazać, że w życiu trzeba spełniać marzenia. Chciałam mu powiedzieć: Zapraszam Cię do mojego życia. Będę się starała, jak tylko mogę.

Łatwo czy trudno połączyć macierzyństwo i karierę?

Problemem u kobiet są wyrzuty sumienia, często związane z konfrontacją z oczekiwaniami wobec nas i wyidealizowanym wzorem macierzyństwa. Ja mam problem z połączeniem obowiązków domowych z pracą i opieką nad synkiem. Chciałabym, żeby były 3 Magdy: jedna, która pracuje zawodowo i się realizuje, druga, która dba o dom i gotuje, i trzecia, która jest na placu zabaw i spędza czas wyłącznie z Tymkiem. Uczę się uczciwie dzielić czas na te trzy wersje siebie. Dopiero teraz, kiedy mój synek ma prawie 3 lata, zaczynam myśleć o sobie samej, nie tylko w kontekście „mama”. Wiesz… nie chcę kultywować przekonania, że macierzyństwo jest łatwe. Jego nieodzownym elementem jest zmęczenie. Nie staram się być perfekcyjna i wiem, że nie połączę idealnie pracy i macierzyństwa. Dlatego nie oczekuję od siebie wyciętej laurki z Instagrama, bo to jest fikcja.

Jaką jesteś mamą?

Jestem mamą, która lubi się bawić, wymyślać różne aktywności, robić „głupotki” – jak komentuje to mój synek. Uwielbiamy się przytulać i opowiadać sobie różne historie. Jestem mamą, która uczy się stawiać granice. Jestem mamą świadomą tego, że dzieciństwo ma kluczowy wpływ na całe nasze życie. Jest taka fajna książka: „Ja jestem ok – ty jesteś ok”. Thomas Harris pisze o tym, że w dziecku do 4. roku życia zapisujemy różne ważne słowa, które mogą towarzyszyć mu do końca życia. To one później mają wpływ na to, jakimi dorosłymi się stajemy. Każdy z nas, każdy rodzic ma na to wpływ. Ja staram się być świadoma słów, które wypowiadam do Tymka i uważnie go słuchać. Uważam też, że dziecku trzeba dawać możliwość wyboru: Która koszulka: ta czy ta? Które buty? Mój syn, kiedy ma wybór, zupełnie inaczej funkcjonuje, wszystko dzieje się szybciej i sprawniej.

Jakim tatą jest Twój mąż?

Bartek jest mega odpowiedzialnym i bardzo spokojnym tatą. Z wykształcenia jest również pedagogiem – jest po psychoterapii i socjoterapii – ma duże doświadczenie w tych kwestiach. Trudno go wyprowadzić z równowagi, ale nasz synek to czasem potrafi (śmiech). Mamy zasadę, że pokazujemy mu świat przez działanie. Podróże są na to najlepszym sposobem. Najpierw była Polska, potem samochód i zagranica, na końcu: samolot i świat. Mój mąż jest naszym przewodnikiem. Uwielbiam patrzeć na jego relację z Tymkiem. Obecność taty jest niezwykle ważna w rozwoju dziecka.

Co Tymek ma z Ciebie a co z Twojego męża?

Nasz synek wygląda jak mały tata (śmiech). Charakter jednak ma podobno po mnie: jest przebojowy i kreatywny, ale z drugiej strony jest bardzo emocjonalny. To silna osobowość, ale jest też bardzo empatyczny w stosunku do dzieci, bardzo pomocny. Mam poczucie, że się od niego uczę wszystkiego tego, czego nie powinnam się oduczyć, czyli totalnej spontaniczności. To jest powrót do obserwacji świata z ważnego punktu – zachwytu wszystkim. My jako rodzice też pokazujemy mu nasz świat, nasz zachwyt poprzez podróże, piękne miejsca, naturę… Chciałabym, żeby również dzięki temu wiedział, że nie ma rzeczy niemożliwych. Będę chciała mu pomóc w tym, żeby dowiedział się, kim jest i czego chce.

Na jakiego mężczyznę chcesz go wychować?

Chciałabym, żeby był empatyczny, uważny na ludzi, żeby nie był egoistą, był otwarty i sprawczy. Marzę, żeby znał swoją wartość i miał pasję w życiu. Chcę towarzyszyć mu w procesie poznawania świata. Myślę, że rodzimy się już z jakimś charakterem, z jakimś temperamentem życiowym. Nie chcę projektować moich oczekiwań na niego. Chcę, żeby był po prosty szczęśliwy.

Czym jest dla Ciebie macierzyństwo?

Macierzyństwo jest dla mnie dopełnieniem mojej kobiecości, mówię „mojej”, bo nie każda kobieta tak ma i nie każda musi tak mieć. Jest dla mnie doświadczaniem miłości bezwarunkowej, jest też powrotem do umiejętności bycia tu i teraz. Czasem się śmieję, jak często wybiegam w przyszłość, jak często jestem w przeszłości, a jaką radość osiągam, kiedy jestem tu i teraz: w zabawie z Tymkiem, w tych naszych głupotkach. Myślę sobie, że gdyby nie on, to wiele by mnie ominęło.

Co jest najtrudniejszego w macierzyństwie?

Najtrudniejsza jest ciągła obawa, ciągłe zmartwienie, ciągła odpowiedzialność… o to żeby wszystko było dobrze. Przede wszystkim, żeby było zdrowie.

Chciałabyś mieć jeszcze dzieci?

Bardzo!

Córkę?

Za pierwszym razem chciałam mieć syna, a teraz bardzo chciałabym mieć córkę. Oczywiście najważniejsze jest zdrowie dziecka, ale łapię się na tym, że chciałabym widzieć, jak rozwija się kobieta. To musi być coś pięknego! Chciałabym dać mojej córce takie narzędzia, których ja sama nie dostałam. Ostatnio rozmawiałam z moją mamą i zapytałam jej: Mamo, jak patrzysz na mnie już teraz, to czujesz ulgę? Moja mama powiedziała, że tak. Jakie to jest mocne! Moja mama widzi mnie jako silną kobietę, jako sprawczą osobę, odpowiedzialną za siebie, niezależną… Chciałabym pokazać mojej córce taki właśnie rodzaj kobiecej siły.

Życzę więc córki!

Czekam na nią. Dziecko wybiera nas… Lubię tę teorię.

zdjęcia: Aneta Zamielska