09.08.2020

Wywiadówka: Małgorzata Kożuchowska

Gosia jest wyjątkowa. Jej aktorska charyzma i urok to jest coś niesamowitego! Słucha się jej i patrzy na nią w ekscytacji. Jest też bardzo zabawna i super wyluzowana. To silna osobowość, a mama – kapitalna. No KAPITALNA! Przekonajcie się, poczytajcie!

Zostałaś mamą w wieku 43 lat…

Nie da się ukryć (śmiech).

Wcześniej nie miałaś takiego macierzyńskiego zewu krwi, że chciałaś, ale coś Ci przeszkadzało, coś innego było do zrobienia?

Poczułam to dopiero po 40-stce. Kiedy wcześniej wyobrażałam sobie swoje życie, zawsze widziałam siebie jako mamę. Sama pochodzę z wielodzietnej rodziny, mam dwie młodsze siostry, mój dom był gwarny i pełen dzieci, więc ten model rodziny od zawsze mi się podobał. Zawsze też starałam się podejmować w życiu decyzje, które są zgodne z tym, co czuję, o czym marzę, co uczyni mnie szczęśliwą . Starałam się nie ulegać żadnym namowom ani presji, szczególnie tej z zewnątrz. W wywiadach często pytano mnie o dziecko i w pewnym momencie zaczęło mnie to nawet lekko irytować, to są bardzo osobiste sprawy i uważam, że takie pytania są wręcz nietaktowne. Bardzo intensywnie wtedy pracowałam i byłam zaangażowana w długoterminowe projekty. Czekałam na taki moment w swoim życiu, kiedy będę mogła sama przed sobą uczciwie stwierdzić: Chcę mieć dziecko, chcę być mamą. Teraz. I taki moment przyszedł , a wtedy byłam już po 40-stce. Na początku nie było łatwo. Szybko zrozumiałam, że jeśli ma się to wydarzyć, to muszę poświęcić się temu w 100%. I że czasu mam coraz mniej… Nawet moja lekarka mówiła: Widzę, że Pani postawiła sobie cel i nie przyjmuje do wiadomości, że to się może nie udać. Dokładnie tak jak z każdym innym celem, który sobie stawiałam – pomyślałam (śmiech). Okazało się jednak, że to wcale nie jest taka prosta sprawa… Na szczęście miałam bardzo dużo szczęścia i trafiłam na wspaniałych lekarzy, a prywatnie cudownych ludzi, z którymi przyjaźnię się do dziś.

Jak dowiedziałaś się, że jesteś w ciąży?

Pierwszy pozytywny wynik testu wysłałam mojej Pani doktor, a ona poprosiła, żebym to badanie powtórzyła za 48 godzin, bo dopiero wtedy będzie można mieć pewność. Później powiedziała mi, że z medycznego punktu widzenia na zajście w ciążę miałam…2% szans. 

Kiedy powiedziałaś mężowi?

Dopiero kiedy miałam stu procentową pewność. Moja ciąża była trudna… Trzeba było na nią chuchać i dmuchać. Od mojej Pani doktor usłyszałam: Za nami dopiero pierwszy etap…Bo przecież nie chodzi o to, żeby Pani urodziła dziecko, ale o to, żeby Pani urodziła dziecko zdrowe. Dlatego też przez pierwsze trzy miesiące musiałam leżeć. Było to krótko po premierze mojego spektaklu w Teatrze Narodowym. Była już wyznaczona jego zagraniczna trasa Kanada – Stany Zjednoczone, wyprzedano sale i bilety… Nie miałam wyboru i musiałam iść do dyrektora teatru i z nim szczerze porozmawiać. Było to dla mnie o tyle ciężkie, że przecież do trzeciego miesiąca ciąży w ogóle nie powinno się nikomu o niej mówić, bo nigdy nie wiadomo, co się wydarzy. Ja o swojej ciąży musiałam poinformować innych już w drugim tygodniu, bo nic innego nie usprawiedliwiałoby mojej rezygnacji z grania w spektaklu na krótko po jego premierze.

Jak zniosłaś te 3 miesiące leżenia?

Była to dość ekstremalna zmiana, ponieważ normalnie prowadzę bardzo aktywny tryb życia. Na początku potraktowałam to jako możliwość nadrobienia zaległości w czytaniu książek, oglądaniu filmów i kontaktach ze znajomymi. Jednak po pewnym czasie takiego leżenia, zaczął mi bardziej doskwierać brak jakiejkolwiek aktywności. Podziwiam kobiety, które muszą leżeć przez całą ciążę. Pamiętam ten moment, kiedy mówiłam swojemu lekarzowi: Rozumiem, że mam leżeć, ale chyba z psami do ogrodu to mogę wyjść? Usłyszałam: Proszę Pani, Pani ma leżeć w pozycji horyzontalnej, a wstawać proszę bardzo ostrożnie i tylko wtedy, jeżeli rzeczywiście jest taka potrzeba. Posiłki raczej też należy jeść w pozycji półleżącej. Dopiero wtedy dotarła do mnie powaga sytuacji w jakiej się znalazłam.

Nie miałaś myśli, że może się nie udać?

W ogóle nie brałam tego pod uwagę. Idąc do specjalisty, mówiłam sobie: Łatwo nie będzie, ale zrobię wszystko co w mojej mocy, żeby zawalczyć o dziecko i nie mieć potem do siebie pretensji, że odpuściłam. Zrobiłam to, co miałam zrobić, a potem była praca lekarza i moje pokorne dostosowanie się do jego wskazówek, co finalnie zadziałało. O całym procesie opowiedziałam z wiarą i z poczuciem wewnętrznego obowiązku w pierwszym wywiadzie po urodzeniu Jasia. Chciałam, żeby pary, które starają się o dziecko, wiedziały, że są lekarze, którzy mogą im pomóc. Podstawą jest przede wszystkim diagnoza. Moja Pani doktor Katarzyna Jankowska, endokrynolog, powtarza: Każda kobieta ma inny tryb życia, inaczej się odżywia, potrzebuje innej ilości snu, inaczej reaguje na stres. Jesteśmy zupełnie różne i nie można przyłożyć jednej matrycy do wszystkich kobiet. Do każdej trzeba podejść bardzo indywidualnie, wnikliwie zdiagnozować, próbując odkryć przyczynę problemu i potem konkretnie ją leczyć. Po 6 miesiącach od rozpoczęcia terapii zaszłam w ciążę. Przeżyłam to na własnej skórze, być może ktoś skorzysta z mojego doświadczenia i będzie szczęśliwą mamą.

Jak już wiedziałaś, że będziesz mamą, pojawiły się jakieś wątpliwości?

Wiadomo, że tych pytań i wątpliwości zawsze jest na początku sporo. Byłam bardzo przywiązana do swojego trybu życia, a jednak dziecko – nie ma co ukrywać – dużo w twoim życiu zmienia, determinuje twoje wybory i rządzi twoim czasem… Po urodzeniu Jasia, pierwszy raz w życiu miałam poczucie, że ta malutka istota jest w 100% zależna ode mnie. To jest najgłębsza możliwa więź między ludźmi! Szczególnie na początku, kiedy karmiłam. Choć nie było to wszystko dla mnie łatwe.

A jak czułaś się w ciąży?

W ciąży dużo przytyłam. Brałam też leki, co dodatkowo utrudniało mi powrót do starej wagi. Ostatecznie dopiero po roku byłam w stanie wrócić do swoich ubrań sprzed ciąży. Pamiętam, że Bartek kupił mi stepper do ćwiczeń, ale po kilku tygodniach stwierdziłam, że zanudzę się na nim na śmierć i do dzisiaj stoi samotnie bidulek na tarasie (śmiech). Podeszłam do tego po swojemu: zamówiłam sobie dietę pudełkową, która bardzo ułatwiła mi życie. Jako karmiąca mama i jednocześnie osoba zmagająca się z chorobą Hashimoto, musiałam zadbać o posiłki odpowiednio dobrane do moich potrzeb.

Jak wyglądały wasze początki w trójkę?

Trudne dla mnie było, jak już wspomniałam, karmienie. Ale byłam z siebie dumna, że przetrwałam ten pierwszy okres, że się nie poddałam. Mówiłam sobie: Nie możesz się nad sobą rozczulać! Wszystkie kobiety to przechodzą i dają radę, więc dlaczego ty miałabyś nie dać? Zacisnęłam zęby i się udało. Dodatkowym utrudnieniem okazała się dla mnie pora roku. Urodziłam w październiku, a po 3 miesiącach, w środku zimy, musiałam już wrócić do pracy. Na początku na zdjęcia jeździłam z Jasiem, więc cała logistyka ubierania i to, żeby zdążyć na czas, nie było łatwym zadaniem.

A nieprzespane noce były?

Nie. Jaś super spał. Jesteśmy rodziną śpiochów, on ma nasze geny! Budził się raz w nocy, brałam go na karmienie do łóżka i potem zostawał już z nami. Jaś nie był też dzieckiem płaczącym. Był radosny i naprawdę nieuciążliwy. Jakby wiedział, że mama musi się wyspać, bo jest aktorką i musi dać radę na planie te 10-12 godzin dziennie!

Jak wyglądała praca z 3-miesięcznym Jasiem na planie?

Byliśmy razem na planie serialu „Rodzinka.pl”. Wyglądało to tak, że przyjeżdżałam z synem rano na plan, dojeżdżała do nas niania, a na górze miałam przygotowany pokoik dla nas, z którego schodziłam grać. Kiedy niania wysyłała mi sms: Jasiu głodny!, robiliśmy przerwę na karmienie, a potem wznawialiśmy zdjęcia. Mieliśmy taką możliwość, bo był to kameralny serial, kręciliśmy go w jednym miejscu, na hali i nie było potrzeby zmian lokacji.

Miewałaś wyrzuty sumienia?

Miałam je, kiedy grałam w „Drugiej szansie”, a Jaś już był nieco starszy. To był wymarzony projekt, opowiadający o kobietach, ich współczesnych problemach, bliskich również mnie. Nie chciałam rezygnować z tej szansy. Ale nie da się ukryć, że było ciężko, bo były to zupełnie inne realia pracy na planie: zdjęcia od świtu do nocy, dzień w dzień, kamper i częste zmiany lokacji. Przyjeżdżałam wieczorem z planu, brałam prysznic i wtulałam się w Jasia. Nadrabiałam ten czas, kiedy mnie nie było, czytając mu książeczki i usypiając go. Była to na pewno jakaś strata w relacjach i bywało, że serce mi pękało, ale pocieszałam się, że większość mam musi zmagać się z wyzwaniem pogodzenia obowiązków domowych z szybkim powrotem do pracy. Dzieci zostają wtedy w żłobkach, a potem w przedszkolach; po prostu taka jest kolej rzeczy. Dbałam też zawsze o nasze wakacje. Przerwy między transzami serialu były tylko dla nas i to był zawsze wyjątkowy czas spędzany razem.

Jaki jest Twój syn? 

Cudowny! Przez długi czas był tak podobny do Bartka, że wszyscy mówili: No Gosia, no do Ciebie – nic! Miał ciemne włosy, ciemne oczy – jak mój mąż. Teraz już mu te włosy z czasem zjaśniały, oczy zostały ciemne, ale ma moje miny (śmiech).

Miałaś preferencje co do płci swojego dziecka?

Nie, zupełnie nie. Była to nawet dla mnie jakaś taka ekscytująca niewiadoma. Potem już, jak dowiedziałam się, że to będzie chłopak, to pomyślałam sobie, że super! W moim domu były same dziewczynki. Myślałam sobie: To będzie dla mnie zupełnie inne, nowe doświadczenie! Wychować chłopaka! Chcę obserwować jak dorasta i staje się wartościowym i przystojnym mężczyzną. I jaka będę z niego dumna!

Jaką jesteś mamą?

Myślę, że jestem wyluzowaną mamą. Chociaż pewnie to ja – w takim porównaniu z moim mężem – częściej mówię: Tylko proszę Cię uważaj! Nie za szybko! Ostrożnie na schodach! Choć wiem, że to jest chłopak i on musi się wybiegać, ubrudzić, stłuc kolano czy nabić guza – bo to jest przywilej tego wieku i bycia chłopakiem – to jednak jestem też od tego, żeby czuwać.

Jak Cię macierzyństwo zmieniło?

Macierzyństwo to jest bardzo odpowiedzialne zadanie, dające ogromne poczucie satysfakcji. Kiedy patrzysz na swoje dziecko, widzisz w nim swoje cechy, kształtujesz go. Wykonuję specyficzny zawód – zawód, w którym bardzo często trzeba być skupionym na samym sobie. Właściwie nie wiem, czy w aktorstwie jest taki moment, że myślisz sobie: Wszystko, co chciałam – zrealizowałam, wszystko, co chciałam osiągnąć – osiągnęłam. Gram role, które chcę. Nie wiem, czy jest wielu aktorów czy aktorek, które mogą z czystym sumieniem tak powiedzieć, bo w tej profesji czasami najlepsze role przychodzą dopiero po kilkunastu latach obecności na scenie! A mierząc się z taką rzeczywistością, dziecko daje absolutne poczucie sensu poza wszystkim i ponad wszystkim, inaczej też przyjmuje się niepowodzenia. Kiedyś bardzo przeżywałam porażki, teraz jest mi o wiele łatwiej, gdzie indziej jest punkt ciężkości, mam inne priorytety.

Co jest dla Ciebie najważniejsze w wychowaniu Jasia? Na jakiego mężczyznę chcesz go wychować?

Chciałabym, żeby był wrażliwy, empatyczny, żeby potrafił kochać, żeby widział potrzeby innych. Żeby był pracowity, odkrył pasję w swoim życiu, żeby uprawiał zawód, który będzie dawał mu spełnienie i satysfakcję. Nieocenioną zaletą późnego macierzyństwa jest dojrzałość i doświadczenie człowieka, który staje się rodzicem. Nie chciałabym obarczać swojego syna zbyt dużą ilością obowiązków, oczekiwań, zajęć pozalekcyjnych, ale chcę mu pokazywać różne możliwości. Uważam, że ma świetny słuch; mamy pianino i od niedawna zaczął lekcje gry na nim. Podczas tych wakacji nauczył się pływać, rozpoczął też lekcje  tenisa. Póki co lubi te swoje dodatkowe zajęcia, a my do niczego go nie zmuszamy.

Jakim tatą jest Bartek?

Jest wymarzonym tatą! Świetnie sprawdza się w tej roli. Ma w sobie wielką cierpliwość i mądrość. Gdy czasem słucham, jak coś Jasiowi objaśnia, to aż mu zazdroszczę. Myślę sobie wtedy: Jak on to świetnie ujął! Kiedyś przed jakimś wspólnym wyjazdem mówi: To może ja go spakuję? Ja na to: Serio? Na początku byłam nieufna, ale okazało się, że jemu to nie sprawia trudności, co więcej: sprawia przyjemność. Ja z kolei jestem od takich wiesz…”przytulasów” i wymyślania różnych wspólnych zabaw i żartów, których częstotliwość zwielokrotniła się w okresie pandemii (śmiech). Mamy to szczęście, że mieszkamy w domu z ogrodem, więc to zamknięcie nie było dla nas aż tak odczuwalne. Wyciągałam Jasia na długie spacery z psami, chodziliśmy na nie regularnie. To było świetna okazja do tego, by spędzić dużo czasu razem. Wspaniale było usłyszeć któregoś razu od Jaśka: Mamo, kocham te nasze wspólne spacery!

Z czego jesteś najbardziej dumna, jeżeli chodzi o Twoje macierzyństwo?

Chyba z tego, że mi się udało. Że byłam tak zdeterminowana… Żałuję tylko, że nie mamy drugiego dziecka…

Co jest dla Ciebie najpiękniejsze w macierzyństwie?

Myślę, że w macierzyństwie najpiękniejsze i najciekawsze jest to, jak możesz drugi raz przeżywać dzieciństwo, młodość i dorastanie. Oczywiście inaczej, ale jednak! To jest świetne. Z własnym bagażem doświadczeń, który możesz przekazać, aby uchronić swoje dziecko przed błędami i niebezpieczeństwami albo przynajmniej je ograniczyć. Chcesz mu dać i przekazać wszystko, co w tobie najlepsze, najbardziej wartościowe. Cudowna jest też ta miłość bezwarunkowa. Widać, że Jaś nas kocha, okazuje nam to, ufa nam…To jest super.

Co jest najtrudniejsze?

Dla mnie najtrudniejsza jest kwestia organizacji czasu. Nie jestem typem kobiety, która mogłaby zostać w domu, potrzebuję aktywności zawodowej i dalszej samorealizacji. Dlatego tak ważne jest, aby umiejętnie tym czasem dysponować, żeby nie mieć potem poczucia, że się coś przegapiło, bo byliśmy skoncentrowani na innych, mniej ważnych sprawach. Pracuję nad tym i osiągam już pierwsze sukcesy!

zdjęcia: Aneta Zamielska