24.05.2020

Wywiadówka: Olga Bołądź

To jest pierwsza pandemiczna „Wywiadówka”, zrobiona zaocznie przez telefon. Ale nawet to nie zaburzyło mi obrazu Olgi – mamy ciepłej i czułej, która o swoim 7-letnim synu nie mówi inaczej jak synek, Brunek czy Brunuś. Mamy zaradnej i z fantazją. Mamy dumnej ze swojego dziecka i bardzo doceniającej swojego byłego partnera, jego tatę. Matki mądrej i silnej; siłę czerpiącej z macierzyństwa i pracy. Matki otwarcie wyznającej: Wiem na pewno, że Bruno uratował mi wielokrotnie życie. I swemu ojcu również.

Jak zareagowałaś na wieść o ciąży?

Byłam przeświadczona o tym, że całe moje życie się zmieni i byłam trochę przestraszona tym faktem. Pierwsze co zrobiłam, jak wyszłam od lekarza, to – widząc, że Pani sprzedaje maliny – kupiłam je. Taka była moja pierwsza myśl: że muszę kupić coś zdrowego.

Bałaś się porodu?

Bruno jeszcze w 8. miesiącu nie był przekręcony, leżał jak w hamaku, więc wszyscy nastawiali mnie na cesarkę. Bałam się, bo nigdy w życiu nie miałam operacji, nie wiedziałam, jak to będzie wyglądało, a ja nie lubię nie mieć mocy sprawczej, czuję się wtedy bezsilna. W ustalony dzień dostałam skurczy, co było ciekawe, bo okazało się, że moje ciało było już gotowe, żeby rodzić.

Co poczułaś, jak zareagowałaś, kiedy po raz pierwszy zobaczyłaś Bruna?

Dla mnie na początku to była przede wszystkim straszliwa odpowiedzialność i lęk, żeby nic mu nie zrobić, żeby nie zachorował, bo był taki malutki, taki drobny… Miłość zalała mnie po paru dniach, bo ta fizyczność po urodzeniu dziecka jest jednak dojmująca. Wszystko mnie bolało, byłam po operacji, Bruno nie chciał jeść, ssać, położne wywoływały mi laktację, dostałam nawał i zapalenie, więc ten pierwszy tydzień to był dla mnie hardcore, na prochach. Siedział przy mnie cały czas tata Bruna i pilnował go, po urodzeniu kangurował. Czułam, że jestem otoczona opieką. Rodziłam w Toruniu, w szpitalu, gdzie sama się urodziłam. Jakoś bardzo mi na tym zależało, żeby nie rodzić jak celebryta, nie chciałam, żeby ktoś mi robił zdjęcia, jak np. wychodzę ze szpitala. W Toruniu było bardzo miło, dobrze, normalnie i rodzinnie.

Jak wyglądały Wasze wspólne początki?

Bruno przez pierwsze 1,5 roku nie spał. Jego hitem jest obudzenie się 21 razy w nocy. Wstawał koło 4-5 nad ranem. Więc – kiedy zaczął skupiać uwagę na bajkach – siedział i je oglądał, a ja – leżąc – trzymałam go i w ten sposób mogłam spać. Mam nadzieję, że jak będę miała kolejne dzieci, to zobaczę, jak to jest, jak one śpią w nocy, przesypiają noce.

Jak funkcjonowałaś? Jak sobie z tym niespaniem radziłaś albo nie radziłaś?

Od kiedy Bruno skończył miesiąc, miałam nianię. Bez niej sobie tego nie wyobrażam… Wiesz, ja syna wychowuję osobno z jego tatą, Brunek ma zarąbiste relacje z nim, są bardzo blisko i bardzo szybko zaczął chodzić do taty na noc, ale gdyby nie niania… Ona przychodziła o 6 czy 8 rano i ja mogłam wtedy spać. Jak szłam na próbę np. na 9, to jeszcze mogłam sobie godzinkę pospać.

No właśnie: jak było z pracą: udawało Ci się ją łączyć z macierzyństwem?

Ja przyznaję się do tego, że bałam się, że nie będę miała pracy po… Jeżeli kobieta ma tak, że nie musi wracać do pracy, to super. Ja mam taki zawód, że powrót od razu wiążę się z obecnością publiczną i te komentarze, że dziewczyny, które są znane tak szybko wracają do pracy i formy…To się nie ma wyjścia: trzeba wrócić na plan, trzeba zarabiać pieniądze. Ja jestem nauczona samodzielności, pracowałam od zawsze, jestem stworzona z pracy. Lubię to i dobrze się czuję, jak pracuję. To, że przez pierwsze 3 lata miałam Jolę – nianię, która codziennie do nas przychodziła, to dzięki temu mogłam pójść zarobić pieniądze, zrobić zakupy, wyjść z domu. Bo ja też taka byłam, że nie ciągałam Brunka ze sobą na plan. Nie umiem się skupić, jak mam go koło siebie, nie mam takiej podzielności uwagi, że mogłabym grać, a on by siedział w camperze, za bardzo bym się stresowała. Parę razy, jak go miałam ze sobą, to myślałam: Czy jemu nic się nie dzieje? Czy on się nie nudzi? Czy się dobrze bawi? Potem jak już był starszy, było lepiej, ale te początki? Byłam bardzo zestresowana tym wszystkim.

Jak Cię macierzyństwo zmieniło?

Wydaje mi się, że jestem fajniejszą osobą. Dobrze się czuję, bardzo się cieszę, że jestem mamą tak fantastycznego człowieka, jakim jest Bruno. On ma już 7 lat, jest mądrym, pięknym, fantastycznym dzieckiem, które posiada swoje zdanie, ale też jest bardzo ułożonym chłopcem. On mnie napawa ogromną dumą i radością. Jak on się śmieje, to i ja się cieszę. Jak on się smuci, mnie też jest smutno. On – moje dziecko – jest przedłużeniem mnie, mimo że jest niezależny.

Jakie widzisz w nim swoje cechy, a jakie jego taty?

My jesteśmy do siebie z jego tatą podobni i on jest do nas bardzo podobny. Po tacie ma to, że szybko potrafi się do czegoś zniechęcić, nie będzie siedział i dłubał dopóki mu wyjdzie, ale jak coś mu nie wychodzi, to odkłada. Wtedy trzeba z nim to przegadać i zostawić go z tym, odpuścić ten temat i może do niego kiedyś wróci. Po mnie ma na pewno wyobraźnię, artystyczne podejście do życia i reżyserski zapęd. Bardzo dużo rzeczy organizuje, wymyśla i tworzy, ma 700 pomysłów na minutę, no i jest roztargniony, też po mnie. Ma również talent do grania, ale nie chce być aktorem.

Cieszy Cię to?

Nie chciałabym, żeby mój syn wykonywał zawód aktora, bo jednak twierdzę, że jest to ciężki zawód dla mężczyzny, dla kobiety też, ale jeszcze w innych aspektach. Natomiast on ma do tego predyspozycje, a poza tym ma samych artystów wokół, z nim się rozmawia na różne tematy i on jest na to otwarty. Dużo osób, które go spotyka, mówi, że fajnie się z nim przebywa, że jest fajnym dzieckiem. Ja jestem z tego bardzo, bardzo dumna. Bruno jest też dzieckiem wychuchanym, bo długo był jedynym wnukiem w obu rodzinach, ma też fajne relacje z dziadkami. Jest postrzeleńcem i jest wrażliwy, i jest też optymistycznie nastawiony do życia. Czasem mówi sobie, że ma trudny dzień albo że jest zdenerwowany. Mi zawsze zależało, żeby rozmawiać z nim o uczuciach, o emocjach: że coś mnie boli, że czuję się gorzej albo że czuję się fantastycznie, że jestem szczęśliwa; żeby to wiedział i czuł.

Z czym przychodzi do Ciebie 7-latek?

Zadaje mi pytania o świat, o seksualność, o wszystko mnie pyta. Ja jestem mega zadowolona, że ma do mnie pełne zaufanie i zwraca się do mnie z każdą sprawą: Spędzasz ze mną za mało czasu. Nie bawisz się ze mną. Mówię więc mu: Ja się z Tobą mogę pobawić, ale muszę też zapewnić Ci, żebyś miał ugotowany obiad, żebyś miał czysto w pokoju, żebyś był szczęśliwy… Niestety jestem też taka, że jak jestem w domu, to zawsze ogarniam. Mam coś takiego, że tu przejadę odkurzaczem, tam posprzątam i w ten sposób czas mi zlatuje…Mam takie zapędy po mojej mamie. A Brunek bardzo lubi jak ja się z nim bawię, bo ja wymyślam: tu ninje, tu coś tam…Jak się z nim bawię, to gram, więc on do mnie: Mamo, ja chcę, żebyś się ze mną bawiła. Ja na to: Brunek przepraszam, masz od tego kolegów albo pobaw się trochę sam, albo się ponudź. Nuda nie jest niczym złym, ponudź się trochę, zobacz, czy są kropki na suficie. Staram się go uczyć, że to, że nikt się nim nie zajmuje i spędza czas np. w pokoju, nie jest niczym złym. Pokazuję mu życie, jakie jest: bycie samemu ze sobą albo bycie w otoczeniu ludzi a nie w reakcjach. Teraz w pandemii strasznie mu się nudzi. Jeszcze ściemniłam mu, że prezydent wydał uchwałę, że dzieci nie mogą oglądać bajek po polsku dłużej niż 20 minut, bo przychodzą mandaty do domu. Jakoś tak z tydzień działało. Ja się uczyłam angielskiego z Cartoon Network, dzięki temu nie mam akcentu i zależy mi bardzo, żeby miał styczność z językami. Mówię mu: Otwórz się na to. Robię z nim fajne, wartościowe rzeczy w pandemii; rzeczy, które mają go rozwijać.

Co jest dla Ciebie najważniejsze w wychowaniu Bruna?

Żeby Bruno czuł się szczęśliwy i żeby był bezpieczny. Tylko tyle.

Patchwork jest trudny?

Rozstawanie się z dzieckiem nie jest dla mnie łatwe. Bruno też wie, że ma prawo do wszystkich emocji, że np. jest mu przykro, kiedy rozstaje się z tatą. My się z moim byłym partnerem, tatą Bruna nigdy za życia Bruna nie pokłóciliśmy przy nim, Bruno nigdy nie miał takiego wzorca, że rodzice się nie lubią i to w tej całej sytuacji uważam za nasze największe zwycięstwo, jak i to, że potrafimy się ze sobą dogadać jako rodzice i że się kolegujemy, że potrafimy sobie pogadać i mamy naprawdę spoko stosunki. Dzięki temu mój synek ma łatwiej, natomiast to nigdy nie jest tak samo, jakby rodzice wychowywali go razem. Ale kiedy nie ma normalnej rodziny, na pewno jest lepiej mieć fajny patchwork niż dziecko, które dorasta w konflikcie. Brunek jest od początku chowany w patchworku i wiesz, to jest czasem trudne, widzę, że np. Bruno płacze, nie chce się rozstawać z tatą i to wcale nie znaczy, że nie chce wrócić do domu, do mamy – bo on ma dwa domy – po prostu tęskni za tatą. Na szczęście wszyscy mieszkamy w Warszawie, więc zawsze może do niego zadzwonić na Facetime’ie, tata zawsze może do niego przyjechać i często tak się działo. Kilkanaście razy w jego życiu zdarzyło się też tak, że płakał, mówiąc, że nie chce, żeby tata wychodził, to tata siedział. Tak było i uważam, że on ma do tego prawo. Nie wymyślił sobie takiej sytuacji, taką sytuację zastał, w takiej sytuacji się pojawił, a my jesteśmy za niego odpowiedzialni i staramy się robić wszystko, żeby on był szczęśliwym dzieckiem. I naprawdę skupiamy na tym dużą część naszej uwagi. Mam takie podejście do rodzicielstwa, że nie zależy mi, żeby on był jakimś prymusem czy pionerem, nigdy nie było parcia, żeby chodził – nie wiem – na chiński, zawsze wychodzę z założenia, że wolę, żeby był szczęśliwym cieślą i mieszkał w Bieszczadach niż żeby był zapisany na 16 zajęć i ciśnieniowany. Fakt: chodzi na angielski i dostał się do francuskiej szkoły, ale jeśli będzie miał problemy, żeby uczyć się w dwóch językach, będę wtedy sprawdzała, czy dobrze zrobiłam. Stawiam bardzo w jego edukacji na języki i chcę sprawdzić, jak sobie w tej sytuacji jako rodzina poradzimy.

Jaką jesteś mamą?

Nie wiem, trochę jestem pewnie mamą, a trochę tatą. Z jednej strony jestem taka bardzo wyrozumiała, a z drugiej strony – stawiam twarde granice. Ja wiem, że dzięki temu mój syn czuje się bezpiecznie. Cokolwiek by się wydarzyło, to on wie, że ja i jego tata jesteśmy jego oparciem, z tego jestem dumna. Jesteśmy też dla niego wzorcem, a to bardzo odpowiedzialne zadanie: być wzorcem dla takiego małego dziecka.

Kto z Was jest złym policjantem, kiedy trzeba?

Ja jestem tym złym policjantem, oczywiście, że tak, niestety. Zły policjant po prostu musi być. Zawsze Brunowi mówię: Dobra, teraz jesteś na mnie zły, ja to zniosę, ok. Kocham cię i to zniosę. Uczę go, że każda emocja jest ok, można się złościć, można się denerwować. On ma na to przyzwolenie. Ja też wychowuję go tak, żeby był kulturalny, społeczny, bardzo mi na tym zależy. Zawsze sobie powtarzam, że wychowuję go dla innej kobiety i chciałabym, żeby ta kobieta miała z niego pożytek, żeby był mężczyzną, który potrafi wziąć na siebie i za siebie odpowiedzialność. Zależy mi na tym. I się cieszę, bo naprawdę mam super syna, nie jestem w stanie go nachwalić.

Jakim tatą jest tata Bruna?

Moim zdaniem tata Bruna jest największym jego piewcą, Bruno dostaje od niego wsparcie i miłość. Tata Bruna i jego dziadek są jego największymi fanami. Bruno ma mocne męskie wzorce miłości. Otoczony jest ciepłą, dobrą miłością. Nasz patchwork to jest ekipa i to jest fajne.

Czym jest dla Ciebie macierzyństwo?

Wydaje mi się, że tak długo już jestem mamą, a z drugiej strony te 7 lat tak szybko upłynęło… Jak oglądam filmiki, wzrusza mnie to, ale i przygnębia, że to tak szybko minęło, że on jest już taki duży, a był taki kruchy… Wtedy zastanawiam się, czy byłam wtedy wystarczająco dobrą mamą. Mam takie coś, że zawsze biję się w pierś, mam tendencje do myślenia, że mogłabym zrobić coś lepiej. To jest cena łączenia pracy i macierzyństwa.

Masz czasem wyrzuty sumienia?

Mam. A z drugiej strony myślę sobie, że nie umiem inaczej. Po drugie: w moim zawodzie nie da się inaczej. Moją pracę kocham, ona daje mi pieniądze i pozwala dawać Brunowi życie, które chcę mu dawać. Myślę sobie: Kurde! Ma matkę, jaką ma. Do takiej matki przyszedł. To nie jest przypadek. Wierzę, że jestem po to, żeby wychować go na dobrego człowieka i mu towarzyszyć, natomiast to oni u góry wybrali, że przyjdzie do mnie, to jest jego umowa z Bogiem, że będzie moim synem i urodzi się w takiej sytuacji, w jakiej się urodził i że będzie tak fantastycznym człowiekiem. Wiem też na pewno, że on uratował mi wielokrotnie życie. I swemu ojcu też..

To, że jesteś rozpoznawalną aktorką, ma na niego jakiś wpływ?

On to zaczął dopiero kumać niedawno, zaczął mówić: No tak mamo, jesteś aktorką, Olgą Bołądź. Zobaczyłam, że jest ze mnie dumny, mówi mi to czasem: Ty jesteś mamo aktorką: to fajnie z jednej strony, bo kochasz swój zawód, kochasz to, co robisz, ale z drugiej strony nie masz dla mnie czasu… Więc ja oczywiście: Jestem złą matką, jestem złą matką! A potem sobie myślę, że gdybym była hydraulikiem, powiedziałby mi dokładnie to samo. Ja jestem po prostu pracującą matką.

Kiedy Bruno Cię wzrusza?

Nawet teraz jak o nim gadam, to się wzruszam… To jest wszystko! To jest krew z krwi. Jak go widzę jak śpi, jak mi mówi: Mamo, gotujesz najlepiej na świecie! Jak myślę o jego przyszłości… Nie chciałabym umrzeć za szybko, chciałabym, żeby miał mnie jak najdłużej.

Chciałabyś mieć więcej dzieci? 

Chciałabym mieć jeszcze dzieci, najchętniej jeszcze dwie córki albo córkę i syna. Ta córka to mi się bardzo marzy. Zawsze chciałam mieć Ritę. I chciałabym mieć większy spokój. Wiem, że następne dziecko chcę wychowywać we dwójkę, z partnerem, nie chciałabym przeżywać drugi raz tego samego, takiego samotnego macierzyństwa. Ale jak się zdarzy, nie wiadomo. Życie zaskakuje.

U Ciebie tata jest obecny w życiu syna. Mimo tego, że byłaś samotną matką, to nigdy nią nie byłaś.

Właśnie w Polsce brakuje określenia na single mom. Bo ja byłam i jestem mamą singielką, ale nigdy nie byłam samotną matką, bo samotna matka to dziewczyna, której facet się odwrócił, którego nie ma, która nie ma mamy, której może podrzucić dziecko…Ja mam dużo przyjaciół, dbam o relacje, więc Bruno ma dużo cioć i wujków wokół siebie. I on nigdy nie czuł, że jest wychowywany przez samotną matkę. On jest wychowywany przez ludzi, którzy go kochają i mają na niego wpływ. Ale wiadomo, że matka jest najważniejsza (śmiech). Mój syn potrafi mi powiedzieć: Mamo, dziś bardziej kocham tatę. Zawsze wtedy mówię: Brunuś, to super. Uważam, że to też jest moje zwycięstwo jako matki: że on tak kocha tatę. Bo tata to tata obecny: gra z nim w piłkę i jeździ na rowerze. Z tego też się cieszę: że jest ta druga strona i że nie muszę być w związku z tym alfą i omegą. I bardzo, bardzo podziwiam samotne matki. Uważam, że one powinny dostawać medale i pieniądze od państwa za samotne wychowywanie dzieci, bo to jest praca na pełen etat.

Co jest dla Ciebie najpiękniejszego i najtrudniejszego w macierzyństwie?

Najpiękniejsza jest sama obecność Bruna; patrzę na niego i– im on jest starszy – coraz bardziej nie wierzę, że on jest moim dzieckiem, że wyszedł ze mnie. Jest już taki duży i wspaniały, zawsze będzie mnie to zadziwiało. A najtrudniejszy jest lęk o jego bezpieczeństwo, z którego się już nigdy nie wyleczę.

Paradoksalnie życzę Ci Olga, żeby ten lęk był podwójny: żebyś doczekała się swojej Rity. Albo jeszcze lepiej: potrójny.

Zobaczymy. Bardzo chcę, więc mam nadzieję, że to przyjdzie.

zdjęcia: archiwum prywatne