22.11.2020

Wywiadówka: Olga Kalicka

Znałam kiedyś Olgę. Olgę – dziewczynę. Promienną, ciepłą, fajną d z i e w c z y n ę. Dziś podczas tego wywiadu spotkałam kogoś innego: spotkałam Olgę – kobietę. Dojrzałą, odpowiedzialną, wrażliwą i mądrą. Do tego pięknie szczerą: kiedy mówi o lęku, gdy dowiedziała się, że będzie mamą, o wątpliwościach dotyczących związku, o gotowaniu makaronu do rosołu na szybko między obowiązkami, o prasowaniu przy filmie dla relaksu czy o błędach rodzicielskich, które pozwala sobie popełniać. Pozwólcie, że Wam przedstawię: oto Olga MAMA.

Zostałaś mamą wcześnie, bo w wieku 25 lat. Taki był plan czy to los zadecydował za Ciebie? 

Los zadecydował. Ale nie zapomnę, jak spotkałyśmy się kiedyś przelotem, a Ty byłaś tuż przed ślubem i opowiadałaś, że ślub i zaraz potem dziecko. Ja powiedziałam: Co?! Chcesz mieć tak wcześnie dziecko? A Ty: Co? Jak to wcześnie?! Oczywiście, że chcę. Pamiętam, że byłaś w tym bardzo zdeterminowana, pomyślałam wtedy: Kurde, ona ma rację. Dlaczego nie? Natomiast w naszym przypadku to rzeczywiście los zadecydował, nawet śmielej bym powiedziała: Bóg. Ja naprawdę czuję, że zostałam powołana do tego, żeby być mamą. Dowiedziałam się bardzo późno – byłam na początku trzeciego miesiąca. A w związku z tym, że byłam w ferworze pracy, bo kończyłam film w Rosji, jednocześnie prowadziłam tutaj program „World of dance”, miałam 6 spektakli w różnych teatrach w Warszawie, głównie w Teatrze Kwadrat i jeszcze schudłam przez te 2 pierwsze miesiące, to wydawało mi się niemożliwe, żebym była w ciąży, a jednak to się wydarzyło. Mówienie o tym jest ciężkie, bo teraz jestem niesamowicie szczęśliwa i bardzo wdzięczna Bogu, że Aleksy pojawił się akurat w tym momencie mojego życia, dziś wiem, że to był naprawdę idealny moment. Natomiast wtedy to było trudne… Mimo tego, że ja się dzieci nie bałam. Mam starsze siostry, które je mają; jedna z nich urodziła pół roku wcześniej niż ja – byłam ze wszystkim na bieżąco. Moje siostry mają też starsze dzieci, którymi się zajmowałam i przechodziłam z nimi wszystkie etapy. Dodatkowo one opowiadały mi nie tylko o jasnych stronach macierzyństwa, znałam również te trudniejsze. Byłam też niezależna – miałam swoje mieszkanie, na kredyt, ale jednak moje, wiedziałam, że mam pracę, że mogę mieć urlop macierzyński, bo jestem zatrudniona w Teatrze Kwardat na stałe. I kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, wiedziałam, że to ogarnę, bo jestem typem zadaniowca. Podeszłam do tego tak: Aha, ok, teraz będę mamą…Muszę więc przeorganizować swoje życie, mieszkanie, dokończyć film, załatwić to i to… Ale i tak było to dla mnie bardzo trudne, bo Cezary, mój partner mieszkał na stałe w Stanach. Byliśmy ze sobą na odległość. Znamy się prawie całe życie, bo byliśmy parą już w gimnazjum, natomiast przed długi czas żyliśmy na odległość. Więc ta informacja była dla nas niespodziewana. Ja po tych swoich doświadczeniach, po tym, ile lęku wtedy w sobie miałam, dziś wiem, że nic piękniejszego niż macierzyństwo nie mogło mi się przytrafić. Absolutnie nic. Ono jest wspaniałe, tylko trzeba się na nie otworzyć.

Jak powiedziałaś Cezaremu?

Dowiedziałam się, że jestem w ciąży w dniu, kiedy w Warszawie był koncert Beyonce. To była sobota, Czarek miał przylecieć w poniedziałek. Czułam, że coś jest nie tak, ale w związku z tym, że miałam różne problemy hormonalne, niemożliwe wydawało mi się, żebym była w ciąży. Ale zrobiłam test, bo wiele osób mnie do tego namawiało. Zobaczyłam jedną kreskę bardzo, bardzo wyraźną, a drugą ledwo widoczną i pomyślałam sobie wtedy: Co za beznadziejny test, pomylony! Moja świadomość zupełnie to wyparła. Pomyślałam, że ta druga kreska jakoś się zafarbowała, była tak niewyraźna… Wyrzuciłam test do kosza i pojechałam na koncert. I przeżyłam tam coś niesamowitego, to było jak w filmach: stałam w tłumie, pod sceną, słyszałam muzykę i nagle wszystko się zatrzymało, uszy mi się zatkały, docierało do mnie tylko echo muzyki gdzieś z daleka, wszystko zwolniło. Widziałam ludzi tańczących, krzyczących i pomyślałam : Jezus Maria, jestem w ciąży! Właśnie wtedy to do mnie dotarło. Wróciłam do domu, zrobiłam jeszcze kilka testów i jeszcze jeden rano, i cały czas wychodziło to samo. W niedzielę pojechałam na USG. Myślałam, że zobaczę fasolkę, a  to był koniec drugiego miesiąca i zobaczyłam człowieka, który ma rączki, nóżki, głowę… I to wszystko wydarzyło się w ciągu 48 godzin! To było tak duże zaskoczenie i taka panika: Boże, co ja zrobię?! Oczywiście potem doszły do mnie te refleksje, że nie boję się dzieci i inne racjonalne argumenty, ale nie zmieniło to faktu, że strach był ogromny. Nie wiedziałam też, co będzie z Cezarym…On w Stanach kończył studia, wiedziałam, że ma dużo bardzo dobrych propozycji pracy i nie planuje wracać do Polski…Jak mu powiedziałam, najpierw było: Wow! A potem: 10 minut ciszy; milczenie i patrzenie się w jeden punkt. Ale w efekcie przewrócił swoje życie do góry nogami, wrócił tutaj, więc oboje przeszliśmy bardzo trudną drogę… Zamieszkaliśmy razem i nagle z jednego faceta zrobiło mi się ich dwóch. To było bardzo duże wyzwanie. I nie ukrywam, że my z Cezarym cały czas jesteśmy w fazie docierania się. Bo kiedy mieliśmy to zrobić? Mam wrażenie, że dopiero wtedy, kiedy pojawia się dziecko, tak naprawdę poznajesz tę drugą osobę, bo są to sytuacje bardzo kryzysowe i poziom zmęczenia, jaki temu towarzyszy sprawia, że naprawdę trzeba mieć dużo cierpliwości i siły, żeby to wszystko dźwignąć . I tak uważam, że jesteśmy bardzo silni i dzielni w tym wszystkim. Każde z nas musiało zmienić swoje życie, dopasować się, a oboje jesteśmy wolnymi, artystycznymi duszami, które chcą mieć poczucie niezależności. A tutaj wydarzyło się coś tak mocnego. Ale na pewno to nie był przypadek, że tak się stało.

Cezary był przy porodzie Aleksego?

Tak, ale zdecydowałam się na to dopiero jakieś dwa tygodnie przed porodem. Wcześniej tego nie czułam, twierdziłam, że sama sobie poradzę, sama dam radę, bo jestem takim właśnie typem. Cezary jest bardzo wrażliwy, obawiałam się, że zmięknie albo będzie panikował, albo cierpiał, że ja cierpię, a ja tego nie zniosę. I nagle tuż przed porodem spanikowałam i powiedziałam: Może jednak bądź ze mną? No i był. I bardzo mi pomógł, był dzielny; wiedział, że musi być twardy. Mój poród trwał dość długo, bo w sumie 11 godzin. To był trudny moment również dla związku. Byliśmy na tej sali razem i wtedy nie ma już żadnych barier: jesteś obnażona, wyglądasz strasznie…Na początku były żarty, ale potem wkradła się panika i jeszcze ten ból…W pewnym momencie lekarz powiedział: Pani Olgo, albo Pani zaraz urodzi, albo zabieramy Panią na cesarkę. A ja wiedziałam, od początku wiedziałam, że urodzę naturalnie i koniec. Jak przyjechałam do szpitala tydzień przed porodem, przyszła do mnie lekarka i powiedziała: Pani naturalnie? Pani jest za mała, Pani nie da rady. Zrobimy Pani cesarkę, wszystko będzie dobrze. A ja: Nie, ja chcę naturalnie. Ja wiem, że to jest dla dziecka i dla matki najlepsze. Tak to matka natura wymyśliła. No ale umówili mi cesarkę na poniedziałek. W niedzielę zadzwoniłam do mojej fizjoterapeutki i mówię jej: Ula, ja jutro rodzę, nie będę miała cesarki, będę rodziła naturalnie. Przyjedź do mnie, musisz mi wymasować plecy przed porodem. I ona przyjechała do szpitala i mnie wymasowała. 2 godziny później zaczęły mi odchodzić wody… Ula trochę się do tego przyczyniła, ale taki też był mój zamiar. Wiedziałam, że lekarzy nie przekonam, a chciałam urodzić naturalnie. I ten moment podczas porodu, kiedy lekarz powiedział: Albo teraz albo nigdy… Wtedy Cezary bardzo mi się przydał, bardzo mnie zmotywował i się udało. Ale też nie dałabym rady bez położnej. Wydaje mi się, że taka indywidualna położna, jeżeli ktoś może sobie na to pozwolić, to jest fajna sprawa. Jeżeli jest dobra i zmotywowana, to ona w tej ostatniej fazie porodu jest w stanie z ciebie wręcz to dziecko wyciągnąć. 

Jakie miałaś pierwsze myśli, co czułaś, jak zobaczyłaś Aleksego? 

Położna po porodzie od razu przystawiła mi go do piersi i ja nawet nie wiem, czy jestem w stanie opisać, co myślałam. Może zabrzmi to patetycznie, ale ja naprawdę poczułam, że wylała się ze mnie miłość. Tak jakby mnie ktoś oblał czymś niesamowicie ciepłym i pięknym. Miłość obłędna! Po porodzie weszłam pod prysznic, a położna powiedziała: Teraz spokojnie, Aleksy będzie spał przez kilka a może nawet kilkanaście godzin. Tymczasem po 15 minutach weszłam na salę, on się obudził i już nie zasnął ani na chwilę. Całą noc nie spaliśmy i już wtedy wiedziałam, że nic nie będzie takie, jak sobie zaplanuję.

Pamiętasz widok Cezarego pierwszy raz z Aleksym?

Tak, przerażony był na maksa (śmiech). Nie wiedział jak ma go podnieść, jak trzymać, nic nie wiedział. On nigdy nie miał styczności z dziećmi, nie miał żadnych doświadczeń. Więc ja wiedziałam, że przez te pierwsze miesiące – zanim on się tego wszystkiego nauczy – trochę jestem zdana na siebie. Ale jednocześnie mam w pamięci obraz, kiedy Cezary wziął Aleksego pierwszy raz na ręce i nosił go, i był taki dumny! Zobaczyłam w nim wtedy kogoś innego, nowego, inną energię w nim i spokój.

Jak wyglądały Wasze początki jako rodziców?

Przez półtora roku Aleksy wstawał codziennie o 5.00, max. 5.30 rano, dodatkowo w nocy często się budził, więc przez 1,5 roku nie spaliśmy. W ciągu dnia miał 4 drzemki po 30 minut. Podczas jednej wykąpałam się, w drugiej coś zjadłam, w trzeciej uprasowałam, a w czwartej pogadałam z mamą przez telefon. Próbowaliśmy oboje pracować – nie było kolorowo, mimo, że mieliśmy pomoc mojej mamy, a potem cioci. Macierzyństwo to ciągłe podejmowanie decyzji, np.: czy wybieram siebie, czyli zdrzemnę się w tym czasie, kiedy dziecko śpi, czy zadbam o dom, czy o partnera, spędzając z nim ten czas, czy poświęcę go na pracę. Teraz u mnie przyszedł taki okres, że pracuję tylko w nocy. Aleks ma prawie 2 lata i to jest ten wiek, że nie mogę go spuścić z oka, a on też zwyczajnie mnie potrzebuje. Potrafi chwilę pobawić się sam, ale ta chwila wystarcza na to, żebym np. ugotowała makaron do rosołu.  Nagle moje życie zaczyna się po godzinie 20.00, kiedy moje dziecko pójdzie spać. Od 20.00 do północy – to jest mój czas na pracę. Ale też kiedyś muszę spotykać się  z Karoliną, moją wspólniczką, z którą tworzę markę odzieżową Reves. Często pracujemy z Aleksem – Karolina do nas wpada, a on zakłada sobie sukienki na głowę. Ale są rzeczy, których nie jesteśmy w stanie z nim zrobić… Macierzyństwo to ciągłe wybory: podjęłam decyzję, że Aleksy pójdzie do żłobka i to też było trudne. Ale widziałam, że on potrzebuje innych dzieci. Teraz, kiedy już chodzi, widzę, jak dużo mu daje zabawa z rówieśnikami.

Miałaś baby bluesa?

Miałam i on trwał jakiś czas. Przyszedł, kiedy było już takie duże zmęczenie – Aleksy miał ze 3 miesiące chyba – i trwał do momentu, kiedy przestałam karmić piersią. Karmienie było u nas trudne: Aleksy się nie najadał, a ja byłam taką sfiksowaną matką, która najpierw chciała urodzić naturalnie choćby nie wiem co, a potem karmić piersią choćby nie wiem co. Zaczęło się od tego, że musiałam go karmić butelką wieczorami, na noc, bo nie przybierał na wadze… Kiedy miał 7 miesięcy, wzięłam go do karmienia piersią, a on spojrzał mi w oczy, jakby chciał mi powiedzieć, że już tego nie chce, nie potrzebuje i zacisnął usta. To był dla mnie cios w serce! Ja tego nie zapomnę do końca życia. Byłam naprawdę załamana. Od tamtego momentu ani razu nie jadł już z piersi, choć ja za każdym razem próbowałam. Sam się odstawił. Wtedy zrozumiałam, że bliskość z nim muszę zacząć budować inaczej. Bo wcześniej czułam, że to karmienie nas tak bardzo scala, że on jest częścią mnie, że jestem mu potrzebna i nagle: Boże! Moje dziecko mnie nie potrzebuje! Moje serce płakało, nie wiedziałam, co z tym zrobić. Wtedy pomógł mi Cezary i moje przyjaciółki. On powiedział: Dobra, spotkaj się z dziewczynami, ja zostanę z Aleksym. To było dla mnie trudne i dziwne, bo nigdy wcześniej go nie zostawiałam. Ale podjęłam decyzję, że go zostawię raz, drugi, trzeci i to mi pomogło, bo poczułam, że mogę być…kobietą: Aha czyli jestem nie tylko ja – mama Ola, ale jestem jeszcze ja – Olga? Z miesiąc mniej więcej trwało, że odnalazłam w sobie ten nowy, zdrowy balans.

Jak Cię macierzyństwo zmieniło?

Na pewno dało mi inny rodzaj wrażliwości: nigdy nie byłam wylewna, nigdy nie miałam łatwości w mówieniu o uczuciach, natomiast względem Aleksego jest zupełnie inaczej.  Gdybym mogła, to bym go zjadła, tak go kocham! Stałam się też bardziej uważna, wydaje mi się, że więcej widzę, jestem jeszcze bardziej empatyczna i otwarta, również na inne mamy, na ich problemy, to jest bardzo jednoczące. Jest taki moment, że dziecko zaczyna się buntować i na wiele rzeczy mówi „nie”, wymusza też niemal wszystko płaczem. Pamiętam, jak jeszcze nie miałam Aleksego i widziałam mamę i dziecko, które stało lub leżało na środku sklepu lub restauracji i nie płakało, ale wyło, darło się, zastanawiałam się, dlaczego ta mama nie reaguje? Teraz rozumiem, że taka mama ignoruje to, że dziecko próbuje coś wymusić krzykiem, bo wie, że jak to zrobi raz, drugi i trzeci, to ono więcej nie skorzysta z tej metody w takiej sytuacji. Teraz myślę sobie: Boże! Jaka dzielna mama, że się nie daje temu dziecku (śmiech). Pojawił się też u mnie inny rodzaj dojrzałości i odpowiedzialności, dodatkowo jestem bardziej racjonalna. Z aktorskiego punktu widzenia wiele osób mi powiedziało, że się zmieniłam. Od reżyserki castingu „Dziewczyny z Dubaju” usłyszałam, że mnie w ogóle nie poznała, że mam inną energię, jestem zupełnie inna. Tak jest. Mi w głowie i w sercu pootwierały się inne rzeczy, inne drzwi, których wcześniej nie było. Zwiększyło się też moje zaplecze emocjonalne i mogę z tego korzystać

Jaką jesteś mamą?

Najlepszą dla mojego syna! Dosyć stanowczą; mam wrażenie, że bardziej stanowczą niż Cezary. Jestem też taką mamą, która jak rano Aleksio płacze, to nie biegnie do niego natychmiast w popłochu, ale sprawdza, słuchając zza drzwi, czy to jest poważna sprawa. Podobnie było, jak chciałam, żeby nauczył się sam zasypiać. Wtedy uważam byłam bardzo dzielną mamą. Kiedy on po tym, jak zaśpiewałam mu kołysankę, utuliłam do snu, ucałowałam, dałam misia, smoczka i powiedziałam dobranoc, zostawał sam w pokoju i płakał, ja przezwyciężyłam moment, że serce mi pękało i chciałam do niego biec. Bo wiedziałam, że chcę, żeby był samodzielny, żeby był twardzielem. 

Jakim tatą jest Cezary?

Zawsze mi się wydawało, że to faceci są ci twardzi i że to on będzie mówił, kiedy Aleksy się przewróci: Synek, wstawaj nic się nie stało. A jest zupełnie odwrotnie: on jest tym wrażliwszym, od którego Aleksio słyszy: Chodź, przytulę Cię, pocałuję. Cezary jest taki bardzo, bardzo uczuciowy; widzę, jak się rozpływa, jak widzi Aleksia. Jak wchodzi do niego do pokoju, gdy ten już śpi, staje nad jego łóżeczkiem, wpatruje się w niego, wraca i mówi: Boże, jak ja go kocham! Ale tak nie było od początku, oni tę relację budowali. Bo mnie było łatwiej, to ja nosiłam dziecko w brzuchu, a on? Nagle pojawił się nowy członek rodziny, który rozstawia wszystkich po kątach i trzeba się było dostosować. Odkąd Aleksy skończył roczek, widzę, że ich relacja robi się coraz fajniejsza. Kiedy we wrześniu musiałam pojechać na 1,5 tygodnia na zdjęcia do „Dziewczyn z Dubaju”, podjęliśmy decyzję, że zostawiam ich samych. Po powrocie bardzo dużo się zmieniło, widziałam, że mama i tata są na równi. Jak Aleksy krzyczy rano, to nie może się zdecydować, kogo bardziej woła: mamę czy tatę. Chociaż jak wróciłam, to chyba przez 2 tygodnie wołał tylko tatę. I ja znowu: O jeju, on mnie nie potrzebuje… Obudziło się we mnie coś takiego: To oni teraz mają bliższy kontakt? Jak to jest? Ale to się szybko zweryfikowało, Cezary wrócił do pracy, ja byłam z Aleksym w domu i znowu staliśmy się sobie bardzo bliscy. Ale cieszę się z tego wyjazdu, to było nam bardzo potrzebne i bardzo fajne w kontekście budowania relacji Aleksia z tatą.

Na jakiego mężczyznę chcesz go wychować?

Na takiego, który będzie widział potrzeby drugiego człowieka, będzie na niego otwarty. Ale sam też będzie wiedział, czego chce. Chciałabym, żeby był wrażliwy i empatyczny, żeby potrafił wyrażać swoje emocje, ale jednocześnie, żeby nie był nadwrażliwy, nie był słaby, żeby był zuchem i był dzielny.  

Masz momenty przesilenia, kiedy Aleksy Cię wkurza?

Oczywiście! On mnie cały czas wkurza, bo jest łobuziakiem, szczególnie wtedy, kiedy przebywa ze mną. Bo jak jest z kimś innym, to jest słodkim, złotym dzieckiem, a przy mamie nie ma hamulców. Ja proszę, żeby czegoś nie robił, a on właśnie będzie to robił. To są jakieś pierdoły, ale jak one się napiętrzą, a ja jestem zmęczona, to się denerwuję, a w emocjach można powiedzieć coś, co bardzo mocno może zostać w dziecku. Moi rodzice kilka razy powiedzieli rzeczy, których nie powinnam usłyszeć i zawsze będę je pamiętać. I pewnie Aleksio też je usłyszy, bo każdy z nas popełnia błędy, nie jesteśmy idealni. Ja nawet nie chciałabym być idealna. Natomiast chcę, żeby Aleksy wiedział, jakie jest życie, że to nie sielanka, że czasem rozmawiamy miło i się przytulamy, a czasem rozmawiamy innym tonem, chcę, żeby też go znał. A sobie chcę pozwalać na błędy, bo one też dużo uczą.  

Czym jest dla Ciebie macierzyństwo?

Największym wyzwaniem i najtrudniejsza rolą, jaką kiedykolwiek miałam. Jest dla mnie życiem, bo zawsze na pierwszym miejscu będę mamą, dopiero potem – Olgą aktorką, narzeczoną, żoną, czy Olgą po prostu…Te kolejne role mogą się zmieniać w zależności od sytuacji, ale bycie mamą zawsze będzie dla mnie największym priorytetem.

Co jest najpiękniejszego i najtrudniejszego w macierzyństwie?

Najpiękniejszy jest chyba ten moment, że czujesz, że Twoje dziecko Cię rozumie, że to, co mu przekazujesz na niego działa, kiedy jest już Twoim wspaniałym kompanem życiowym. A najtrudniejsze jest zmęczenie, bo od niego wszystko się zaczyna: spada nam odporność, jesteśmy bardziej zestresowani, wrażliwsi na bodźce, które uderzają z różnych stron.

Chcesz mieć więcej dzieci?

Tak, nie wyobrażam sobie, że Aleksy miałby być jedynakiem. 

Marzy Ci się córeczka?

Marzyła mi się już za pierwszym razem; jak dowiedziałam się, że będę miała syna, pomyślałam: Boże, co to teraz będzie? A potem zrozumiałam, że to jest super. Dziś nie mogę być szczęśliwsza, że go mam. Jeśli będę drugi raz w ciąży, fajnie, gdyby to była dziewczynka. Chociaż myślę też, że teraz zaczyna się taki mój czas, ja zaczęłam dbać o siebie. Poczułam, że też mam swoje potrzeby, że potrzebuję mieć czas tylko dla siebie i uwielbiam ten czas. Kiedy Cezary ma wychodne, a ja zostaję sobie sama w domu, Aleksio zasypia, włączam serial i prasuję – nie ma drugiego tak odprężającego zajęcia: film i prasowanie. Mam dwie czynności, które robię i nic mnie od tego nie odciąga, nie ma natłoku myśli, nie ma pędu. Jeszcze co do marzeń, to chciałabym też rozwinąć się aktorsko, bo wiem, że ten czas z Aleksiem wiele mi dał i wierzę, że jeszcze dużo przede mną jeżeli chodzi o teatr, film…Ale z drugiej strony, czy ja jestem w stanie coś zaplanować, skoro pierwsze dziecko pojawiło się w takich zaskakujących okolicznościach (śmiech)?

zdjęcia: Aneta Zamielska