07.06.2020

Wywiadówka Online: Monika Jagaciak-Jankic

Monika, jak na rasową modelkę przystało, jest superprofesjonalna, działa szybko, niebywale sprawnie i szanuje pracę innych. Umówiłyśmy się na rozmowę telefoniczną – gotowa była 15 minut przed czasem. Gdy poprosiłam o zdjęcia do ilustracji naszego wywiadu i jego autoryzację, dostałam je jeszcze tego samego dnia. Monika jest skrupulatna. To lubię i to mi bardzo imponuje. Podejrzewam, że taka jest na każdej płaszczyźnie życia. No…prawie każdej, bo mamą jest jak sama mówi „easy going”. Poczytajcie jak jej to wychodzi!

Moniko, pamiętasz, co czułaś, kiedy dowiedziałaś się, że jesteś w ciąży? Wiem, że pierwszą ciążę straciłaś, więc domyślam się, że było dużo lęku o to, co będzie.

Tak, dokładnie… Niestety początek tej ciąży był na lekkim stresie przez moje wcześniejsze doświadczenia. I przyznam, że ten pozytywny test nie cieszył tak, jak za pierwszym razem, ponieważ wiedziałam, że może się on wiązać z drugą złą historią, więc niestety ten pierwszy moment trochę straciłam przez to. Ale z czasem wszystko było dobrze, więc zaczęliśmy mentalnie i fizycznie przygotowywać się na przyjście na świat dziecka, co oznaczało dużo szczęścia.

Bałaś się porodu?

Nie, szczerze mówiąc w ogóle się nie bałam. Dużo o nim czytałam, nawet myślę, że za dużo. Byłam do niego przygotowana na 100%. Pamiętam, że po samym porodzie śmiałam się do siebie, bo dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, że w ogóle nic nie czytałam na temat opiekowania się dzieckiem, a tu obok mnie nagle taki malutki noworodek (śmiech). Na szczęście zadziałał instynkt macierzyński. Rodziłam w Stanach i na początku byłam zestresowana całym systemem, który funkcjonuje w tamtejszych szpitalach. Miałam ze sobą doulę czyli Panią, która miała za mnie ewentualnie podejmować różne decyzje, pomagać mi trzymać się planu porodu, ponieważ w Stanach jest dość duża presja na cesarkę, a tego bardzo się obawiałam. Dużo rozmawiałyśmy, dużo dzięki niej wiedziałam. 

Jak po fakcie oceniasz poród w Stanach i tamtejsze standardy?

Miałam szczęście, bo byłam  trochę przerażona różnymi historiami, statystykami i artykułami w Internecie. Np. jeżeli chodzi o umieralność przy porodzie, to Stany – jak na tak rozwinięty kraj –  są bardzo wysoko w rankingu. Ten problem dotyczy głównie kobiet z ciemniejszym odcieniem skóry, które mają gorsze ubezpieczenie. Ja zrobiłam dość duży research, rodziłam w szpitalu na Brooklynie, który odwiedzałam niemal co dwa tygodnie – chodziłam tam na wizyty do położnych; to u nich prowadziłam swoją ciążę, nie u ginekologa: takie podejście bardziej naturalne. Bo położne np. nigdy nie namawiają na wywoływanie porodu.

Twój mąż był z tobą?

Tak, był mój mąż i wspomniana doula. Przez cały czas byłam z niego bardzo dumna. Trochę się obawiałam przed, bo wiedziałam, że on ma problemy z takimi szpitalnymi sytuacjami, ponieważ stracił oboje rodziców wskutek różnych chorób. Zawsze jak komuś z naszej rodziny coś jest, to u niego jest w głowie panika, dlatego zastanawiałam się, czy poród w szpitalu to jest najlepsze rozwiązanie dla mnie i dla niego…Ale bałam się też pierwszego porodu w domu, tym bardziej bałam się go w Nowym Jorku, dlatego stwierdziłam, że szpital jest jednak najlepszym wyjściem. Byłam skoncentrowana, nie panikowałam i mój mąż również się naprawdę świetnie spisał.

Co czułaś, co sobie pomyślałaś, kiedy po raz pierwszy zobaczyłaś Milę? 

Od razu była miłość! Byłam bardzo podekscytowana, że wreszcie mogę poznać to małe zawiniątko, które wiło się we mnie przez tyle miesięcy, które czułam przez te wszystkie noce.  Niestety Mila, jak się urodziła, to nie zaczęła od razu płakać, więc dosłownie po 2 minutach zabrano mi ją z klatki piersiowej i umieszczono w inkubatorze. To mój mąż był tą pierwsza osobą, która mogła z nią spędzić czas, kiedy zaczęła już poprawnie oddychać. To Branislav ją kangurował. Mila miała też żółtaczkę, więc była naświetlana w szpitalu, co było dla mnie dosyć ciężkie: biedna musiała mieć zasłonięte oczka… Te dwa dni po porodzie w szpitalu były trochę hardcorowe. Ale jak już byliśmy w domu to był tylko błogi spokój, karmienie i leżenie w piżamie czyli to, co najlepsze. 

No właśnie: jakie były wasze początki już w domu?

Tak jak wspomniałam: ja nie czułam się przygotowana do opieki nad noworodkiem, a jakiś zwierzęcy instynkt mi się włączył i wszystko nagle przebiegało bardzo naturalnie. Mila była naprawdę kochanym dzieckiem, do dziś tak jest. No oprócz tego, że do dzisiaj – a w sierpniu skończy rok –  nie przesypiamy całych nocy. No ale…nie jest to żaden wyjątek, tak się zdarza. Naprawdę jest super, w sytuacjach, kiedy musimy gdzieś wyjść, coś załatwić, ona się świetnie adaptuje. Czasem lepiej czuje się w sytuacji „on the go” niż w domu (śmiech). 

Miałaś po porodzie baby bluesa albo jakieś hormonalne wahania nastrojów ?

Baby bluesa to nie, ale przyznaję, że przez pierwsze 3 miesiące miałam takie poczucie, że moje życie tak drastycznie się zmieniło i zaczęłam tęsknić za wolnością, którą miałam wcześniej. Po 3 miesiącach przeszła mi złość na tę zmianę i zaczęłam przestawiać swoje myślenie na to, że to jest teraz moja rzeczywistość i naprawdę zaczęłam doceniać to, co z tego mam: że jestem mamą i że wszystko zmieniło się tak naprawdę na lepsze. Na początku było trochę tęsknot i myśli, że np. fajnie by było, gdyby ktoś mnie wyręczył na chwilę z karmienia, bo jednak byłam przywiązana do mojego dziecka przez 100% czasu. Dodatkowo, rodzinnie byliśmy w szalonej sytuacji, bo się przeprowadzaliśmy. W Nowym Jorku byliśmy jeszcze przez wakacje, potem urodziłam i przeprowadziliśmy się do Europy. Wcześniej mój mąż musiał tam jeździć, żeby wykończyć nasze mieszkanie, więc przez pierwszy miesiąc często byłam sama z noworodkiem i psem. Ale byłam też dumna i wdzięczna, że daję sobie radę. 

Jak Cię macierzyństwo zmieniło?

Naprawdę przewartościowałam sobie całe życie – nie mogę inaczej powiedzieć. Ja czuję, że mam wielką rolę! Moja kariera jest specyficzna: zaczęłam bardzo wcześnie i do teraz czuję, że wiele decyzji zostało podjętych właściwie niemal za mnie. Ja jestem osobą, która mówi “nie”, ale jednak częściej się zgadzam. A teraz: opieka nad dzieckiem i podejmowanie decyzji dotyczących jego życia i decydowanie za moją córkę, planowanie jej przyszłości bardzo dobrze na mnie wpływa, bo czuję, że wszystko jest dla mnie możliwe i moje decyzje są bardziej dojrzałe. Już nikogo nie muszę pytać o zdanie, teraz idę przed siebie i jestem zdecydowanie bardziej pewna siebie.

Jak zmienił się Twój związek, Twoje małżeństwo dzięki i przez Milę?

Na początku było dosyć ciężko między nami: pierwsze dziecko, przestawienie całego trybu dnia, życia, do tego przeprowadzki – konflikty tworzyły się częściej. Ale zawsze powtarzam, że nie ufam osobom, które są w związkach i się w ogóle nie kłócą. Sprzeczki są zdrowe i potrzebne: to jest czasem jedyny sposób, by iść do przodu według mnie. Czuję też, że teraz miłość do mojego partnera jest silniejsza przez to, że widzę, jakim on jest tatą, widzę go z córką…To jest wspaniałe! Nie wiedziałam, że kiedykolwiek będę miała takie uczucia w sobie: spokój i poczucie bezpieczeństwa, że mamy coś razem.

Jakim tatą okazał się Branislav?

Okazał się tatą wspaniałym i nigdy nie myślałam, że będzie inaczej. Od kiedy się znamy, on zawsze powtarzał, że chce mieć rodzinę: dwójkę dzieci. On jest starszy ode mnie o 10 lat. Ja zupełnie o tym nie myślałam – choć wiedziałam, że kiedyś będę chciała być mamą i to raczej mamą młodą – ale dopiero jak go poznałam, tę dobrą osobę, to on zaszczepił we mnie taką ekscytację i prawdziwą chęć do bycia mamą. 

W Twoim zawodzie to raczej rzadkość, że modelka decyduje się na dziecko tak szybko.

To nie jest aż tak zaskakujące. W moim zawodzie dziewczyny w moim wieku, które pracują już od wielu lat, są dużo dojrzalsze mentalnie niż metrykalnie. Nasze życie wymaga tego, żeby zachowywać się jak dorosła osoba w bardzo młodym wieku. Ja, mimo tego, że mam 26 lat, czasem czuję się jakbym miałam 40 (śmiech). Czuję się też już spełniona w swojej karierze, stąd też moja decyzja.

Miałaś gorsze momenty macierzyństwa, takie, że myślałaś, że nie dasz rady, że płakałaś?

Oczywiście. Myślę, że nie ma mamy, która takich momentów nie ma. Tymi najcięższymi chwilami dla mnie były nasze początki w szpitalu. Nie za bardzo mógł ktoś zostać ze mną na noc – taka tam była zasada. Poza tym nawet w tym pokoju nie było na to miejsca. Kiedy Mila była naświetlana, ja nie miałam jeszcze tego mleka właściwego dla niej, więc kazali mi czekać, ona biedna płakała, mnie się wydawało, że jest głodna, jeszcze musiała mieć zasłonięte oczy… Pamiętam, że jedną noc w szpitalu przepłakałam prawie całą… A jeżeli chodzi już o czas, kiedy byliśmy w domu, to też miałam gorsze chwile, gdy płakałam z wycieńczenia… W wieku 3 miesięcy Mila miała zapalenie pęcherza to też był dla nas trudny czas: ta niemoc jest najgorsza. Nie byłam chyba na to przygotowana. Chore dziecko to jest najgorszy feeling ever!

Jaką Ty jesteś mamą?

Wydaje mi się, że jestem taka dosyć easy going. Mam też takie nastawienie do świata i mam nadzieję, że przekazuję to jako mama. Ciężko mi mówić, jaka będę w przyszłości, czy będę ostra, będę zakazywać, mówić nie? Chciałabym, żeby w moim domu były zasady, ale będę się skłaniać ku temu, żeby to mój mąż był tą ostrzejszą stroną, bo on po prostu jest w tym lepszy. Nawet patrząc na naszego psa: kiedy Branislav wyjeżdża z domu, to nasz pies robi ze mną, co chce. A jak on jest w domu, to po prostu się słucha.

Czyli on będzie tym złym policjantem?

Zdecydowanie. Dla mnie ważne jest, żeby mieć taki luz…Chciałabym być najlepszą mamą, jak to tylko możliwe, ale z drugiej strony nie chcę na sobie wywierać presji, że muszę być idealna. Bo wiem, że tak się nie da. Ile bym nie czytała, rozmawiała, radziła się…Nie chcę wywierać na sobie samej presji, nie chcę tego dla siebie ani dla mojej córki.  Chcę, żeby to wszystko wychodziło naturalnie: moje małe zasady, moje przekonania a propos świata – chcę jej je przekazać, ale bez wciskania tego na siłę.

A co jest dla Ciebie najważniejsze w wychowaniu, na jaką kobietę chcesz ją wychować?

Najważniejsze, żeby była pewna siebie. Wydaje mi się, że pewność siebie dla kobiety jest bardzo ważna. Chciałabym, żeby moja córka była zadziorna, wiedziała, czego chce, była pewna swoich decyzji. I nawet jeśli przyjdzie do mnie z pomysłem, który może się nie udać, albo ja czy ona nie będziemy do niego przekonane, to chciałabym, żeby ona sama na swojej skórze dowiedziała się tego. Ja zawsze będę ją wspierać w jej decyzjach.

Udaje Ci się łączyć pracę z macierzyństwem?

Przez pierwsze 4 miesiące jej życia mieszkaliśmy w Nowym Jorku, a ja utrzymywałam kontakt  z moją agencją, ale zupełnie nie wyobrażałam sobie jeszcze pracy. Ledwo mogłam zostawić Milę na parę godzin…Czułam w środku, że ona jest jeszcze za mała. Nie miałam też parcia na pracę, wydawało mi się zwyczajnie za wcześnie. Potem w grudniu przeprowadziliśmy się, a w momencie, kiedy poczułam, że jestem już bardziej gotowa do pracy, zdarzyła się okładka z Milą do polskiego „Vouge’a”.  Potem koronawirus trochę popsuł moje plany…Ale miejmy nadzieję, że jak wszystko wróci do normy, to będę mogła znowu działać.

Karmisz jeszcze piersią? Nie masz takich typowo kobiecych lęków, a w Twoim zawodzie mających jeszcze większe znaczenie: że Twoje ciało się zmieni bądź zmieniło i to będzie miało wpływ na Twoją pracę?

Ja już z moim ciałem i karierą byłam na wszystkich możliwych etapach. I teraz, wracając do pracy, oczywiście mam świadomość tego, że nie wszystko jest w najlepszym porządku, nie jest tak, jak było kiedyś, ale macierzyństwo przewartościowało moje myślenie. Teraz inni mogą sobie myśleć i mówić, co chcą, ale moje ciało urodziło dziecko, które teraz już prawie chodzi! Wydaje mi się, że będę miała zupełnie inne podejście do tego wszystkiego. Staram się utrzymać tą moją figurę i na szczęście karmienie piersią mi w tym pomaga, więc nie mam jakichś super obaw. Ale wiem też, że ludzie mają szacunek do tego, że ktoś jest mamą, czy jest trochę starszy, że to tak naprawdę staje się plusem. Nawet jeżeli będę robiła sesję topless czy będę pokazywała swoje ciało, to to, że mam  jakiś rozstęp czy moje piersi wyglądają inaczej niż wcześniej, to jest ukryte piękno, mnie się to szczerze mówiąc podoba. Mam nadzieję, że innym osobom również.

Co Mila ma z Ciebie, a co z Twojego męża?

Ja najbardziej się irytowałam, jak Mila się urodziła – była w 100% moim mężem, a przecież to ja ją w sobie nosiłam przez te 9 miesięcy (śmiech). Myślę, że z charakteru też będzie miała dużo z Branislava. Jej poziom energii to zdecydowanie bardziej  mój mąż niż ja; wszędzie jest jej dużo, wszystkiego chce dotknąć… Ja byłam spokojniejszym dzieckiem, więc musiała to wziąć od Branislava.

Chcesz mieć więcej dzieci? Mówiłaś, że Twojemu mężowi marzy się dwójka…

Na pewno bym chciała, żeby Mila miała rodzeństwo. Ja mam siostrę, Branislav ma brata. Ale chciałabym trochę z tym poczekać. Dużo jednak czasu zajmuje, żeby ciało wróciło z powrotem do normy, żeby hormony się uspokoiły…Poza tym chciałabym mieć możliwość przespania paru nocy przed drugim dzieckiem, więc jeszcze trochę poczekam. Myślę, że sama poczuję, że to jest ten moment, że chcę, ale to jeszcze nie czas, jeszcze nie, muszę najpierw zapomnieć, jak ciężko jest na początku (śmiech).

Czym jest dla Ciebie macierzyństwo?

Największą przygodą w moim życiu. Ja po angielsku nadużywam słowa project, bardzo często mówię, że coś jest moim projectem. Póki co najbardziej udanym ze wszystkich w życiu jest Mila.

Co jest najpiękniejszego a co jest najtrudniejszego w macierzyństwie?

Najtrudniejsze jest pogodzenie bycia mamą i wszystkiego innego. Ja naprawdę przez pierwsze miesiące miałam problem z tym, że chciałam być dobrą mamą, dobrą partnerką dla mojego męża i wydawało mi się raczej niemożliwe, żeby to pogodzić. A najfajniejsze w macierzyństwie jest to, że masz swoją osobę przy sobie. Rodzisz dziecko i ta miłość jest taka nieskończona i przez następne paręnaście lat masz taką osobę, która jest zawsze blisko i kocha Cię bezwarunkowo. Piękna sprawa.

zdjęcia: archiwum prywatne